Mamy już oficjalne wyniki Wyborów Prezydenckich. Emocje pomału opadają… mimo, że nie wszystkim i tylko emocje.

Przychodzi czas podsumowań i refleksji. Nasuwają mi się dość wyraźne elementy tegorocznej kampanii, kampanii niepowtarzalnej z pewnych przyczyn, kampanii która kierowała się swoim rytmem, rytmem wyjątkowym i niepowtarzalnym jak dotąd? Kampanii, która na zawsze zmieniła „coś” w Polsce.

Kampania Prezydencka dostarczyła masę różnych wrażeń i danych, które będzie można analizować przez szereg miesięcy. Ciekawe kto wyciągnie właściwe wnioski z tej analizy? Bo te wnioski właściwie wyciągnięte pozwolą zdobyć istotną przewagę w zbliżających się wyborach jesiennych.

Pozwólcie, że w swoich rozważaniach skupię się jedynie na tym, na czym znam się lepiej; na marketingu internetowym.  To właśnie dzięki niebywałej, wręcz fenomenalnej jak dotąd aktywności w internecie udało się zgromadzić takie poparcie sztabowi Andrzeja Dudy i Pawła Kukiza.

Od samego początku obserwowałem bacznie wszystkie liczące się portale społecznościowe, media, w tym media nienależące do „pierwszego nurtu”, fanpage liczących się mediów, polityków, celebrytów i dziennikarzy. W mojej ocenie istotna „bitwa” o głosy w tej kampanii odbyła się właśnie w internecie.

To właśnie internet stał się swoistą odskocznią dla nie do końca obiektywnych mediów „mainstreamowych”. To na portalach wyborcy przekrzykiwali się na hasła i argumenty, często niestety obrzucając też błotem. Mam wrażenie, że coś zmieniło się ostatecznie w polskiej polityce, w polskim przekazie społecznym i w polskiej agitacji. Bo jak nazwać  sytuację, w której wyrosła „znaczna” przeciwwaga dla najpopularniejszych źródeł medialnych? I tak już właśnie będzie. Ta sytuacja się nie cofnie, wręcz przeciwnie, będzie się pogłębiać. To tu, w internecie niezadowolone grupy społeczne będą szukać wsparcia dla własnych argumentów i idei, będą przyłączać się do swoistych grup poparcia własnych interesów.  Ten kto znajdzie do nich klucz, ma sukces wyborczy w kieszeni.

Sytuację można ocenić jednoznacznie. Gdyby nie internet, wybory wygrał by z powodzeniem Bronisław Komorowski. Z prostej przyczyny. Wizerunek kreowany przez główne media był pozytywny, mimo, że nie pozbawiony błędów i wpadek.

Sytuacja o której piszę jest dość precedensowa mimo, że była do przewidzenia. Potentaci głównego nurtu medialnego zaczynają sie zastanawiać co z tym zrobić. Jak utrzymać „władzę medialną” i reputację dziennikarską, nadszarpniętą dość mocno w tych wyborach? Z roku na rok rośnie w geometrycznym wręcz tempie dostęp polskich gospodarstw do szybkiego internetu, rośnie też świadomość z jego potencjału a przy tym dociera coraz większa fala krytyki obecnego rządu.

Główne programy TV czy najbardziej poczytne dzienniki z roku na rok będą traciły swoich odbiorców, wręcz lawinowo; w Polsce co roku umiera blisko 400.000 obywateli. To są przeważnie osoby, które czasami nie wiedziały co to internet ale za to znały i ufały nieraz bezkrytycznie telewizji i gazetom. Blisko drugie tyle przychodzi na świat w Polsce i będzie to już pokolenie, które skorzysta z większej możliwości medialnej niż tylko program TV czy gazeta drukowana.  To będą pokolenia naszych dzieci i wnuków, które jeszcze w bardziej silniejszym stopniu związane będą zależnościami interakcji społecznych w internecie. Wyniki za kilka lat są łatwe do przewidzenia. Już nigdy nie powrócimy do sytuacji, gdzie naszą świadomość społeczną kształtowało kilka największych zespołów medialnych. „To se newrati”

W jednym ze świeżych wywiadów, których Adam Michnik udzielił sam sobie na łamach wyborczej możemy przeczytać, że: „Ci co głosowali na Kukiza to gówniarstwo, które nie wie nawet co to są JOW-y”.

Panie Adamie mam wrażenie, że w Pana przypadku można by już przestać mówić o bezkrytycznym lansowaniu przez Pana aktualnej władzy a zacząć mówić o Pana malejącej świadomości zmian zachodzących w społeczeństwach obywatelskich opartych w dużej mierze na kulturze internetu i mediów społecznościowych.

Chociaż cytując dalej wspomniany wywiad, czytamy: „….Dzisiaj też głosowanie na Kukiza oznacza rozwód ze zdrowym rozsądkiem, czyli gówniarstwo.  Ale nie lekceważę tej rewolty w I turze. To jest ważny sygnał.”  Może to ja się mylę w tym zakresie i może jednak ma Pan świadomość zbliżających się poważnych zmian. Zmian, które zepchną Pana kombajn medialny do podziemia. Bo kto będzie Pana czytał w przyszłości?  Proponowałbym nauczyć się słuchać właśnie tych „gówniarzy” jak Pan to określa… bo nie będzie ich mniej z roku na rok. Co ważne proponowałbym nauczyć się do nich mówić, nauczyć ich języka, ich sposobów komunikacji i przede wszystkim kanałów komunikacji. Pańskie kanały już zawiodły mimo tak potężnego wsparcia z budżetu Państwa.

W ostatnim czasie słyszymy dość często określenie „wojna hybrydowa” …. oczywiście najczęściej kojarzymy je z wydarzeniami na Ukrainie.  Ja pójdę krok dalej i stwierdzę, że Kampania Prezydencka 2015 była pierwszą, którą określiłbym mianem „kampanii hybrydowej” … mam na myśli prowadzenie kampanii na wielu płaszczyznach i poziomach. Jestem wręcz pewny, że zbliżające się wybory jesienne będą jeszcze głębiej zahaczać o taki model kampanii.

Kolejną płaszczyzną wykorzystywaną w dotychczasowych kampaniach są tzw. znane i „lubiane” postacie kina, telewizji czy programów rozrywkowych. Niestety to jest byt mocno przereklamowany. Coraz częściej społeczny odbiór celebryty jest zgoła odmienny od jego doklejenia do jakiegoś kandydata w wyborach. Wręcz przeciwnie, potrafi jak to pokazał przykład pana Karolaka więcej wyrządzić złego niż dobrego. Po jego płomiennych westchnieniach na temat Bronisława Komorowskiego rozwścieczenie niezdecydowanego elektoratu sięgnęło zenitu. Dziś czytałem krótkie wzmianki prasowe o tym jak akcje spółki Orange lecą na pysk. Czyżby należało zmienić „rodzinkę”? Gwoździem do trumny był show w programie Kuby Wojewódzkiego gdzie lansowany na poważnego i stabilnego męża narodu Pan Prezydent wziął udział pewnie pod wpływem swojego sztabu wyborczego  i zaserwował nam niesmaczny program okraszony niewinnymi kłamstewkami. Każdy ma swoje „5 minut”, które w przypadku Wojewódzkiego minęło już kilka lat temu. Producent pozwala mu odgrzewać jego ulubione kotlety i pokazywać modelki z coraz dłuższymi nogami chyba jedynie z powodu braku ciekawszych treści.

Podsumowując tą płaszczyznę czyli telewizyjną maszynkę propagandową to kolejny raz władza zaserwowała nam spektakl z tymi samymi aktorami: Lis, Olejnik, Michnik, Żakowski i spółka.

Podsumowując: kampania Andrzeja Dudy prowadzona była dynamicznie, z rozmachem, w kandydacie widać było energię, no może delikatnie poza pierwszą debatą, gdzie został zbyt słabo przygotowany na możliwe ale do przewidzenia ciosy poniżej pasa.

Kampania Prezydenta Komorowskiego: jedna wielka porażka! Zadufanie i ponadprzeciętna wiara we własny sukces partii poparta kilkuletnim oderwaniem od rzeczywistości i problemów społecznych spowodowała uśpienie czujności „goliata”. W mojej ocenie cały sztab wyborczy do zwolnienia.

Co dalej? Ważne pytanie.

Trzeba otrząsnąć się zarówno z porażki jak i zwycięstwa. Kto zrobi to szybciej i lepiej ten ma szansę na kolejną rundę czyli wybory jesienne bo przecież wszyscy wiemy, że o to również chodzi.

Najłatwiej w aktualnej transformacji sceny politycznej ma Paweł Kukiz. To on właśnie wręcz fenomenalnie odrobił lekcje i nauczył tych elementów, których nie rozumie Pan Adam Michnik. Paweł Kukiz korzysta z języka i kanałów, które obecnie dają mu szansę na wynik w wyborach jesiennych rzędu 20-30% … a przyznacie, że to imponujący wynik. Oczywiście nie przyjdzie mu to łatwo. Będzie musiał sie zmierzyć z kilkumiesięczną próbą destabilizacji jego obrazu jako polityka uczciwego i stabilnego poglądowo.

Prawo i Sprawiedliwość dostało wiatr w żagle i co ważne zaufanie znacznej części społeczeństwa, będzie niesione do wyborów na tej bryzie. Ważne tylko by nie popełniło znaczących błędów i jeśli chce w przyszłości rządzić więcej niż jedną kadencję aby przekonało Polaków do siebie w oparciu o dobre stosunki z sąsiadami i mocną gospodarkę. PIS pokazał, że jest inną partią niż go kreowały „słuszne” media. Jeśli utrzyma taką tendencję wzmacniając argumentami społecznymi to ma szansę na sukces wyborczy.

Najtrudniejszą sytuację ma Platforma Obywatelska, która po pierwsze popełni błąd odcinając się od kampanii Komorowskiego a ponadto będzie miała przeciwko sobie dwie największe oraz kilka mniejszych sił politycznych oraz w miarę wzrostu ciśnienia wyborczego będzie się zmagała z łamistrajkami jak np. Tadeusz Kopeć. Pan senator wybrał moim zdaniem niefortunny moment na odejście. Moment, który potwierdza moja teorie o potrzebie gruntownych zmian w PO ale również o „tonącym okręcie.” Cytowane pobudki nie mają znaczenia. No chyba, że za chwile pojawi się w innej partii.

Co z pozostałymi partiami? Czy mają szansę? Nikłe. Największe szansę ma w mojej ocenie SLD, pod warunkiem, że zaprzestanie gryźć się wspólnie i co ważne wymieni „beton” na „świeże” twarze. Ta partia nadal ma swoich zwolenników ale w tym kształcie nie przetrwa nadchodzących wyborów.

PSL? Zostało pozamiatane jak PO. Ponad 60% rolników zagłosowało na Andrzeja Dudę. Na co może liczyć PSL? Na nic. Zaprzepaściło ideały już wcześniej a gwoździem do trumny były wybory samorządowe… bynajmniej ich jakość.

Palikot i Korwin Mikke? Czarna dziura i dwóch frustratów nie mogących pogodzić się z porażką wyborczą. Pan Janusz mimo mojej sympatii lepszą robi wódkę niż politykę mimo, że dobrze się zapowiadał.

… to na tyle.

Co na koniec?

Hmm… Proponowałbym kampanię na wielu płaszczyznach, wyważoną, popartą argumentami, z nowymi nieskompromitowanymi twarzami na scenie. Te twarze, które widzimy od lat już się opatrzyły Polakom. Ile można oglądać modę na sukces? Ta część, która zagłosowała przeciwko PO… a była to większość, oczekuje i poprze na jesieni w głównej mierze nowych, autentycznych polityków niekoniecznie z „nowoczesnych” i montowanych na kolanie dziwnych partii i niejednoznacznym pochodzeniu i celach.

Nie oszukujmy się, zdecydowanych wyborców już nic nie przekona. Oni już są po jednej czy drugiej stronie. Tam wystarczą klasyczne zabiegi w stylu plakat, folder, ulotka i długopis… no może uścisk rąsi.

Walka na jesieni odbędzie się o najbiedniejszą część społeczeństwa, rolników, studentów, młodzież bez pracy i perspektyw oraz emigrację.

Stanowczo przestrzegam przed żarliwym wcielaniem do swoich szeregów „uciekinierów” z innych partii politycznych. To źle wróży i daje sygnał o instrumentalnym traktowaniu misji polityka.

Pracę nad elektoratem „nowych mediów” zacząłbym już dziś. Tu dostrzegam największy potencjał wyborczy. Już teraz należy budować pozytywny wizerunek przyszłych kandydatów do sejmu, wizerunek wspierany przyjazną twarzą danego obozu politycznego. Bez tych obu połączonych elementów nie ma szans. Co istotne przestrzegam przed nadmierną arogancją i nienawiścią serwowaną przez, którąkolwiek z sił politycznych. Aktualna kampania pokazała, że Polacy nie gęsi i potrafią już dość precyzyjnie określić stopień cwaniactwa kandydata i co ważne zweryfikować podawane na słusznej medialnie tacy informacje poparte niejednokrotnie wątpliwą popularnością „jakiegoś celebryty”.

W mojej ocenie na jesieni będziemy mieli trzy istotne siły polityczne w parlamencie polskim. Każda z nich ma szanse ale niestety nie każda je wykorzysta.

Oj będzie się działo na jesieni. I jedno co w tym wszystkim cieszy to to, że powstaje nowy ciekawy zawód: „socialdoctor” … czyli bezrobocie już teraz spadnie. Bo ja szukałbym fachowców i nie budował sztabów wyborczych na odczuciach emocjonalnych czy znajomościach. Tu nie ma przypadków. Gra toczy się o wysoką stawkę.

A jak tego dokonać? Na to pytanie może w kolejnym odcinku.

Mariusz Czarnecki