Kolejna kadencja wadowickiego samorządu rozpoczęta. Na I sesji, jak to zwykle bywa, odbywają się zasadniczo jedynie formalne zaprzysiężenia na stołki radnych oraz na główny tron jakim jest fotel burmistrza. Zdecydowanie jednak „ciekawsza” była II sesja zwołana tydzień później tj. 28 listopada. Dokonano na niej bowiem wyboru na drugiego wiceprzewodniczącego rady miejskiej. Został nim, jak nie trudno było się domyślić, Józef Cholewka.

Czy jednak tak musiało być ?

Niekoniecznie. Obecnie PiS posiada w radzie 11 swoich przedstawicieli, co daje im większość. Oczywistą oczywistością, jak mawiał klasyk, był wybór głównego przewodniczącego w postaci przedstawiciela PiSu czyli w tym przypadku Piotra Hajnosza. Jednak na kanwie intelektualnych wynurzeń o współpracy ponad podziałami, o dobru mieszkańców, o rozwoju gminy etc., można było pokusić się o wprowadzenie I wiceprzewodniczącego w osobie Tomasza Bąka, który ma już doświadczenie w sprawowaniu tejże funkcji. Wymaga to jednak przynajmniej posiadania minimum instynktu politycznego i zrozumienia, że polityka jest grą.

Tomasz Bąk miał szansę zostać wiceprzewodniczącym. Wystarczyło powołać się na chęć współpracy zaproponowanej przez PiS i poddać pod rozwagę, aby dobrą praktyką stało się swoistego rodzaju współdzielenie prezydium rady wraz z opozycją. Takie postawienie sprawy mogłoby doprowadzić do tego, że PiS, postawiony poniekąd pod medialno-społeczną „ścianą” miałby do wyboru – albo wyjść na zachłannych na władzę, albo przystać na propozycję i potwierdzić tym samym chęć owej współpracy ponad podziałami.

To się mogło udać.

Jednak nie udało się, bo zbyt wielkie ego głównego opozycjonisty w postaci Pana Klinowskiego spowodowało, że dyskusja nad powodami rekomendacji swoich kandydatur na stanowisko wiceprzewodniczącego, skończyła się pyskówką. I znów usłyszeliśmy o partyjniakach, o aparatczykach, o statywie, o Kotarbie, o czasach słusznie minionych etc. No, a że  słowna „nawalanka” na dzień dobry do współpracy raczej nie zachęca, to i obecnie rządzący postanowili pokazać Panu Klinowskiemu, co o nim sądzą. Tym samym I wiceprzewodniczącą została Pani Maria Zadora. Kalka z tej przepychanki miała miejsce i nad głosowaniem na II wice w czasie II sesji.  Znów powróciły zarzuty o słynne już „dostaniesz w ryło”, o kwestie nieuchwalonego budżetu etc. Byle pogrzebać Cholewkę.  Pan Cholewka swoją drogą ma, jak to się zwykło popularnie mówić, sporo za uszami. Jednak wspomniana przeze mnie wyżej gra polityczna wymaga, aby próbować coś ugrać, a nie dać się odstrzelić. Cóż, Pan Cholewka znów został wiceprzewodniczącym rady i w zasadzie dzięki Panu Klinowskiemu.

Jednak myliłby się ten, kto pomyślałby, że na tym zakończyła się sesyjna szarża.

Kolejny popis argumentacji i tym razem z obydwóch stron został zaprezentowany podczas dyskusji nad wysokością wynagrodzenia dla burmistrza. Uchwalono bowiem, że wynagrodzenie zasadnicze, zgodnie z zaleceniami naczelnika Kaczyńskiego, zostanie obniżone, ale podniesiony zostanie dodatek specjalny z 35% do 40%. I tyle wystarczyło, aby Pan radny Mateusz Klinowski dostał wiatru w żagle i nastąpiło polityczne bicie piany o parę złotych. Klinowski stwierdził, że zamiast obniżyć wynagrodzenie o 1000 zł, jak to miało być poczynione na mocy wytycznych Jarosława Kaczyńskiego, to Bartosz Kaliński będzie zarabiał jedynie 655 zł mniej, gdyż pozostałe 345 zł zrekompensuje mu różnica procentowa dodatku specjalnego. Szkoda jedynie, że Pan Klinowski zapomniał już, jak na początku swojej niechlubnej kadencji postulował podwyżkę o 10 tys. zł dla siebie samego. Naturalnie później zasłaniał się argumentacją, że chodziło mu jedynie o fachowców, którzy to nie chcą podejmować pracy w samorządzie ze względu na dużo wyższe zarobki na wolnym rynku.

Chwileczkę . . .

O ile sobie dobrze przypomnieć, to nie postulowano wówczas podwyżek dla kierowników wydziałów, którzy całą tą największą robotę popychają do przodu swoim doświadczeniem, wiedzą i stanowiskiem. Postulowano podwyżki dla samorządowców, czyli dla burmistrza i asystentów. I to ci dopiero kanał. Bo PiS uciął Panu Klinowskiemu zabawę w „asystentki” ustawą o pracownikach samorządowych i zasadniczo ta podwyżka należałaby się tylko jemu i Pani wiceburmistrz. Rozpatrując jednak tę kwestię z punktu widzenia wspomnianej przez Klinowskiego fachowości, to on sam swoją kadencją zasłużył sobie co najwyżej na obniżkę o 10 tys. Co obrazowo rzecz ujmując się stało za pośrednictwem ostatnich wyborów. Poszedł Pan Klinowski na polityczną rentę w wysokości 800 czy 900 zł za funkcję radnego.

Ale wraz z Klinowskim doszło również do politycznych przebudzeń.

Oto z zimowego, a w zasadzie całorocznego snu i to jeszcze trwającego całą poprzednią kadencję, przebudził się niejaki Pan Paweł Krasa. Młody przedstawiciel komitetu Klinowskiego, który jak na przedstawiciela operatora sieci komórkowej, całą poprzednią kadencję przesiedział w smartfonie. Co tam robił ? Who knows . . . Jednak teraz mruknął kilka zdań. Coś o szukaniu współpracy i . . .

Czy wy też macie wrażenie, że o tej współpracy to już przestaliby nudzić, a zajęliby się czymś pożytecznym?

I jeszcze jeden rodzynek, czyli z kolei exprzewodniczący rady miejskiej czyli sam Robert Malik. Również przemówił. Zapytał przewodniczącego Hajnosza, czy w publikacji portalu wadowice24.pl, Hajnosz to Hajnosz i czy powiedział to co powiedział, czy jednak nie powiedział, co się mu imputuje że powiedział. Tak mniej więcej można skrócić ten jakże merytoryczny przekaz, mający na celi de facto uczepić się tych 345 zł. Z punktu widzenia funkcjonowania samorządu, naprawdę tak ważne jak wynik meczu baseballowego na kartoflisku gdzieś w Kazachstanie. Ale zapalnik to awantury był. I w ten oto sposób godzinę przekrzykiwano się kto komu obniżył, kto komu podnosi i co najciekawsze padło też coś o „honorze”.

Chłopcy, chłopcy . . .

Honorze ? Chyba, że macie na myśli Honor 4X z zestawem słuchawkowym w niższym abonamencie – to tak z pogranicza profesji Pana Krasy. Bo ciekaw jestem jaki to honor miał np. Pan Klinowski, gdy zamawiał sobie i swoim współpracownikom kanapki. Wtedy słyszeliśmy, że pracownik dobrze odżywiony będzie lepiej pracował. A czy np. Pani z wydziału komunikacji nie ma prawa zjeść dobrej kanapki w czasie pracy ? Pewnie każdy by się żachnął, że ma prawo . . .

Tyle, że za swoje pieniądze a nie gminne. I tak się czasem zastanawiam, czyja to pensja jest wyższa – Bartosza Kalińskiego z 40% dodatkiem, czy exburmistrza Mateusza Klinowskiego z kanapeczkami.

Przed nami 5 lat kolejnej kadencji. Mam nadzieję, że nie skończy się na dysputach o honorze, przyjaźni, współpracy i o tym co się komu wydaje . .  .

Autor: Artur Świątek

Fot. źródłowa: Krzysztof Cabak