Lubię nietypowe formy kultury, lubię wychodzić z wszelkich ram, łamać konwenanse, scenariusze. Nie lubię sztampy i tak zwanego napinania się. Wolę myśleć, że zamiast kariery robię furorę… Podchodzę do wszystkiego z dużym dystansem, do siebie też. Często jako motto przytaczam słowa Marlin Monroe: Nieważne, co o mnie myślą, ważne żeby mnie kochali.– mówi Piotr Siła w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl  Zapytany przez Małgorzatę Kupiszewską, czemu zajął się kulturą, odpowiada słowami Piotra Skrzyneckiego: Jesteśmy wysepką w morzu bestialstwa, szarzyzny, głupoty, łajdactwa, cynizmu, nietolerancji, przemocy.

Piotr Siła to „człowiek – orkiestra”. Czym się Pan do tej pory artystycznie zajmował?

Piotr Siła: Orkiestra to za dużo, raczej dyrygent! A tak poważnie; lubię o sobie mówić animator kultury. Inicjuję, produkuję, organizuję, reżyseruję wydarzenia kulturalne i artystyczne, głównie spotkania muzyczno-literackie i spektakle teatralne. Od wielu lat współpracuję z Towarzystwem Teatralnym pod Górkę a od przeszło dwóch lat pełnię funkcję dyrektora MDK w Mińsku Mazowieckim.

Od kilku lat stawia Pan „na nogi” kulturę w Mińsku Mazowieckim. Udało się ją „wypionować”?

– Kultura to nie żaden cud, lecz zwykła świeczka, to tych spod serca parę nut, ludzkość serdeczna. – jak pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. I rzeczywiście mieszkańcy Mińska są niezwykle podatni na kulturę i chętnie przyjmują moją ofertę. Spotykam się, choć to nieskromnie brzmi, z wieloma pozytywnymi ocenami pracy MDK. To miłe, to motywuje do dalszych działań.

Kogo zdążył Pan już zaprosić do Pałacu w Minsku Mazowieckim. domu, gdzie dzieje się kultura?

Piotr Siła w piwnicach– Nazwisk można wymieniać wiele, ale to nie jest aż tak istotne. Ważniejsze jest to, że na spotkaniu literackim poświęconym Iwaszkiewiczowi, czy Hłasce mamy komplety widzów. Nie nazwisko aktora czy piosenkarza, tylko przedmiot spotkania jest istotny. Na biletowanym recitalu Wiesława Bednarka, w środku tygodnia, był komplet widzów. U nas nie ma koncertów disco polo, u nas są koncerty chopinowskie. I to się podoba. To nas wyróżnia. Jesteśmy wysepką w morzu bestialstwa, szarzyzny, głupoty, łajdactwa, cynizmu, nietolerancji, przemocy… – jak mawiał Piotr Skrzynecki.

Brązowy Krzyż Zasługi, Laura 2014 Nagroda Powiatu Mińskiego w kategorii Kultura i Sztuka dostały się panu Dyrektorowi za całokształt, czy za spektakularny sukces?

– Za 11 lat pracy w powiecie mińskim, w kulturze w ogóle. W samym Mińsku jestem zaledwie dwa i pół roku. Robię różne rzeczy w całej Polsce, a i na świecie się zdarzało. Nie wiem, czy odnosimy sukces! Pracujemy na swoim odcinku i to daje satysfakcję. Mówię w liczbie mnogiej, bo dom kultury to nie sam dyrektor. Owszem, kreuje on i odpowiada za wiele spraw, ale wszystko zależy od zespołu pracowników, który jest jak organizm. Tak jak płuca współpracują z sercem, serce z mózgiem, mózg z nogami, tak poszczególne działy i poszczególni instruktorzy muszą ze sobą współpracować: plastycy z akustykami, akustycy z technikami, technicy z administracją, administracja z promocją, etc. Jeżeli coś zawiedzie, pada cały organizm. Na szczęście udało mi się stworzyć fantastyczny zespół, który robi fantastyczne rzeczy.

„Mój Himilsbach”- książka, z którą Pan jeździ po Polsce, powstała z potrzeby serca czy konieczności?

Mój Himlisbah– Podczas organizowania Festiwalu Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim spotykałem wiele osób, które znały Janka, pamiętały go, a nie były jeszcze „wyeksploatowane” przez biografów. Postanowiłem wtedy spisać ich wspomnienia i „ocalić od zapomnienia”. W książce są więc wspomnienia rodziny i przyjaciół, którzy pokazują swojego Himilsbacha. W drugiej jej części są natomiast niepublikowane zapiski i wspomnienia Basicy, która daje świadectwo pięknej, ale trudnej miłości do alkoholika.

Pana osobiste przeżycia związane z Janem Himilsbachem od kiedy się datują?

Osobistych nie ma, są zawodowe. Pierwsze spotkanie z Nim to studia, pierwsze opowiadania. Później film i kultowi „Wniebowzięci”, którymi do dziś jestem oczarowany; następnie moje opowiadanie uczniom o Himilu, gdy byłem nauczycielem języka polskiego, w końcu Mińsk i Festiwal, którego od trzech edycji jestem organizatorem. Himilsbach nie jest moim ulubionym pisarzem. Wolę Gałczyńskiego i Iwaszkiewicza.

Jak co roku organizuje Pan Festiwal Himilsbacha. Czym ta edycja różni się od poprzednich?

– Każda edycja Festiwalu Himilsbacha jest inna i każda ma swój niepowtarzalny klimat.  7. edycja, rozpocznie się Happeningiem na moście Himilsbacha.

Pierwszy dzień Festiwalu zakończy koncert muzyki filmowej w wykonaniu Włodek Pawlik Trio.
Drugiego dnia otwarcie stałej ekspozycji poświęconej Barbarze i Janowi Himilsbachom, a także premiera książki Monolog i inne zapiski, niepublikowanych dotąd opowiadań autora Monidła.
Ciekawie zapowiada się dzień trzeci, zostanie bowiem pokazany film Chleba naszego powszedniego, według scenariusza Jana Himilsbacha. Przed seansem krótka rozmowa z reżyserem Januszem Zaorskim.
4 września w piątek zaplanowane są warsztaty graffiti z artystami z internetowego portalu wypiszwymaluj.com oraz warsztaty freestyle’owe z raperem, Maciejem Gnatowskim – znanym pod pseudonimem WSZ (Wujek Samo Zło). Ukoronowaniem dnia będzie koncert Przepraszam, czy tu grają?. Koncert jest finałem projektu Fundacji Dom Naturalnego Rozwoju – Music Master Academy, na najlepszego mińskiego DJ-a. Gwiazdą będzie Green Rose oraz Ravin’ or Behavin’. Ciekawe i niecodzienne wydarzenie – muzyka miksowana z głosem patrona festiwalu – Jana Himilsbacha.
Dla miłośników Himilsbacha – aktora, Nocny Seans Sanatoryjny, podczas którego zobaczymy filmy z udziałem Himilsbacha lub o nim.
Dzień finałowy Festiwalu – 5 września – to dzień wręczania nagród w festiwalowych konkursach. Poznamy laureatów Monidła – konkursu na najpopularniejszego aktora niezawodowego, oraz KAFLA – Konkursu Absolutnie Frywolnych Etiud Literackich.
Wieczór upłynie przy muzyce zaproszonych gwiazd. W tym roku wystąpią: Skubas, Domowe Melodie i Czesław Śpiewa. Żaden z tych wykonawców nie wymaga rekomendacji.
Dodatkową atrakcją finału będzie mapping 3D na fasadzie Miejskiego Domu Kultury pod tajemniczym tytułem „…mówiłem jak w życiu, poruszałem się jak w życiu.”

W Mińsku jest Pan zauważalny. Nie tylko stawia figurę św. Jana Nepomucena, ale sadzi także jabłoń w 95 rocznicę Bitwy Warszawskiej. Skąd Pan czerpie siłę i pomysły takich akcji?

– Z głowy, czyli z niczego! A poważnie? Lubię takie nietypowe formy kultury, lubię wychodzić z wszelkich ram, łamać konwenanse, scenariusze. Nie lubię sztampy i tak zwanego napinania się. Wolę myśleć, że zamiast kariery robię furorę… Podchodzę do wszystkiego z dużym dystansem, do siebie też. Często jako motto przytaczam słowa Marlin Monroe: Nieważne, co o mnie myślą, ważne żeby mnie kochali.

Co jeszcze czeka w tym roku mieszkańców Mińska Mazowieckiego? Na co warto zaprosić Warszawiaków?

Piotr Siła z muszką pod szyją– Bardzo wiele! Co miesiąc teatr, spotkania literackie, muzyczne… A przede wszystkim drugi najważniejszy w mieście Festiwal Skrzyneckiego. Bowiem Piotr Skrzynecki, współtwórca Piwnicy Pod Baranami, jest z miastem bardzo związany. Tu spędził dzieciństwo, tu Jego ojciec był dowódcą 7. Pułku Ułanów Lubelskich. Piotr wielokrotnie wracał do Mińska, już jako znana osoba, tu miał swoje ścieżki, przyjaciół, których nawiedzał. Dom państwa Barbary i Mariusza Dzienio był jego przystanią. Od 6 lat organizujemy Festiwal Skrzyneckiego, na którym zawsze gości cały Zespół Piwnicy Pod Baranami.

Obiecuję, przyjadę. Żeby pochodzić z Piotrem Skrzyneckim po „niebieskich pastwiskach”. Dziękuję za rozmowę.