Trzeba powiedzieć, że bezczelność tych wszelkiej maści p-l-andemicznych kłamców przechodzi już wszelkie granice. Wiadomo, że od prawie dwóch już lat robią z ludzi idiotów i niewolników. Niebywałe jest to jak skutecznie im to wychodzi. W skali globalnej. Dzięki prostym technikom manipulayjnym, przy wykorzystaniu prymitywnej, ordynarnej telewizyjnej propagandy.

Wiadomo.
Kolejne etapy ich kłamstw łatwo można by przypomnieć, ale chcę skupić się na jednej tylko sprawie. Najbardziej aktualnej.

Otóż pamiętacie jak to długo, długo wszem i wobec w oficjalnym przekazie rozgłaszano, że dzieci nie chorują na wiadomo-co w ogóle, ewentualnie bardzo łagodnie, albo „bezobjawowo” (swoją drogą cała ta „choroba bezobjawowa” to jeden z lepszych „żartów” w tym horrendalnym absurdzie). Szkoły zamykali, ale wiadomo – żeby dzieci nie zaraziły babci i dziadka. I tym podobne brednie…

Od pewnego czasu jednak mamy zmianę retoryki. Dzieci jednak chorują. Nieraz i ciężko.

A dlaczego taka zmiana? Jakaś nowa mutacja? Ależ skąd!

Odpowiedź jest inna. I prosta. Oto przecież: „Dopuszają” wreszcie te swoje żałosne (w najlepszym razie tylko absolutnie bezużyteczne, w najgorszym – śmiertelnie groźne) szpryce do stosowania na dzieciach! Więc trzeba lud ciemny „zachęcić”. „Wzbudzić społeczne zapotrzebowanie”.

I tak – dla przykładu – pani podpisująca się stopniem naukowym „doktora” potrafi wyrzec publicznie taką oto „mądrość”, że „każde dziecko, które nie zostanie zaszczepione, zachoruje”!

Na co zachoruje? Na coś na pewno. Dzieci często chorują. Chwała Bogu, zazwyczaj na niegroźne schorzenia. No chyba, że wspomniana pani „dr” ma na myśli jedyną słuszną medialną chorobę naszych czasów?

Jeśli tak, to zastanawiam się jak takie osoby, jak ona i jej podobne, nie wstydzą się głosić tego rodzaju bredni! Bo że nie ma moralności, to nawet mnie nie interesuje. Ale że po prostu się nie wstydzi?

Zadam bowiem jedno proste pytanie. Co to znaczy, że dopiero teraz „zachoruje”?

Jak to możliwe, że przy takiej straszliwej zarazie tysiąclecia, przez niemal już dwa lata dziesiątkującej ludzkość (oglądając dużo TV, można się zdziwić, że jeszcze w ogóle jacyś żywi ludzie do dziś dotrwali na tym świecie) jeszcze nie zachorowały wszystkie bądź niemal wszystkie dzieci?!

Jak to możliwe – przy uruchomionych szkołach i dziecięcym pełnym kontakcie poza szkołami? Przy takim jak ma miejsce „przestrzeganiu” przez dzieci „reżimu sanitarnego”. Przecież to jakaś kompletna brednia!

Czy wspomniana pani na głowę upadła?! Czy głosząc takie dyrdymały, mające tylko i wyłącznie ludzi zastraszyć, zdaje sobie sprawę z tego jak się ośmiesza?!

Niewiarygodne jakich absurdalnych czasów dożyliśmy. Nie do pojęcia to wszystko.