Tomasz Lis, wywołując w zeszłym roku temat asystentów zatrudnionych rzekomo „na lewo” przez europosłów PiS, w tym obecnego prezydenta – elekta, zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś ośmieli się pójść jego śladem. I sprawdzić europosłów z innych opcji. Bo to przecież czyn przestępczy, aż strach! Tomasz Lis jednak przeoczył, że takich eurobandytów szczególnie dużo jest w „partii oszustów”.

Za tygodnikiem „wSieci” uzupełnijmy więc sensacje red. Lisa.

Jeszcze w ubiegłej kadencji europoseł Jacek Protasiewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, zatrudniał w swoim wrocławskim biurze małżonkę ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Również Jerzy Buzek zatrudniał Teresę Kamińską, związaną z nim również prywatnie od wielu lat.

W obecnej kadencji Europarlamentu europosłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz jako asystenta zatrudnia p. Marka Sternalskiego, przewodniczącego klubu poznańskich radnych PO, na dodatek wicedyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu.

Jak pan asystent godzi te wszystkie funkcje?

Wygląda na to, że w jego przypadku 24 godzinna doba może być za krótka.

Julia Pitera, ta od afery dorszowej za 7 zł, jako asystentki zatrudnia m.in. Grażynę Wilk, radną z Radomia, oraz Hannę Kosowską – radną z Warszawy – Mokotowa.

Asystenci europosła Tadeusza Zwiefki (tego samego, którego RTL napiętnowała jako jednego z tych, którzy jedynie podpisują listę obecności – 2008-07-02: Tadeusz Zwiefka zamiast obradować w europarlamencie, podpisuje listę obecności i udaje się do Polski ) to również radni PO w Bydgoszczy i Toruniu.

Jarosław Wałęsa (eurodeputowany PO) za asystentów ma Ryszarda Kandziorę, działacza PO i radnego z Wejherowa.

Inne formacje również nie są bez winy.

SLD:

Bogusław Liberadzki: zatrudnia 16 asystentów, z czego 14 w kraju. Większość z nich zajmuje prominentne stanowiska w SLD. Tak samo europoseł Krystyna Łybacka.

Podobnie dzieje się w PSL.

Żądnych szczegółów odsyłam do dostępnego w kioskach nr 25 (z 2015) tygodnika „wSIECI” (Parada asystentów, autor: Andrzej Rafał Potocki, str. 28).

Tomasz Lis podniósł problem, który rzekomo dotyczył jedynie „pisiorów”. Jednak ukazane przykłady świadczą o tym, że stanowiska zdobyte dzięki partii są traktowane jako uzyskanie miejsca do kolejnego koryta, przy którym „kolejność dziobania” określa hierarchia partyjna.

Warto przyjrzeć się zapleczu „eurodeputowanych”.

Bo ujawniona częściowo struktura wskazuje wyraźnie na to, że „europejski” system to tylko ubrane w pozory demokracji dymanie mas. Asystent europosła to tylko dodatek do wynagrodzenia. PO prostu premia za zasługi.

Europoslowie powinni przed jesiennymi wyborami wyjaśnić elektoratowi, jakie to cenne walory umysłu zadecydowały o tym, że ktoś stał się asystentem? Bo na razie widać, że stanowisko asystenta, czyli kasa z budżetu UE, jest to tylko premia za zasługi na wewnętrznym PO-litycznym rynku.