Protest Żółtych Kamizelek we Francji trwa już trzeci tydzień. Wszystko zaczęło się od petycji internetowej, której autorką jest Priscilla Ludosky – Francuzka niezadowolona z podwyżek cen paliw wprowadzonych w styczniu 2018 roku. Diesel podrożał o 0,076 EUR za litr a benzyna o 0,038 EUR. W październiku udało jej się uzyskać rozgłos a na początku listopada ponad milion podpisów. Równolegle w związku z powyższym dwóch francuskich kierowców ciężarówek – Éric Drouet oraz Bruno Lefevre – postanowili zorganizować blokadę na drogach departamentu Sekwany i Marny. Pomysł zachęcił kolejnych ludzi do protestów, które z czasem nabrały ogromnego rozmachu. Konsekwencją tego są cztery ofiary śmiertelne oraz około tysiąca rannych i na tym się nie skończy. Zamiast się zastanowić jak rozwiązać problem pokojowo, władze kraju – który nie potrafi lub nie chce sobie poradzić ze strefami bezprawia w niektórych blokowiskach – wolały nasłać siły porządkowe na manifestantów. Ze względu na bliskość kulturową Walonii oraz Brukseli, fala buntu społecznego bardzo szybko się przelała do sąsiedniej Belgii, gdzie również doszło do poważnych incydentów oraz do zniszczenia mienia publicznego. Nie do końca wiadomo, ile „autentycznych” Żółtych Kamizelek rzeczywiście walczyło, bo dołączyła do nich zwykła hołota chcąca wziąć udział w zadymach.

Belgia oraz Francja są krajami, w których panują bardzo wysokie podatki. Manifestantom nie chodzi wcale o tę konkretną podwyżkę cen paliw. Kontekst tego oddolnego spontanicznego ruchu jest znacznie szerszy. Francuski rząd już zniósł wspomniane nowe podatki. Żółte Kamizelki jednak będą walczyć dalej i nie zapowiada się, aby większość z nich łatwo odpuściła. Nikt nie zamierza rozmawiać z władzami państwowymi, choć wszyscy chcieliby, żeby politycy rzeczywiście interesowali się ze zdaniem i losem ich obywateli. Obecne elity są jednak uznane za całkowicie skompromitowane. Warunek jest więc tylko jeden: wynocha! Inne grupy do tego zaczynają protestować: ratownicy medyczni z karetkami pogotowania, rolnicy oraz kilka liceów.

Na jasnoniebiesko: cena ropy naftowej
Na niebiesko: cena przetworzenia ropy na paliwo
Na fioletowo: cena dystrybucji
Na ciemnopomarańczowo: podatki

Źródłem średnich cen paliw przy stacjach benzynowych w maju 2018 roku pochodzą z francuskiego Ministerstwa Ekologii, Zrównoważonego Rozwoju oraz Energii.

Żółte Kamizelki blokują wejście do budynku Urzędu Skarbowego w Poligny. Jest to forma protestu nie tylko przeciwko podatkom od paliw, ale także wszystkich innych, które muszą płacić.

Spotkanie demonstrantów pod Pałacem Luwru, gdzie znajduje się słynne muzeum.

Przedstawiciel Żółtych Kamizelek podczas walk ze służbami porządkowymi. Niektórzy nie mają żadnych oporów. Nie wiadomo jednak, ile kryje się wśród nich zwykłych zadymiarzy?

Zamieszki w Paryżu wyglądają tak jakby we Francji toczyła się wojna domowa.

1 grudnia 2018 roku w czasie protestów Żółtych Kamizelek ucierpiał zabytkowy Łuk Triumfalny w Paryżu. Został on zdewastowany od zewnątrz i od wewnątrz. Jedną z głównych szkód jest rozbity posąg Marianny. Widok tego przykrego zdjęcia wzruszył wiele Francuzów.

Francuskie władze nie potrafią utrzymać porządku i w centrum swojej własnej stolicy – i to nie po raz pierwszy. Nie poradziły one sobie także z zamieszkami, które miały miejsce w nocy z 15 na 16 lipca w ramach „świętowania” zdobycia Mistrzostwa Świata w piłce nożnej przez drużynę narodową Francji. Kraj słynący kiedyś z wysokiej kultury upada coraz niżej.

Poza wysokim opodatkowaniem paliw – z którym mamy do czynienia także w Polsce – sporo Francuzów oraz Belgów (głównie francuskojęzycznych, czyli mieszkańców Walonii i Brukseli, w której obok niderlandzkiego również obowiązuje język francuski) biednieją. Siła nabywca statystycznego lokalnego „Kowalskiego” drastycznie spadła od dwudziestu lat. Jednym z głównych powodów zubożenia społeczeństwa jest wspólna waluta. Ewentualne wejście Polski do strefy euro jest także równoznaczne z drakońskimi podwyżkami cen przy przewalutowaniu wypłat co do centa zaokrąglając bezwzględnie do zera i kwotę 0,004 EUR.

Na utworzeniu strefy euro skorzystali nieliczni. Zdecydowana większość społeczeństwa na niej ucierpiało, mimo że prawie wszystkie oficjalne statystyki zaprzeczają radykalnej podwyżce cen. W krajach, które później przyjęły wspólną walutę sprawa wygląda podobnie – chociażby na Litwie czy na Słowacji. Istnieje wiele sposobów na prowadzenie statystyk. Prawdopodobieństwo, że ostre uderzenie po kieszeni było grupowym urojeniem jest zerowe.

Przy okazji małe ostrzeżenie: oby Polacy w tym temacie pozostali mądrzy przed szkodą!
Lepiej uczyć się na błędach innych niż na swoich własnych.

Nie tylko euro jest winne. Istnieją jeszcze inne czynniki, które sprawiają, że duża część mieszkańców Francji, Belgii czy sporo innych krajów Europy Zachodniej odczuwa pogorszenie jakości życia:

– okres, w którym większość z tych krajów miały swoje kolonie, dominowały nad całym światem i się na nich bogaciły należy do przeszłości
– we wszystkich tych krajach obowiązują wysokie składki i podatki – do tego stopnia, że choć to dziwnie zabrzmi, polski ZUS jest tani
– kryzys 2008 roku odbił się negatywnie na prawie wszystkie państwa europejskie
– na brak recesji w Polsce wystarczyło głównie powiększenie długu publicznego, lecz innym krajom nie udało się w żaden sposób uniknąć nowych problemów gospodarczych
– odsetki od zadłużenia państw stanowią wysoki koszt dla finansów publicznych: dług publiczny Francji zbliża się do 100 % produktu krajowego brutto a Belgia już ten próg przeskoczyła dawno temu pomijając kilkuletnie wyjście na prostą przed kryzysem
– rozkwit zachodnioeuropejskich gospodarek z lat sześćdziesiątych należy do przeszłości
– wprowadzone zasiłki socjalne kosztują coraz więcej pieniędzy i to mimo pewnych reform
– podobnie jak w Polsce, wielkie korporacje unikają płacenia podatków dochodowych a mali i średni przedsiębiorcy są tak dojeni, że wielu z nich bankrutuje
– w dobie globalizacji gospodarki Francji oraz Walonii (we Flandrii – czyli w północnej części Belgii, gdzie obowiązuje język niderlandzki – jest pod tym względem o wiele lepiej) stały się niekonkurencyjne
– społeczeństwo konsumpcyjne oraz wszechobecne natrętne reklamy, które tworzą nam sztuczne potrzeby
– głęboki kryzys tożsamości po odrzuceniu tradycyjnych wartości

Żółte Kamizelki walczą głównie o utrzymanie swojej siły nabywczej oraz o przyszłość następnych pokoleń. Dla Polaka zarabiającego znacznie mniej niż Francuz czy Belg oraz niemającego prawa do wyższego zasiłku w razie utraty pracy może się wydawać skandaliczne, że ci ludzie protestują żyjąc w takim dobrobycie. Warto jednak wziąć pod uwagę dwa czynniki. Znacznie łatwiej jest przyzwyczaić się do wyższej stopy życiowej niż do zaciskania pasa. Część społeczeństwa do tego naprawdę zbiedniała. Zabranie dziecka do kina raz w miesiącu lub wybranie się do wesołego miasteczka raz do roku przekracza możliwości budżetowe coraz większej ilości rodzin. Zamiast chodzić do zwykłych sklepów klienci coraz częściej muszą wybierać dyskonty. Najgorzej ma tak zwany „prekariat”, czyli ludzie pracujący zarabiający mało, do tego stopnia, że niektórzy potrafią więcej wyciągnąć z zasiłków. Zarobki nominalne nie spadają, lecz ukryta inflacja robi swoje.

Obecne protesty nie mają zbyt wiele wspólnego z Majem 1968, którym wiele Polaków słusznie gardzi. Pod koniec lat sześćdziesiątych zbuntowała się złota młodzież mająca problemy nie z dokończeniem miesiąca, lecz zakroplonych imprez. Większość Żółtych Kamizelek wie do tego co oznacza ciężka praca. Czynny udział w tym oddolnym ruchu biorą głównie ludzie pracujący oraz emeryci, którzy muszą żyć za marne grosze – a raczej centy – mimo ciężkiego harowania przez całe życie.

Jest jednak także i druga strona medalu. Nie wszyscy zauważają, że się bogacą. Czy pokolenie dziadków dzisiejszych Belgów i Francuzów było stać na nieistniejące wtedy smartfony czy laptopy oraz na wybranie się na wakacje do ciepłych krajów przynajmniej raz na dwa lata? Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Podstawowym prawem ekonomii jest ograniczona liczba zasobów wobec nieograniczonej liczby potrzeb.

Coś innego jest także skandaliczne niż dopuszczenie przez władze do takiego kryzysu: łamanie wolności słowa. W niedzielę 25 listopada 2018 roku rano odbyła się debata telewizyjna na temat Żółtych Kamizelek na francuskojęzycznej belgijskiej stacji RTL-TVI, której dyrekcja jest ściśle i nieomal oficjalnie związana z Partią Socjalistyczną. Wśród panelistów zdecydowanie dominowali ludzie o poglądach lewicowych. Poza socjalistami arbuzy – czyli ekolodzy zieloni na wierzchu oraz czerwoni w środku – także były mile widziane. Wyjątkiem była Pani Emmanuelle Praet, której poglądy są dosyć liberalne, aczkolwiek nigdy nie należała do żadnej partii politycznej. Niektórzy z innych prelegentów nie wstydzą się z kolei swoich kart partyjnych. Podczas debaty brało udział także kilka Żółtych Kamizelek. Pani Emmanuelle Praet pozwoliła sobie na słuszną uwagę w ich stronę:

„Przedstawiciele Żółtych Kamizelek od zawsze głosują w Walonii na tych samych – czyli w domyśle na Partię Socjalistyczną – a w ostatnich wyborach partia Ecolo wykonała skok do przodu. Wszystkie te podatki są podatkami środowiskowymi. Przy następnych wyborach powinniście się więc trochę zastanowić.”

Za wyrażenie swojego zdania felietonistka została wyrzucona z pracy. Jak Zachód pouczający Polskę może sobie pozwolić na coś tak takiego? Czy możemy jeszcze mówić o prawdziwej demokracji? Czy nie zbliża się okres dyktatury politycznej poprawności oraz jedynej słusznej myśli?

Pod petycją poparcia dla Emmanuelle Praet oraz w imię wolności słowa Państwo mogą się podpisać klikając tutaj.

Nie tylko Polacy mają pretensje do swoich polityków. We Francji protesty Żółtych Kamizelek są wycelowane głównie w totalnie odciętego od rzeczywistości codzienności zwykłych Francuzów marionetkowego prezydenta Emmanuela Macrona. W Belgii także ludzie mają coraz bardziej dosyć kasty rządzącej. Ich zarobki i odprawy przy polskich czynią z naszych cwanych rodaków jedynie ich ubogich krewnych. Wbrew pozorom odebranie politykom przywilejów nie rozwiązałoby problemów biedniejszych warstw społeczeństwa, bo ludzi w potrzebie lub żyjących skromnie jest dużo więcej niż uprzywilejowanych.

Marionetkowy prezydent Emmanuel Macron wykreowany przez francuski establishment jest jednym z głównych celów Żółtych Kamizelek. Manifestanci śpiewają, że ma spadać delikatnie rzecz to ujmując i mają do niego ogromne pretensje. Nie brakuje także napisów w niego skierowanych. Nie chcą z nim dyskutować. Żądają stanowczo jego dymisji.

Ciekawostką jest, że nie do końca wygrał on francuskie wybory prezydenckie w 2017 roku. To Marine Le Pen je przegrała. W pierwszej turze Emmanuel Macron otrzymał zaledwie 24,01 % głosów a w drugiej miał jako kontr-kandydatkę córkę Jean-Marie Le Pena. Bardzo dużo Francuzów nie zagłosowało na niego, lecz przeciwko liderce skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego.

Na fali krytyki przepaści między elitą polityczną a najbardziej zubożałą częścią Belgów czy Francuzów korzystają partie skrajnej lewicy – wręcz komunistyczne. W ostatnich belgijskich wyborach samorządowych Belgijska Partia Pracy (PTB-PVDA) – lokalne ugrupowanie otwarcie nawołujące swoje przywiązanie i do Włodzimierza Lenina – uzyskała około 25 % głosów w gminie o nazwie Seraing oraz zdobyła dziewięć na czterdzieści dziewięć mandatów w Radzie Miasta Liège. Te wyniki stanowią jedynie dwa przykłady. Komuniści jednak nadal wolą mącić w głowach wyborców niż wziąć odpowiedzialność za swoje słowa. Mimo możliwości wejścia w przeróżne koalicje w niejednej gminie, jej liderzy wybrali pozostanie w opozycji. Czyżby czekali na ponad 50 % poparcie? Ta partia jest niebezpieczna. Polacy mieli okazję poznać komunizm na własnej skórze więc w Polsce takie ugrupowanie stanowiłaby pośmiewisko – o ile nie zostałoby w ogóle zdelegalizowane za nawoływanie do totalitarnej ideologii. Niewiele lepiej wygląda sytuacja we Francji. Gdyby Józef Stalin oraz Armia Czerwona doszły do Paryża i Brukseli, francuscy i belgijscy wyborcy byliby znacznie bardziej świadomi. Niestety szkoła w tych krajach nie spełnia swojej roli. Uczy ona dzieci i nastolatków jedynie o negatywnych skutkach ostrego radykalnego nacjonalizmu, faszyzmu i nazizmu kompletnie zapominając – świadomie lub nie – o skrajnej lewicy. Jedno trzeba jednak przyznać przedstawicielom PTB-PVDA: żyją jak większość społeczeństwa zamiast korzystać z systemu. Zatrzymują sobie 1500 euro na życie a resztę zarobków przeznaczają na działalność partii. Nie można im zarzucić, że nie wiedzą jakim wysiłkiem jest tankowanie paliwa do pełna. Muszą także zaglądać na swoje konta bankowe przed robieniem zakupów pod koniec miesiąca. To zresztą dzięki tej postawie rosną w siłę, lecz nie wszyscy wiedzą, że piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami. Żółte Kamizelki pozostają jednak póki co apolityczne i razem walczą ponad podziałami, mimo że Marine Le Pen, Jean-Luc Mélanchon oraz Elio Di Rupo – były Premier i lider belgijskiej francuskojęzycznej Partii Socjalistycznej – chcieliby ich przyciągnąć w swoją stronę.

Raoul Hedebouw – lider Belgijskiej Partii Pracy nawołującej otwarcie i do ideologii Włodzimierza Lenina. Wybrany kierunek przez coraz więcej Belgów i Francuzów jest niepokojący.

Francuski komunista Jean-Luc Mélenchon uzyskał prawie 20 % głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, które odbyły się w 2017 roku. Jego program jest tak absurdalny, że należy on do dziedziny political fiction. Jak jednak widać po wynikach, co piąty głosujący Francuz w niego wierzy.

Manifestujący mają do czynienia ze złością oraz krytyką ich przeciwników za zadymy oraz niszczenie mienia publicznego. Trudno popierać przemoc, lecz powiedzmy sobie szczerze prosto w twarz: jednodniowe strajki z manifestacjami, na których widać uśmiechniętych ludzi nie przynoszą żadnych wyników. To właśnie dzięki tej brutalności rządy dwóch wymienionych krajów już teraz muszą się znacznie bardziej liczyć ze zdaniem ich obywateli. Gdyby w Gruzji w czasie Rewolucji Róż w 2003 roku – czy na Ukrainie podczas Rewolucji Pomarańczowej w 2004 i 2005 roku oraz Rewolucji Godności zwaną znacznie częściej Euromajdanem 2013 i 2014 roku – demonstranci nie sięgnęli po radykalne metody, nic by się nie zmieniło a udało im się obalić trzy rządy. Nie jest wykluczone, że i w Europie Zachodniej dojdzie któregoś dnia do przewrotu w taki sposób. Obecny protest Żółtych Kamizelek jest w pewnym sensie pierwszą poważną żółtą kartką. Dalsze działanie tego ruchu może się zakończyć drugą – a jak wszyscy znający choć minimalnie zasady gry w piłkę nożną doskonale wiedzą, druga żółta kartka oznacza czerwoną.

Na wyżej wymienione problemy krajów Europy Zachodniej trudno jednak będzie znaleźć rozwiązania, które zadowolą większość obywateli. Idealnie byłoby rozwinąć innowacje, które by na nowo wzbogaciły te państwa. Nic jednak wiecznie nie rośnie – w tym i nowoczesna gospodarka. Trudno z kolei stać w miejscu. Trzeba także wybrać między niskimi podatkami a rozbudowanym systemem opieki społecznej. Populistyczne hasła typu „opodatkujmy milionerów i miliarderów” nie przyniosłyby na dłuższą metę pożądanych rezultatów. Pomijając możliwość emigracji, miliarderzy staliby się bardzo szybko jedynie milionerami, milionerzy nędzarzami a ich pieniądze z ich aktywów zostałyby wydane. Ze względu na globalizację oraz obrany zły kierunek polityczny wszyscy ekonomiści śpiewają chórem nie tylko, że przyszłością wzrostu gospodarczego będzie Afryka, ale i że największa recesja będzie miała miejsce w krajach Unii europejskiej.

Prognozy są jednak tylko prognozami a nie fatalnością. Można jeszcze przeciwdziałać upadkowi na przykład:

– zmniejszając biurokrację do niezbędnego minimum
– zwiększając wolność gospodarczą
– wyrzucając całe prawo podatkowe do jednego wielkiego śmietnika historii
– wprowadzając całkowicie nowy system oparty na niskich, liniowych i prostych podatkach nie do ominięcia i przez wielkie koncerny międzynarodowe
– zarządzając lepiej budżetem poszczególnych państw oraz ogólnie rzecz biorąc funduszami przeznaczonymi na wydatki publiczne – część pieniędzy jest wyrzucana w błoto także przez gminy czy Unię Europejską

Przyszłe miejsca pracy Belgów czy Francuzów muszą zostać utworzone przez nich samych – i to najlepiej patriotów, którzy nie będą chcieli zmienić miejsca zamieszkania. Wielkie koncerny międzynarodowe zawsze będą szukać taniej siły roboczej a w krajach rozwiniętych nikt nie chce pracować za przysłowiową miskę ryżu. Obrany kierunek jest jednak samobójczy. Biurokracja oraz skomplikowane prawo są jak rak. Czym będą się zajmować urzędnicy po uproszczeniu papierokracji? Do czego będzie służył doradca podatkowy po wprowadzeniu prostych i zrozumiałych podatków? Zabraknie także zajęcia dla wielu księgowych i prawników. Przedstawiciele tych wszystkich zawodów są znacznie bardziej szkodliwi niż bezrobotni na zasiłkach. Ci drudzy jedynie wydają pieniądze na życie podczas gdy ci pierwsi stanowią źródło kryzysu i jądro systemu. Nikt nie ma na tyle wyobraźni, aby wymyślić dla nich jakąkolwiek sensowną alternatywę.

Wiele Żółtych Kamizelek nie rozumie prawdziwej istoty ich problemów. Niezadowolenie społeczne nadal będzie rosnąć. Ewentualne przejęcie władzy przez jakichś lewicowych ekstremistów będzie gwoździem do trumny. Co do zasiłków socjalnych, zbyt wielu ludzi jest od nich uzależnionych, aby je nagle zlikwidować. Takie działanie doprowadziłoby nie do zadym i niszczenia mienia publicznego na obecnej skali, lecz do prawdziwej krwawej rewolucji. Jest to zresztą powód, dla którego wszelkie reformy są wprowadzane stopniowo.

Przyszłość nie rysuje się w zbyt różowych barwach. Kryzys, który miał miejsce w 2008 roku był jedynie przystawką tego, który ma wybuchnąć w następnych latach. Światowy system bankowy i monetarny jest zbudowany na bardzo niestabilnych fundamentach. Podtrzymywanie go wiecznie sztucznie przy życiu jest niemożliwe. Każdy nadmiernie napompowany balonik prędzej czy później pęka. Wyzwań więc nie brakuje. Oby rozwiązania tych wszystkich problemów odbyły się jak najbardziej pokojowo oraz wykluczając jak najmniej ludzi ze społeczeństwa. Nad nami wisi jednak widmo różnych nieszczęść. Przyczyny II WŚ nie sięgają dojścia Adolfa Hitlera do władzy. Była ona przede wszystkim konsekwencją krachu giełdowego czwartku 24 października 1929 roku na nowojorskiej giełdzie oraz spowodowanego przez niego historycznie wielkiego kryzysu gospodarczego. Na miejsce niedoszłego studenta Akademii Sztuk Pięknych we Wiedniu znalazłby się ktoś inny o bardzo podobnej ideologii.

Link do mojego fan page’u na Facebooku: https://www.facebook.com/helinski/
Link do mojego profilu prywatnego: https://www.facebook.com/helinski.pawel/
Link do mojej strony na Twitterze: https://twitter.com/Pawel_Helinski
Własna strona w budowie: http://www.helinski.info/
Adres e-mail do bezpośredniej korespondencji: kontakt@helinski.info

Źródło głównego zdjęcia z podpalonym radiowozem francuskiej policji: https://www.lesoir.be/
Link do wszystkich moich publikacji na serwisie Pressmania: http://pressmania.pl/author/pawel-helinski/