Temat warty oddzielnego postu. W odniesieniu do pewnej dyskusji, którą dziś zaobserwowałem, chciałbym krótko się odnieść do tego tematu. Czyli, skąd nieufność i problemy w porozumieniu się między rządem Ukrainy a liderką białoruskiej politycznej opozycji Panią Ciechanowską i jej stronnictwem?
Spróbuję krótko wyjaśnić ukraińską perspektywę na sprawę. Zacząć trzeba od protestów na Białorusi po wyborach 2020. Ukraińcy oczywiście w naturalny sposób skłonni byli wesprzeć stronę protestujących. Mimo różnic sytuacji w obu krajach, analogie same się nasuwały. Na Ukrainie był umownie prorosyjski lider dążący do dyktatury, który próbował fałszować wybory i tłumić siłowo protesty … i tu na Białorusi jest dyktator tak samo umownie prorosyjski fałszujący wybory i tłumiący protesty. Jednak już na etapie tych protestów wyjaśniło się na ile różna jest percepcja białoruska i ukraińska. Kiedy już było jasne, że reżim reaguje na protesty brutalnością służb porządkowych, białoruska opozycja nadal utrzymywała kurs na pokojowy protest pełen powściągliwości i wysokiej kultury. Świat się zachwycał słynnymi zdjęciami protestujących, którzy zdejmują buty żeby stać na ławeczce. W tym samym czasie dla Ukraińców już było jasne, że protest jest przegrany i nie warto od niego oczekiwać zbyt dużo. Bo żadna kultura nie pokona dobrze opłacanych i wyposażonych pretorian gotowych do torturowania, porywania, zabijania. Ukraińcy znali to bardzo dobrze z własnego doświadczenia. I to też sugerowali Białorusinom. Że w takiej sytuacji trzeba albo iść do końca, albo nie warto zaczynać. W tym momencie ujawniła się cała różnica w postrzeganiu sprawy ze strony Białorusinów i Ukraińców. Ci pierwsi w odpowiedzi na ukraińskie sugestie akcentowali, że ich protest, to zupełnie co innego niż „kolorowe rewolucje” i , że nie jest to żaden Majdan. Że metody ukraińskie nie akceptują i obcych rad nie potrzebują. I nie ma w tym nic dziwnego. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że znacząca część Białorusinów wtedy protestowała przeciwko reżimowi … jednocześnie będąc przy tym całkiem przychylna i pozytywnie nastawiona do Rosji i Pana Putina. Nie wszyscy, ale wielu. Trzeba pamiętać, że sami opozycyjni kandydaci na Białorusi (których Łukaszenko na różne sposoby nie dopuszczał do wyborów) wtedy po części byli jednocześnie i krytykami Łukaszenki i zwolennikami Putina. Więc nie musi dziwić sytuacja w której znaczna część protestujących łącznie z liderami protestu starała się Rosji udowodnić, że ten protest nie jest skierowany przeciw Putinowi. Że właśnie to nie ma nic wspólnego z ukraińskim Majdanem. Tak Pani Ciechanowska w pewnym momencie zaproponowała prezydentowi Rosji być pośrednikiem w rozmowach między Łukaszenko a opozycją. Wzywała go ratować Białoruś. To oczywiście były skrajnie nieadekwatne wezwania, ale odzwierciedlające mentalność tej Pani jak i wielu innych jej rodaków na tamten moment. Ukraińcy to słysząc brali się za głowy. Bo nie ma znaczenia jak jesteś nastawiony do Putina. Jeżeli burzysz porządek już istniejący na terenach, które Rosja uznaje za swoje i robisz to nie z woli cara na Kremlu, jesteś z automatu zagrożeniem dla niego. Putin dla zasady nie uznaje żadnej władzy pochodzącej z wolnych wyborów na terenach, które jak uważa należą do Rosji. Chyba że to są władze, które błogosławił osobiście. Białorusini w tamtym momencie zupełnie nie zdawali sobie sprawę, że jakby nawet udało im się obalić Łukaszenkę i obronić swój wybór, to dalej po pokonaniu małego bosa trzeba będzie jeszcze się bronić przed pełnowymiarową interwencją z zewnątrz i pokonać wielkiego bosa ze wschodu.
I to jest pierwotne źródło nieufności pomiędzy białoruską opozycją, a Ukraińcami.
Sytuacja rozwinęła się później już podczas wojny 24 lutego. Jak wiemy Białoruś była i jest bazą wypadową dla wojsk rosyjskich, dla uderzeń rakietowych na Ukrainę. W lutym i marcu rosyjskie wojska walczące na zachodzie od Kijowa były zaopatrywane przez Białoruś. Na terenie kraju odważnie działała partyzantka próbująca zaburzyć ta logistykę. Putin oczywiście nie wystąpił żadnym mediatorem, tylko wykorzystał protesty do wzmocnienia kontroli rosyjskiej nad Białorusią. Wielu Białorusinów zmieniło swoje podejście do tego kraju. Ale proces mentalnego odejścia od wzorców sowieckich, proces budowania nowej tożsamości narodowej jeszcze potrwa. Tu nie warto mieć złudzeń.
W chwili obecnej mamy tak naprawdę białoruską opozycję podzieloną na dwie grupy. Jest prezydent Ciechanowska, która jest uznawana na zachodzie i przez znaczną część społeczeństwa białoruskiego za prawdziwego zwycięzcę wyborów 2020. To legitymizuje tą osobę jako lidera opozycji politycznej na uchodźctwie. Ta opozycja próbuje w tej chwili się konsolidować tworząc rząd tymczasowy na uchodźctwie. Jednocześnie Pani Ciechanowską trudno nazwać osobą charyzmatyczną mającą wielki autorytet i zdolną porywać za sobą tłumy. Poza tym istnieje też opozycja walcząca. Najbardziej zdecydowani i aktywni ludzie nastawieni na wyzwolenie Białorusi spod reżimu Łukaszenki przyłączają się do pułku Kalinowskiego w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy … lub po prostu wspierają tą jednostkę jako wolontariuszy. Te dwie opozycje, jedna walcząca i druga polityczna one próbują nawiązać kontakt między sobą i jednocześnie istnieje między nimi sporo tarć. Bo ta pierwsza z pewnością jest o wiele bardziej radykalna. Czym jest mierzona ta radykalność? W stosunku tych ludzi do Rosji. Bo trzeba sobie zdawać sprawę, że wielu białoruskich nacjonalistów walczy po stronie ukraińskiej jeszcze od r. 2014. Ci ludzie jeszcze wtedy sobie uświadomili, że pokonać trzeba nie Łukaszenkę, a reżim na Kremlu. Wtedy ten białoruski padnie bardzo szybko sam. Opozycja polityczna dopiero teraz dochodzi do takich wniosków. Ci ludzie jeszcze wczoraj wzywali Moskwę zająć ich stronę w konflikcie z Łukaszenko. Są o wiele bardziej powściągliwi.
No i teraz dochodzimy do sedna. Ukraiński rząd, to rząd kraju w stanie wojny. Rząd, który mierzy się z zupełnie innego charakteru problemami w tej chwili, niż po prostu areszty członków opozycji przez okrutny reżim. Ukraiński pogląd na sprawę można zrozumieć. Reagują na wszystko o wiele bardziej ostro i od innych oczekują takich samych aktywnych działań, które sami podejmują. Z ukraińskiego punktu widzenia droga do pokonania Łukaszenki leży przez pokonanie Putina, więc rozsądnie z ich punktu widzenia dla Białorusinów było by z całych sił wspierać aktywnie wysiłek zbrojny Ukraińców. Rząd ukraiński oczekuje od tymczasowego białoruskiego rządu aktywnej pozycji, konkretnych działań na rzecz budowania partyzantki wewnątrz Białorusi i wsparcia białoruskich jednostek w ramach SZU. Natomiast Pani Ciechanowska i jej stronnictwo raczej demonstrują ostrożność, działają głównie na rzecz budowania międzynarodowego poparcia dla uznania ich rządu tymczasowego i jednocześnie nie angażują się zbytnio aktywnie w konflikt z Rosją (de facto już będąc jego częścią). No i ta różnica podejść jest kolejnym źródłem nieporozumień. Białoruska opozycja kieruje swoje niezadowolenie do Ukrainy, że nie chce w pełni uznać rząd tymczasowy, a Kijów przecież myśli w kategoriach wojennych i nie nie chce ostatecznie w tej chwili pchnąć Łukaszenkę do oficjalnego wejścia do wojny i ataku na zachodnią Ukrainę lub Kijów z północy. Zamiast tego tenże Kijów oczekuje od Ciechanowskiej realnych działań na rzecz poparcia walczącej Ukrainy. Jednocześnie Ukraińcy jawnie robią stawkę na Białorusinów walczących u ich boku i na wszelki sposób ich wspierają. Nie ma też wątpliwości, że ukraińskie służby próbują i wewnątrz Białorusi wspierać antyreżimową partyzantkę.
Tak to wygląda mniej więcej w tej chwili. Cóż, nam może się wydawać, że te konflikty i nieporozumienia są nie na czasie. I to jest prawda. Ja natomiast po prostu próbuję wyjaśnić, że ukraiński pogląd na sprawę ma pewne uzasadnienie i głębokie korzenia. Ukraińcy mają przezwyciężyć jeszcze w sobie nieufność do Ciechanowskiej wynikającej z przeszłości tej osoby i jej męża. Jednocześnie sama logika wydarzeń tak czy inaczej pcha obie strony do współpracy. Także Ja jestem dobrej myśli. Mimo wszystko obie strony potrzebują siebie nawzajem. Obie te białoruskie opozycje siebie dopełniają. Ukraińcy będą pewnie ciągnąć z uznaniem rządu tymczasowego, żeby nie podnosić poziomu eskalacji jeszcze wyżej i nie otwierać na własne życzenie kolejnego frontu. Jednak zrobią to natychmiast jeżeli sam Łukaszenko otworzy ten front. Przykładem tu jest oficjalne uznanie republiki Iczkeria. Czeczeński rząd na uchodźstwie od dawna wspiera Ukrainę i wspiera udział czeczeńskich imigrantów w wojnie po stronie ukraińskiej. Ukraiński parlament uznał Iczkerię po tym jak Rosja oficjalnie zaanektowała 4 ukraińskie obwody. Ukraińskie emocje w stosunku do Białorusinów można zrozumieć. Lecz prawda jest taka, że białoruskie społeczeństwo mentalnie w r. 2020 było gdzieś na poziomie ukraińskiego protestu r. 2004. Z tą różnicą, że reżim Łukaszenki był o niebo bardziej ostry niż ten Kuczmy. I los był okrutny dla Białorusinów. Teraz muszą przejść mentalną przemianę w kilka lat. Pokonać tą drogę, którą Ukraińcy pokonali w 18 lat, dwie rewolucje i wojnę. Wcześniej czy później strona ukraińska i wszystkie gałęzie białoruskiej opozycji muszą się porozumieć. Jestem przekonany, że tak to się stanie w rzeczywistości. Innej drogi nie ma. Im wcześniej to się stanie tym lepiej.
_________________________________________________
Dla chętnych wesprzeć moją niezależną publicystykę:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee:
https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon:
Zostaw komentarz