Scena gotowa. Przedstawienie musi trwać, nawet przy minus dwudziestu.
W karmniku przed oknem zimą nie ma odwołanych spektakli, bo – jak to w życiu – widz sypie ziarno, aktorzy zlatują się z krzaków, zakamarków i gdzie tylko znalazły zachylenie, a dyrygentem i zarazem suflerem jest, jak zwykle, surowy Dziadek Mróz.
Zima przyszła w listopadzie, bez pukania, za to z pełnym bagażem. Śnieg prawie po kolana, mróz jak gdyby ściągnął z Syberii, a dachy płaskie jak obietnice wyborcze – więc ciężar z nich trzeba zrzucać, bo inaczej same cię przygniotą. Ale najważniejsze dzieje się nie na dachu, tylko dwa metry nad ziemią, w karmniku, który co roku wystawiam ptakom niczym scenę na kurzej nodze.
Stoję w oknie – reżyser, scenograf, bileter i jedyny widz w jednym. Sypię słonecznik, pszenicę, kukurydzę i co tylko w mieszance jest a potem patrzę, jak na tej scenie rozgrywa się spektakl lepszy niż w niejednym stołecznym teatrze. Bo hierarchia dziobania – porządek ustalony od wieków – jest tu jasna jak ślad po saniach na drodze.
🐦 Wróbelkowate – proletariat. Wlatują hurtem, ćwierkają, jedzą szybko, z głową podniesioną, jakby sprawdzały, czy sanepid nie nadchodzi.
🐣 Sikorkowate – sprytne solistki. Wpadną, capną ziarenko, odlecą na gałąź, oprawią słonecznik w spokoju i wracają po kolejne. Zero awantur, pełen profesjonalizm.
🐓 Gołąb – typ z dużym brzuchem i zerowym taktem. Wleci, rozpycha się łokciami, wygoni wszystkich. Gdyby był człowiekiem, parkowałby na dwóch miejscach i jeszcze trąbił.
🦚 Sójka – arystokracja w pełnym piórze. Wchodzi jak do siebie, je powoli, z godnością. Reszta czeka w krzakach, na drutach, w tujach – jak dworzanie na audiencję.
🐦⬛ Sroka – reporterka plotkarska. Wpadnie, podziobie, capnie coś na wynos i zniknie. Zawsze wie najwięcej, nigdy nie mówi wprost.
🪵🔨 Dzięcioł – anarchista i krytyk teatralny w jednym. Nie smakuje mu repertuar? Nie pisze recenzji – rozbija scenę. Puka, aż wióry lecą.
Z tym dzięciołem mam zresztą osobiste porachunki. Jeszcze niedawno uznał, że mój karmnik to za mało ambitna scena, więc przeniósł się na elewację domu. Dopukał się do styropianu, chciał tam gniazdo założyć – filozof z młotem pneumatycznym. Małżonka czekała na drzewie, aż mąż wywierci apartament.
Musiałem zawiesić pod okapem starą płytę CD na żyłce wędkarskiej. Błyskała, wirowała, odstraszała. Poskutkowało. Teraz dzięcioł prowadzi negocjacje u sąsiada. Słyszałem, jak sąsiad próbował dialogu, używając słów powszechnie uznawanych za obelżywe.
Dyplomacja zimowa w praktyce
Kiedy sójka zasiada do stołu, reszta świata ptasiego milknie. Gołębie na drutach – jak posłowie w wiadomej poczekalni. Sikorki i wróble w jaśminie – jak naród przy telewizorze. Sroka kręci się gdzieś z boku, zbiera materiały. A dzięcioł… dzięcioł czeka na swoją chwilę, aż znowu coś mu nie przypasuje.
I wtedy myślę sobie: kurczę, jakie to wszystko znajome.
Bo przecież każdy z nas zna taką sójkę – wchodzi i zajmuje całe miejsce.
Takiego gołębia – rozpycha się i myśli, że mu wolno.
Taką srokę – zawsze wie lepiej i zawsze coś wyniesie.
I takiego dzięcioła – jak mu się coś nie podoba, to nie dyskutuje, tylko rozwala.
A my? My jak wróbelki – najczęściej siedzimy w tujach i czekamy, aż się zwolni miejsce przy karmniku.
Zima na wsi to nie tylko śnieg i odśnieżanie. To lekcja życia w pigułce.
Że nie każdy, kto ma większy dziób, musi być dyplomatą.
Że czasem jedyną skuteczną obroną przed krytyką jest błyszcząca płyta CD.
I że jak się sypie ziarno regularnie, to nawet największy anarchista w końcu znajdzie sobie inne drzewo.
A ja stoję przy oknie, sypię słonecznik i uczę się świata od ptaków.
I tylko czasem, kiedy słyszę pukanie w ścianę u sąsiada, uśmiecham się pod nosem:
„Witaj w klubie, kolego. Witaj w klubie.”
Zbigniew Grzyb
Z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄
Zostaw komentarz