JKM ma rację. Socjalista czerwony, czy też o zabarwieniu brunatnym, ciągle jest socjalistą.

Lenin

Na naszych oczach trwa eksperyment społeczny, rozpoczęty przez niejakiego Lenina w 1917 roku. Unia Europejska, z jej silnym dążeniem do eliminacji Kościoła oraz pojęcia Narodu jako siedliska „nacjonalizmu”, czyli odrębności od innych, w sferze ideologicznej coraz bardziej przypomina Rosję Sowiecką z pierwszych lat po rewolucji.

Pisał bowiem Włodzimierz Uljanow: Ustanowienie socjalistycznej organizacji społeczeństwa i zwycięstwo socjalistycznej organizacji społeczeństwa i zwycięstwo socjalizmu we wszystkich krajach”.

To właśnie wtedy został położony kamień węgielny pod dzisiejszą UE. Nowy wspaniały ustrój możliwy jest do osiągnięcia jedynie w wielu krajach (z czasem – we wszystkich, co doprowadzi do powstania światowego rządu).

Pragmatyk dyktatury czerwonych socjalistów, Józef Stalin, już po śmierci Lenina uznał, że nowy wspaniały ustrój możliwy jest do osiągnięcia tylko w jednym kraju.

Jak to się skończyło, pamiętamy jeszcze w miarę dokładnie. Liczba ofiar przewyższyła, i to znacząco, sumę wszystkich ofiar obu wojen światowych z epidemią „hiszpanki” włącznie.

Czy to jednak skłoniło wszelkiej maści socjalistów do uznania błędu ideologicznego?

Nie. Starsi pamiętają hasła, obecne na murach nawet w Sierpniu 1980 roku:

Socjalizm TAK, wypaczenia NIE.

Wg tej niezniszczalnej ideologii mordy popełniane przez Stalina i jego kamarylę (również przez Hitlera i jego świtę) to tylko „wypaczenia” jedynie słusznej idei.

Tylko „czysty leninizm” daje gwarancję przyszłego szczęścia nowego społeczeństwa.

Jednak trudno ukryć, że ponowne przekonywanie setek milionów Europejczyków do wzięcia na siebie „czerwonego jarzma” jest niewykonalne po prostu. Dlatego postanowiono opakować je nieco inaczej, by dalej móc sprzedawać.

Kolejny myśliciel, który idzie drogą wytyczoną przez Marksa, Engelsa i Lenina, to George Soros. Podobnie jak Lenin wieszczy on konieczność utworzenia globalnego społeczeństwa otwartego

Ale, rzecz jasna, nie ma na myśli takiej globalizacji, jaka jest, a raczej jaka powstaje teraz. Nazywa ją globalizacją patologiczną.

 

By globalizacja była pozytywna trzeba wrócić do zasad etyki (vide: G. Soros Kryzys światowego kapitalizmu, Wyd. Muza S.A., Warszawa 1999).

Złośliwcom zapewne przypomina się obecna w Polsce przez prawie pół wieku tzw. demokracja socjalistyczna będąca w opozycji do burżuazyjnej, kapitalistycznej, zwanej nie wiedzieć czemu tylko demokracją.

Zdaniem Sorosa powstająca na naszych oczach globalizacja jest be. Zadaniem twórców nowego świata jest zatem utworzenie globalizacji cacy.

Przezwyciężenie kryzysu globalnego wymaga radykalnego ograniczenia destrukcji towarzyszącej obecnej formie rozwoju, dokonywanego głównie metodą „prób i błędów”. Wymaga to również zastąpienia darwinizmu społecznego – dominującego we współczesnym życiu społeczno-gospodarczym – mechanizmami ewolucji intelektualnej. Oznacza to przeniesienie (w znacznym stopniu) selekcji zdatnych do podtrzymywania życia jego form – poprzez rozwój i upowszechnianie metod symulacji komputerowej wielkich systemów ekospołecznych – z przestrzeni realnej, praktyki, do przestrzeni wirtualnej. Opanowanie i upowszechnienie metod prognozowania ostrzegawczego powinno zatem stanowić istotny czynnik budowy postulowanego przez George’a Sorosa społeczeństwa globalnego: otwartego na zmiany w uwarunkowaniach życia ludzi i przyrody oraz zdolnego do przezwyciężania – poprzez doinformowaną współpracę – zagrożeń w następstwie tych zmian.

(Eulalia SAJDAK-MICHNOWSKA, Lesław MICHNOWSKI, OTWARTE SPOŁECZEŃSTWO GLOBALNE SOROSA A KONCEPCJA EWOLUCJI INTELEKTUALNEJ)

 

Oto mamy więc kolejnego „filozofa”, który nie ukrywa swoich zamiarów wobec ludzkości – dzisiaj panuje darwinizm społeczny, więc należy zastąpić go ewolucją intelektualną.

Nie ma miejsca na etykę chrześcijańską, z którą to darwinizm społeczny nie ma nic wspólnego. Nie ma z nią również nic wspólnego postmarksista Soros. No i nie ma na nią wpływu, co jest najważniejszym powodem, aby ją odrzucił.

Taka przebudowa (wg marksistów byłby to rozwój „nadbudowy”) wymaga jednak dwóch rzeczy – po pierwsze marginalizacji a z czasem usunięcią wpływu Kościoła na społeczeństwo.

Po drugie – „wymazanie” pojęcia Naród ze świadomości człowieka. Zamiast tego jednostka ma być „obywatelem świata”, a na razie tylko „europejczykiem”.

Europa „małych Ojczyzn” jest więc takim samym wrogiem, jak Kościół.

Jeśli pod tym kątem popatrzeć na minione lata widać wyraźnie realizowanie neomarksistowskiej koncepcji Poppera-Sorosa.

Przede wszystkim trzeba było zniszczyć to, co przetrwało zawieruchę lat 1917-1989. Uderzono więc w rodzinę i Kościół.

Pozbawiono milionów podstawowego poczucia bezpieczeństwa, jakie daje pewność zatrudnienia.

Ale likwidacja wielkiego przemysłu tylko pozornie może być traktowana jednopłaszczyznowo, jako rozkradanie majątku narodowego.

Przede wszystkim jednak pozbawiono ludzi siły, jaką czerpali z samego faktu bycia razem w 1956, 1970 czy 1980 roku.

To, że III RP bez wstrząsów społecznych przetrwała prawie trzy dekady nie jest zasługą organu Michnika i mediów polskojęzycznych.

Zamiast społeczeństwa obywatelskiego, które apogeum swojego rozwoju osiągnęło w mrocznych latach stanu wojennego, wymuszono atomizację społeczeństwa i podziały, często przebiegające nawet wewnątrz rodzin.

Zrobiono wszystko, by społeczeństwo obywatelskie zlikwidować.

Pedagogika wstydu to jeden z elementów, mający ukorzyć zbyt dumnych jak na potrzeby nowego społeczeństwa Polaków.

Jednak zmiany nie przebiegały wyłącznie w Polsce. Oto otrąbiono hucznie koniec zimnej wojny i rozpad Imperium Zła, czyli Związku Sowieckiego.

Wymuszona przez socjalistów z Kremla gotowość obrony socjalistów z Brukseli stała się niepotrzebna.

Więc od razu doszło do rozbrojenia.

Prócz dużej części armii uderzeniowej rozwiązano gros służb pilnujących niegdyś granic.

W Polsce tylko w Wojskach Ochrony Pogranicza służyło więcej żołnierzy niż dzisiaj liczy cała polska armia.

Dzisiaj celnicy i oddziały policyjne chronią tylko wąski odcinek granic z Białorusią i Ukrainą. A że tamtejsze rządy wzorem ZSRS pilnie strzegą, by żaden obywatel samowolnie nie poszedł na Zachód, to nasi nie mają zbyt wiele do roboty.

Ale takich szczątkowych służb nie ma wiele innych krajów unijnych – w tym  Francja i Niemcy.

Ograniczenia budżetowe są powodem, dla którego każdy kanclerz BD robiąc dobrą minę do złej gry musi zapraszać emigrantów.

Nie pozwoli im? Oni i tak wjadą, jeśli będą chcieli.

Trzy dekady destrukcji służb granicznych, trzy dekady niszczenia armii.

To właśnie jest Europa w połowie drugiej dekady XXI wieku.

Jeśli nawet Niemcy z dnia na dzień będą chcieli chronić szczelnie swoje granice to nie mają do tego odpowiednio przeszkolonych ludzi.

Niestety, młody człowiek po wojsku został zastąpiony modelem człowieczka w rurkach, który o wojsku nie ma nawet przybliżonego pojęcia.

wronskiPiotr Wroński, pisarz i bloger, w przeszłości funkcjonariusz SB i służb III RP, zastanawia się nad genezą ataku na Antoniego Macierewicza tym razem wywołanym planami utworzenia armii terytorialnej.

Pisze:

Skoordynowana akcja dyskredytująca ministra Macierewicza trwa nadal. Wczoraj wieczorem włączył się w nią Leszek Balcerowicz, dziś „Rzeczpospolita”. Proszę przyjrzeć się tytułowi. Jest zdecydowanie negatywny i budzi pejoratywne skojarzenia. Użycie zaimka dzierżawczego ma sprawiać wrażenie autorytarnych dążeń. W tekście nie pisze się o podobnych rozwiązaniach w innych krajach. Akcja trwa i warto, by jak najwięcej osób potrafiło przedrzeć się przez kurtynę kłamstw, przeinaczeń i pomówień.

Obrona Terytorialna nie jest „czyjąś” prywatną armią, ale narzędziem obrony narodowej Polski. Powinna powstać już wiele lat temu, ponieważ armii praktycznie nie mamy. Nie liczę „eksportowych” jednostek specjalnych, ale one bitew nie wygrywają, lecz zwykli regularni żołnierze, zlikwidowani przez PO, zastąpieni biurokracją i sztabowcami.

http://pressmania.pl/?p=34225

 

Wroński nie dostrzega, że taka armia byłaby zdolna zatrzymać każdą ilość uchodźców (czy raczej nachodźców), jaka przez nasz kraj przechodziłaby na terytorium Niemiec. Być może z czasem część musielibyśmy utrzymywać w Polsce.

To stanowi zagrożenie dla planów utworzenia nowego społeczeństwa.

Soros:

„Postulujemy wspólną, europejską politykę azylową, która potwierdzi kontrolę raczej nad granicami Unii Europejskiej niż granicami państw narodowych i która pozwoli szukającym azylu na dotarcie do Europy w bezpieczny, uporządkowany sposób, który będzie zgodny z możliwościami UE ich przyjęcia. Tymczasem Orban namawia, aby używać granic państw narodowych do powstrzymania na nich imigrantów”.

 

OT niewątpliwie może przeszkodzić w niekontrolowanym zalewie muzułmańskim Europy.

A to z kolei powoduje, że sorosowe marksistowsko-popperowskie społeczeństwo otwarte będzie tylko lunatyczną mrzonka starca zbyt bogatego, by racjonalnie myśleć.

I dlatego właśnie najzacieklejszy atak na plany Antoniego Macierewicza przeprowadził pierwszy polski pracownik Sorosa, Leszek Balcerowicz.

Kiedy Joanna Szczepkowska uśmiechając się powiedziała (28. 10. 1989 r.), że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm, mówiła szczerze. Zresztą nie tylko ona uważała, że epoka „inżynierii dusz”, tworzenia nowego wspaniałego człowieka, ideologicznego budowania „nadbudowy” itd. minęła bezpowrotnie.

 

A tymczasem zmieniono jedynie słowa.

 

28.09 2016