Naszym nieszczęśliwym krajem od czasu do czasu targają, wszelkie agenturalne plagi. Przybierają one w mediach rozmiary potężnych afer, z udziałem osób z tzw. „świecznika”. Ów świecznik ma wiele miejsc na knoty zatopione w wosku, osobliwe, ale takich ilości zmutowanych menor, nie ma chyba nawet w… Izraelu.

Wszystkie liczące się media, od wielu dni międlą wygłup żony gen. Kiszczaka, który na szczęście dla wielu i jego samego, był zszedł z tego łez padołu. Zapewne teraz smaży się w piekle w jednym z wielu  kotłów wypełnionych smołą, sąsiadując ze swoim przyjacielem i mentorem, który nawet w takiej sytuacji,  zapewne nosi ciągle ciemne okulary, aby nie być rozpoznanym,  przez lokalnych, rogatych kucharzy. Zapewne obaj, szeptają i wygrzewając strupieszałe członki, wspominają czasy moskiewskiej edukacji, która bardzo się przydała na gruncie polskim.

I nadszedł ten jedyny dzień, w dodatku bardzo szybko, kiedy sam tow. Kiszczak dokonał niemożliwego, – zemścił się zza grobu, udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że jest to możliwe. Jego narzędziem stała się własna żona, która, jak donoszą mniej lub bardziej niewiarygodne media,  próbowała zrobić biznes na trefnych papierach, które przechowywał dla własnego bezpieczeństwa jej pan i władca.

A, że kobita przejawia dziwne usposobienie i nieodpartą miłość do pieniędzy ( siła przyzwyczajenia do czerwonych kozaczków) postanowiła rzekomo, że powetuje sobie stratę 40 000 złotych wywalonych na zakopanie męża, sprzedając trefną makulaturę firmie, która takową uwielbia – IPN-owi.

Oczywiście to głupota, którą serwuje się przed śniadaniem wszystkim idiotom, którzy wierzą w brednie dostarczane przez media „w imię prawdy” i na zlecenie skompromitowanych instytucji.

Bomba eksplodowała i na pierwszą linię zdrady i odstrzału historyków, powędrował słynny „Bolek”. Niektórzy udowadniają, że słynnych „Bolków” bezpieka miała na pęczki, może to i prawda, ale zastanówmy się…, ilu cymbałów w to uwierzyło? Dzisiaj wiemy, że jeden z nich z pewnością nie, bo walczył o demokrację, poświęcił rodzinę, oszukiwał, lub bardziej cywilizowanie – prowadził grę. Trudno powiedzieć, z kim, ale z pewnością nie byli to hydraulicy.

Prócz tego, że miał nieprawdopodobne szczęście do gier losowych, samochodów i pralek, wiemy, że dokumenty znalezione u generałowej, zawierają wszystko i na wszystkich. Owe dowody mogą teraz trzymać w szachu wszystkich byłych aparatczyków i „bojowników”, spod wystrzępionych sztandarów „Solidarności” mieszkańców miast i wsi wraz z PeGeerami.

Kto, bo z pewnością nie Kiszczakowa, wpadł na iście diabelski pomysł, aby wielu ludziom zamknąć buzie, a obywatelom dać pożywkę, na czas partolenia najbliższych ustaw, pomysłów, rozporządzeń i importowania tzw. „kwot” dzikich arabów, którzy właśnie zrobili sobie przyczółek w Niemczech, by możliwie szybko wystrzelić w kosmos resztki tworu, o nazwie Europa? Zapewne, Duch Nieświęty, z wyjątkowo wredną, czerwoną i „nalaną” gębą.

Nasz „Bolek” i jego działalność, nie jest dla większości żadnym zaskoczeniem. Nawet wtedy, kiedy nie było zatęchłych papierów z szafy Kiszczaka, świadkowie, znajomi i przyjaciele „Bolka” nie pozostawiali złudzeń – chłop był mendą i szlus. Osobliwie, od początku z mitem „walecznego Bolka” walczyło niezłomne trio: Walentynowicz i małżeństwo Gwiazdów, a w porywach Wyszkowski (wiecznie pozywany). Te glosy ginęły w tłumie, a autorów traktowano z przymrużeniem oka, lub jako: oszołomów lub ekstremistów.

Problem z krytyką „Bolka” złagodniał na chwilę po słynnej katastrofie smoleńskiej, jednak po wygranej PiS-u powrócił, jak ruska wańka – wstańka. Czy oznacza to, że w aferze, zreumatyzowane paluchy, maczali żołnierze Kaczyńskiego? Nie ma na to dowodów, ale być może, ktoś chciał się przypodobać Prezesowi i… przesadził. Oczywiście, mogą być i inne powody tego stanu, najpewniej nuda, kogoś żądnego wrażeń, ze służb specjalnych? Czemu nie?

„Bolek” zamknął się w sobie, ściślej w kazamatach swojego gabinetu. Odmawia wywiadów, z nikim nie chce gadać, pisze…

Niestety, robi to głupio, bo twórczość po sekundzie staje się publiczną.  Za każdym razem zmieniając sens treści, udowadnia, że jest „za”, a nawet… „przeciw”! Stare porzekadło „ojca Narodu”, niestety, przyjadło się i obecnie stało się źródłem kpin ( lub bardziej współcześnie – hejtu). Na Boga lub Mahometa, jak ta sierota napisała książkę? A, tak, podyktował, a biograf uczłowieczył język.

„Bolek” nie może zrozumieć jednego, aby uciąć wszelkie dywagacje na swój temat musi… milczeć. Niestety, jest odwrotnie. Stare porzekadło mówi, że winny się tłumaczy. Czy „Bolek” jest winny? Jeżeli tak, to, czego? Tego, że zero nigdy nie zostanie bohaterem, a jeżeli już, to przez czyjąś protekcję. A kiedy osiągnie szczyty, zniszczy się samo i to na własne życzenie, bo zasługę od bufonady, dzieli bardzo cienka linia, a Bolek dawno już ją przekroczył i to nie sam…

Tak, cdn.

______________________

Mariusz R.Fryckowski