„Wojna”, którą rozpoczęły media uderzając w płk. Piotr Wrońskiego, byłego oficera polskich służby specjalnych, który bezkompromisowo ujawnia jak funkcjonowała III RP, która była protezą po PRLowską do uwłaszczania się na majątku narodowym wchodzi w kolejny etap. Za sprawę zabrali się najbardziej „niezależni dziennikarze w Polsce. – Proszę Państwa, oto treść maila, którego dostałem od „Oko Press”. Po pytaniach orientuję się, w którą to stronę idzie. Co ciekawe mail był wysłany na dwa adresy firmowe, tak, by pracownicy też widzieli. Szkoda tylko, że wszystkie odbieram sam, bo nie mam żadnego pracownika – informuje płk. Piotr Wroński

„Śledczy” z mediów udają, że dopiero odkryli pułkownika Wrońskiego, który od kilku lat skutecznie obnaża mechanizmy medialnej manipulacji polskojęzycznych mediów. Ludzie mediów nie umieją urzywać wujka Google? – Na większość pytań odpowiedzi już dawno udzieliłem. Są na moim profilu, w moich wystąpieniach i na okładkach moich książek, a także na stronach wydawnictw, Empiku i innych księgarni internetowych. Są również opublikowane moje akta, wyjęte przeze mnie ze zbioru zastrzeżonego. Wszyscy mają świadomość kim jestem i z kim rozmawiają – podkreśla były oficer kontrwywiadu, który większość służby przepracował w III RP.

W Polsce znowu staje się modne hasło: „dajcie nam człowieka” a my na niego coś znajdziemy”. Jednak tym razem medialni manipulancji trafiaja przysłowiową kulą w płot? – Wyjaśniam tu, że spółkę uruchomiłem pod koniec marca, niejako ze zwzględu na ustawę dezubekizacyjną. Włożyłem w to swoje prywatne pieniądze, często z kart kredytowych. Jej działalność związana była wyłącznie z handlem, mimo ambitnych planów. Dokonałem tylko kilku legalnych transakcji materiałami do druku 3d z prywatnymi podmiotami i to nigdy nie miało związku z jakąkolwiek spółką skarbu państwa. Te transakcje, na których „zarobiłem” może kilka tysięcy, pozwoliły mi na utrzymanie lokalu oraz na logistykę. Trzy razy wziąłem jakąś pensję i to wszystko – płk. Piotr Wroński wyjaśnia preparowane zarzuty, które mogą pojawić się w mediach.

Wystraszyli się planów i koncepcji powstającej niezależnej telewizji interwencyjnej? Czy raczej spółka była „solą w oku” koleżeństwa, które chodziło z mokrym pampresem? – Pytania zmierzają w takim kierunku, że będę ją musiał zlikwidować, bo nie znajdę kontrahenta (zostawmy to, nie chce mi się pytać dlaczego) Planuję i mam gotowy schemat szkoleń kontrwywiadowczych dla firm i osób, lecz pewnie z niego nic nie wyjdzie. Postaram się pokazać go Państwu. Jeśli wyjdzie, to przekształcę ją w SWT TV i zbuduję studio – zapowiada płk. Piotr Wroński.

W tej szczególnie ważnej dla strategicznego bezpieczeństwa państwa firmie powinni pracować fachowcy a nie „niebiescy spadachroniarze”, którzy grzali ciepłe posadki związkowe. – Na koniec zamykam sprawę PWPW. O sprawach mojej współpracy z wytwórnią proszę pytać wyłącznie PWPW. O konkretnych kwestiach bezpieczeństwa Wytwórni nie dyskutuję publicznie bez upoważnienia i zgody Spółki, dla której wykonuję wyłącznie zlecenia – mówi były oficer polskich służb specjalnych o swojej pracy w PWPW.

Pracując na kierunku wschodnim dosłużył się awansów służbowych, ale nie  został generałem bo by zbyt niepokorny i nie zależało mu na biurku oraz kierowcy służbowym, który przysługuje gienierałowi. – Jeszcze jedno: nigdy nie byłem „pułkownikiem SB”. Skończyłem SB, jako poruczniek, reszta przyszła później. Prosiłbym też posła Kierwińskiego, by nie nazywał mnie „esbekiem”, a jeśli już to niech tak mówi o wszystkich. Również tych, których KOD i PO broniło przed ustawą dezubekizacyjną – apeluje płk. Piotr Wroński.

Medialni manipulanci myśleli, że Piotr Wroński połozy po sobie uszy i ukryje się w norze, ale bezkompromisowy oficer zapowiada kontratak sądowy. – Mam zamiar złożyć odpowiednie pozwy sądowe, ale tylko w obronie mojego dobrego imienia i kłamstw na mój temat. Tylko to mnie w tej sprawie interesuje. Wywiad w WP będzie ostatnim, który będzie zawierał zdania na temat moich zleceń, wywołane przez artykuł w dzisiejszym „Fakcie”. Prosze przy okazji fotografa Faktu, by nie czaił się, nie udawał „operacyjnego”, bo „Betka” nie robi zdjęć aparatem wielkości małego panzerfausta. To jego praca i szanuję ją, nie mam pretensji, ale niech podejdzie do mnie i będzie mu łatwiej. Udamy, że to „zza węgła” – proponuje Wroński.

Zapewne operacja wejdzie w kolejną fazę? – Spodziewam się trzeciego etapu, czyli uderzenia personalnego po rodzinie – domyśla się płk. Piotr Wronski. – Teraz ten mail (wyciąłem nazwisko pani redaktor), której w odpowiedzi dałem numer swojego telefonu – dodaje.

Ze znanym sarkazmem jak przystało na pisarza wyjaśnia zaintersowanym. -Nie interesują mnie dziennikarze, ani ich kontakty. To oni raczej interesują się mną i moimi kontaktami. Odpowiedź na te pytania zawarta jest w skrzynce kontaktowej na ul. Belwederskiej pod pochyłą wierzbą, w dziupli, którą obsługuję w piątki w godz. 4:35 – 4:36. Hasło do plików: 1234567890, odpowiedź: qwerty. Podaję, bo trudno zapamiętać – ironizuje swoja wypowiedź i ujawnia treść e-maila z redakcji „Oko Press”:

„Szanowny Panie,

W związku z przygotowywaną przez nas publikacją, bardzo proszę o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania:

1. Czy usługi na rzecz PWPW SA świadczył Pan jako osoba fizyczna, czy jako firma New Media Business?
2. Od kiedy Pan (lub Pańska firma) pracował na rzecz PWPW SA?
3. Na czym dokładnie polegały usługi związane ze sprawdzaniem pracowników PWPW SA? Ilu pracowników poddał Pan weryfikacji?
4. Czy sprawdzał Pan na zlecenie PWPW SA także inne osoby np. dziennikarzy, którzy pisali o tej spółce?
5. Czy sprawdzał Pan kontakty dziennikarzy „Newsweeka” i „Gazety Wyborczej” z pracownikami PWPW SA?
6. Z jakimi służbami był Pan związany w swej karierze zawodowej? Do kiedy pracował Pan w służbach i w jakim stopniu odszedł Pan na emeryturę?
7. Czy prawdą jest, że w 1992 roku wraz z innymi porucznikami Wydziału XI Wywiadu zgłosił się Pan do ówczesnego szefa UOP Piotra Naimskiego i że zadeklarowaliście wówczas przekazanie informacji o pracy tego Wydziału oraz gotowość dalszej współpracy?
8. Czy współpracował Pan wówczas z grupą, która przygotowywała tzw. „listę agentów” ogłoszoną przez Antoniego Macierewicza?
9. Jaką funkcję pełnił Pan w służbach w kwietniu 2010 roku., gdy doszło do katastrofy TU-154 pod Smoleńskiem?

Bardzo proszę o udzielenie odpowiedzi do 19. 10. 2017 r

Z poważaniem

Redakcja OKO.press”

Reasumując można śmiało powiedzieć, że operacja pod kryptonimem „Wroński w PWPW” spaliła na panewce, ale trup gęsto się ściele. Czy zatem w tej całej grze pod dywanem nie chodzi o urzędników związkowych na etatach, którzy poczuli się zagrożeni, a ich interesy legły w gruzach?