Jak zwykle, orędzie Trumpa to był show, marnego standupera. Pełne pustych formułek, powtarzanych wielokrotnie, wewnętrznych sprzeczności, kłamstw i chorobliwego narcyzmu.

Bo w najważniejszej kwestii, dlaczego i po co Trump rozpoczął wojnę z Iranem i jakie ma cele, ponownie nie dowiedzieliśmy się.

Przechwałki, że USA wygrywają i są bliskie końca zakończenia działań militarnych okazały się fikcją, bo w kilka minut po jego zakończeniu Iran przeprowadził atak rakietowy.

Za całkowicie skandaliczne można uznać groźbę Trumpa, że „cofnie Iran do epoki kamienia łupanego”.
To nic innego jak zapowiedź ludobójstwa.

Słowotok Trumpa obfitujący w groźby i przechwałki, nie może ukryć tego, że jest intelektualną wydmuszką.

Człowiekiem napędzanym przez narcyzm i chorobliwe urojenia, które są groźne dla całego świata.
Nigdy nie wiadomo co strzeli mu do jego popcornowego mózgu i jaki na jakie państwo uderzy w imię tzw. interesów amerykańskich.

Jest żałosną kreaturą z palcem na przycisku atomowym, czyli małpą z brzytwą w ręku.