Raz jeszcze o dzisiejszej imprezie KOD. Wielokrotnie wspominałem, iż słowa są bardzo ważne. Każde z nich ma własne pole semantyczne i własne konotacje. W słowach realizują się nasze poglądy, pragnienia oraz plany. Istnieją kultury, które uważają, że jeśli coś nie ma nazwy nie istnieje. Musi istnieć desygnat, by powstała jego nazwa. Słowa także ujawniają podświadome intencje wypowiadających. Po co ten wstęp? Zaraz zrozumiecie.

Oskarżam KOD o rasizm i ksenofobię. Dzisiejsza manifestacja odbyła się pod hasłem „My, Naród”. Jest to więc, zawężenie naszego społeczeństwa wyłącznie do Polaków i pominięcie wszystkich mniejszości narodowych. Nie można tego wytłumaczyć przekładem angielskiego „We, the people”, gdyż angielski jest językiem pozycyjnym i w dużej mierze kontekstowym. Oznacza to, że znaczenie danego wyrazu zależy od jego pozycji w zdaniu, ale również i od kontekstu. Leksykalne znaczenie słowa „people” zawiera w sobie pojęcie narody, lecz w innej konotacji semantycznej.

„People of Poland” nie oznacza tego samego co „Polish nation” i odnosi się do wszystkich ludzi zamieszkujących dany obszar, a nie tylko do określonego narodu. Taka jest idea zwyczajowego adresu w instytucjach USA, również w sądach i należy tłumaczyć go, jako „obywatele” lub „społeczeństwo”. To, zresztą, jest podstawa konstytucji USA i Deklaracji Niepodległości. Ziemia, która jest domem dla wszystkich, a nie tylko dla jednego narodu.

Dzisiejsze hasło marszu KOD jest całkowicie sprzeczne z ideą wyrażoną w angielskiej frazie „We, the People”. W powszechnej opinii, KOD przedstawia siebie, jako ludzi tolerancyjnych, Europejczyków, szanujących inne nacje i poglądy. Dzisiaj jednak pokazał swoją prawdziwą twarz. Jest to stowarzyszenie, ruch ludzi uznających wyłącznie jeden naród. Chciałbym tylko dowiedzieć się który?