Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł Tomasza Kwaśnickiego, „Ameryka nie kocha Polski”, (Do Rzeczy”, 21.05.2018, nr 21). Z niektórymi ocenami zawartymi w nim się nie zgadzam, ale generalnie uważam, iż jest on znakomity, bowiem ujmuje sedno problemu stosunków polsko-amerykańskich.
Zawsze uważałam, że o wzajemnych stosunkach nie świadczą piękne słowa i gesty a czyny i tylko czyny. Gdy prezydent D. Tramp, będąc w Polsce wygłosił 06.07.2017 r. na placu Krasińskich w Warszawie przemówienie do naszego narodu bardzo uważnie go wysłuchałam.

Szczególnie utkwiły mi jego słowa „Ameryka uwielbia Polskę, Ameryka kocha Polaków” (…) „jestem naprawdę dumny z tego, że poparli mnie w wyborach w 2016 roku”.

Jak „Ameryka uwielbia Polskę i kocha Polaków” oraz w jaki sposób podziękował Polonii amerykańskiej za poparcie w wyborach mieliśmy okazję przekonać się, gdy bez wahania podpisał ustawę 447 godzącą w żywotne interesy Polski i Polaków, bo dotyczącą zwrotu mienia bez spadkowego organizacjom żydowskim.

W swym tekście T. Kwaśnicki przytacza ocenę ustawy 447 przez prof. Chodkiewicza. Według niego może ona skutkować „nękaniem Polski na rozmaitych płaszczyznach aż do czasu, gdy się złamie tak jak Szwajcaria w swoim czasie”, oraz, że – w razie odrzucenia roszczeń żydowskich – „może nastąpić bojkot polskich produktów, cła zaporowe na nie albo odmowa udzielenia kredytu. Są setki rozmaitych kijów i marchewek w kategorii sankcji”.

Zaskoczyła mnie reakcja na ten tekst pana Żurawskiego vel Grajewskiego, który w swoim artykule „Czy „Do Rzeczy” to pismo obozu prorosyjskiego w Polsce?”, („GP”, 30.05.2018) nie tylko, że nie zostawia na nim suchej nitki, to jeszcze sugeruje pracę tygodnika na rzecz Rosji.

Bardzo wysoko sobie cenie artykuły Pana ŻvG za jego wiedzę i analizę sytuacji politycznej i militarnej w kraju i na świecie, w tym wypadku nie mogę się zgodzić nie tylko z Jego ocenami i tezami, ale również z tym, że chce decydować, komu redaktor naczelny „Do Rzeczy”, Paweł Lisicki ma użyczać łamów swego tygodnika.

W swoim artykule pan ŻvG postawił kilka tez, które wyciągnął po przeczytaniu artykułu Tomasza Kwaśnickiego i które mają go dyskredytować w oczach czytelników „Do Rzeczy”, jak również piętnować naczelnego tygodnika.

Pierwsza to taka – Amerykanie wszczynają liczne wojny, czym destabilizują świat;

Panie redaktorze, pisze Pan tak jak gdyby Stany Zjednoczone, jako super mocarstwo były nieskazitelnie szlachetne, nie miały swoich interesów i nie wykorzystywały swoich sił zbrojnych w celu ich realizacji. Tylko licząc od lat osiemdziesiątych brały udział w ponad dwudziestu operacjach wojskowych na całym świecie. M.in., brały udział w obaleniu prezydenta Iraku Saddama Husajna, popierały arabską wiosnę, która doprowadziła do masowego napływu arabskich imigrantów i destabilizacji Europy. Jak powiedział były dyrektor CIA Dawid Petraeus w wywiadzie udzielonym gazecie „Corriere Della Sera”, „Błędem było popieranie przez USA arabskiej wiosny”.

Druga – so­jusz Polski z USA jest pozorny. W rzeczy­wistości wykorzystują one Polaków do własnej rozgrywki z Rosją.

Zgadzam się z tą oceną. Chyba zapomniał Pan, co mówił szef MSZ Radosław Sikorski o Amerykanach, jako najważniejszym sojuszniku Polski, w oparciu, o których mamy budować naszą potęgę geopolityczną. Sojusz Polska–Stany Zjednoczone jest: „nic niewartym robieniem loda Amerykanom, którzy traktują nas jak murzynów”. Jeżeli mówi to minister odpowiedzialny za politykę zagraniczną to wie, co mówi. Gdyby było inaczej, to na terenie Polski dawno powstałyby warte wiele miliardów złotych stałe bazy wojskowe, a nie stacjonowało kilka jednostek rotacyjnie wymienianych, które w każdej chwili mogą być odwołane, a prezydent Tramp nigdy by nie podpisał ustawy 447.

Trzecia – Polska znala­zła się pod brutalną presją amerykańsko-żydowską, nie radzi sobie z nią i się wycofuje, gdyż kierownicy jej nawy państwowej bezpodstawnie oba­wiają się rosyjskiej inwazji i uważają Sta­ny Zjednoczone za „gwaranta” naszego bezpieczeństwa, co paraliżuje nasz opór wobec roszczeń amerykańsko-żydowskich.

Jeżeli byłoby inaczej to Jacek Marczyński, dyrektor sta­nowego Kongresu Polonii Amerykańskiej w Wirginii, nie informowałby, że otrzymał informację z Białego Domu, iż polska dyplomacja nie zabiegała o to, by usta­wa 447 nie została przyjęta.

Czwarta teza – wystarczy uznać rosyjskie zagrożenie za matrix, „zakwestionować wiele już podjętych i kosztownych przedsię­wzięć”. Jej rozwinięcie przedstawione przez pana, ŻvG rozmija się treścią artykułu T. Kwaśnickiego.

Pan ŻvG, recenzując artykuł „Ameryka nie kocha Polski”, ani słowem nie odniósł się do oceny przez prof. Chodkiewicza, negatywnych skutków, jakie niesie ustawa 447, i możliwościach oddziaływania polskiego lobby nad Potomkiem na D. Trampa i jego ekipę.

Zarówno tygodniki „Gazeta Polska”, „Do Rzeczy”, „Sieci” czytają ludzie, dla których Polska to Wielka Rzecz. Mają wiedzę, potrafią samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski i wyłapać teksty oraz ich fragmenty które służą propagandzie rosyjskiej.

Ja nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę rusofilką. Cenię sobie tygodnik „Do Rzeczy”, za to, iż prezentuje szerokie spektrum poglądów politycznych ludzi związanych z prawicą i narodowcami. Jak na razie nigdy nie było najmniejszych podstaw do tego, by twierdzić, że tygodnik ten jest pismem obozu prorosyjskiego w Polsce. Stawianie mu tego typu zarzutów, to jakieś wielkie nieporozumienie. Widzę, że jako typowy amerykanofil pomija Pan niewygodne fakty lub dowolnie je nadinterpretuje, a powinien na chłodno oceniać stosunki polsko-amerykańskie i mieć na uwadze zawsze tylko polską rację stanu.

Foto: tygodnik „Do Rzeczy”