Pewną tragedią wynikającą z upowszechnienia się mediów społecznościowych jest narastanie nowego rodzaju „partyzanckiej” polityczności monomaniakalnej.

Okazuje się, że sieci społecznościowe stworzyły optymalne warunki dla wzrostu wszelkiej maści ruchów społecznych „jednej sprawy”.

Aktywizm ten jest szczególnie destrukcyjny, gdyż zawsze ma charakter głęboko radykalny, jest całkowicie obojętny wobec złożoności spraw publicznych i opiera się na manichejskich podziałach.

Fundamentaliści religijni są gotowi przepychać swoją antyaborcyjną agendę nie zważając na to, że ich sukces wykoleił całą formację polityczną, która dała im platformę.

Aktywiści klimatyczni są do tego stopnia przekonani, że muszą uratować świat przed globalną katastrofą, że wielu z nich uważa wręcz, że najlepiej byłoby, gdyby Zachód popełnił jakieś zbiorowe samobójstwo.

Obrońcy zwierząt mają swoją idée fixe i przepychają ją wbrew tysiącletnim tradycjom i kulturze – uważając, że mają ku temu moralne prawo, które miażdży wszelki inny pogląd.

Zwolennicy „wolnego rynku” są tak samo niewzruszeni jak komuniści. Żadne historyczna porażka nie jest w stanie przekonać ich o utopijności wyznawanego przez nich modelu. Jeśli fakty przeczą wydolności modelu w pełni wolnorynkowego lub przeczą wydolności modelu w pełni komunistycznego, to tym gorzej dla
faktów!

Wojujący ateiści są święcie przekonani, że u podstaw wszystkich nieszczęść tego świata są religie i głosują na tych, którzy ogłaszają się otwarcie jako „walczący z Kościołem” – niezależnie od tego, co jeszcze mają nam do zaproponowania.

Aktywiści LGBTQIP+ gotowi są wywrócić do góry nogami cały model społeczny oparty na rozpoznaniu płci biologicznej i jej znaczenia, byle tylko osiągnąć swój cel „absolutnej równości”.

Tak jest coraz bardziej. Coraz więcej jest tego typu aktywizmu „jednej sprawy”, który z wielką pasją chce zrealizować swoje cele pomijając ich szerokie skutki społeczne i polityczne. Wszyscy ci aktywiści przemawiają z najwyższych pozycji moralnych uważając tych, którzy nie podzielają ich entuzjazmu za moralnych karłów nie zasługujących na żadną uwagę.

Uważam, że upowszechnienie tego typu „nowoczesnego” modelu aktywności politycznej jest wielkim problemem współczesności, który nie doczekał się jeszcze właściwej analizy. Liberalne media i politycy zdecydowanie więcej uwagi poświęcają tu metodom ograniczania „mowy nienawiści” i „fake-newsów” a zupełnie umyka im ten głębszy (i moim zdaniem – ważniejszy) problem.

Polityka uprawiana z pozycji monomaniakalnych prowadzi do gwałtownego narastania antagonizmów, uniemożliwia skonstruowanie spajającej społeczeństwo racji stanu i wyklucza perspektywę budowy modelu edukacyjnego, który by takiej racji stanu służył. Jest z gruntu destrukcyjna i antypaństwowa. Prowadzi do zamykania się grup społecznych w izolowanych „bąblach” światopoglądowych, głuchych na przeciwne im racje. Tak naprawdę, to postawy monomaniakalne, wzmacniane przez media społecznościowe tworzą żyzny grunt dla wytwarzania wszelkich możliwych teorii spiskowych, fake-njusów a w konsekwencji też – mowy nienawiści. Monomanie są ich przyczyną a nie skutkiem!

Oferują proste, „bohaterskie” rozwiązanie wszystkich problemów, zdejmując z ludzi konieczność szerszej, wielowymiarowej analizy i nie kłopoczą się o koszty. O kosztach zawsze będzie się myśleć później – najpierw trzeba osiągnąć ten radykalny, upragniony cel a wszystko na pewno samo się ułoży i będzie już dobrze a na pewno lepiej niż jest teraz. Wystarczy się rozbroić a wojen już nie będzie…