Ten post będzie dla mnie bardzo ważny, chociaż teraźniejszości dotyczy pośrednio. Piszę go wbrew wielu potężnym osobom ze wszystkich stron sceny politycznej lub ideologicznej.

Audycja Łukasz Kurtz w PR24, w której wziąłem udział spowodowała, iż z mózgopisu wydobyłem pomysł, nurtujący mnie od dawna. Zanim napiszę o co chodzi – trzy uwagi:

1. Uważam, że, tak naprawdę, wszyscy chcą, by śmierć księdza Jerzego Popiełuszki pozostała w narracji Kiszczaka i Urbana. Przed wydaniem „Spisku Założycielskiego”, mój wydawca, Piotr Jegliński, był ostrzegany, że wydanie tej książki może „przeszkodzić w beatyfikacji”. Mówiła to bardzo znana osoba, obecnie poseł. Po jej wydaniu odczułem ogromną niechęć nie tylko „koleżeństwa” i „dzieci z Alei Róż”, ale również ze strony niektórych przedstawicieli środowisk kościelnych, w tym duchownych i nie był to „zwykły” brak zaufania do „byłego esbeka”. Pan Łukasz Kurtz wspomniał również, że ile razy usiłował coś zrobić, czy program, czy film, był ostrzegany tym samym argumentem. On nie ma bagażu. Ja mam i to pozwala mi na wiele.

2. „Spisek założycielski” pisałem w transie, ale nie jest to żaden dowód na cokolwiek. Po prostu, sam chciałem odpowiedzieć sobie na najtrudniejsze dla mnie pytanie, stawiane mi na spotkaniach. Nie piszę jakie, bo nie chcę, by przestano je zadawać.

3. Wiem, że niektórzy mają mnie za idiotę, lecz czuję, że muszę to zrobić. Pozwoliłem zabrać sobie termin i znaczenie spisku założycielskiego, ale nie pozwolę nikomu zabrać swojego pomysłu. zachowam screeny tego postu i już tak łatwo nie będzie. O pomyśle rozmawiałem z trzema osobami, ale tylko jedna wykazała zainteresowanie. Z oczywistych powodów zarysuję tu tylko ideę, która nie pozwala mi spać po nocach. Każdy ma swoje piekło i swoje odkupienie.

Chcę nakręcić film dokumentalny poświęcony zabójstwu księdza Jerzego Popiełuszki, lecz zbrodnię tą pokazać w sposób operacyjny. Nie umiem reżyserować i filmować, ale mogę napisać scenariusz i chcę konsultować film. Nawet za darmo. Będzie to swoiste dokumentalne SF, pokazujące jakby wyglądało śledztwo i działania operacyjne służb specjalnych, głównie kontrwywiadu, gdyby nie istniał wtedy PRL. Niczym Zola, poprzez pokazywanie rzeczywistości spróbowałbym obalić kłamstwa i postawić konkretne pytania. Nie prokurator, ale oficer operacyjny jest tu potrzebny. Tyle na razie starczy.

To pomysł jedynie, na który nie mam żadnych środków, a nie chcę by był to film tani, gdyż wiele spraw wymagałoby oddzielnych badań. Niestety, mam nikłą nadzieję, że w Polsce znajdzie się ktoś, kto sfinansuje przedsięwzięcie. Powtarzam, ja mogę to zrobić nawet za darmo, a zrobić to trzeba.

Napisałem ten post, bo może czyta mnie ktoś ważny – i odważny – i pomoże w organizacji tego przedsięwzięcia. Wątpię, ale mam nadzieję.

Uzupełnienie.

Dziękuję za uwagi i już dziś rozmawiam z kimś, kto mógłby ze mną taki film wyreżyserować. Zrobić go tak, jak ja chcę, nie po to, by „zaistnieć”, ale po to, by spróbować dotknąć prawdy. Tu nie może grać własne ego, ale cel. W większości Państwa propozycji musiałbym walczyć nie z polityką, ale z ego.

Mniej więcej mam w głowie scenariusz i poszczególne sceny. To ma być zapis działań operacyjnych, które należało podjąć wtedy, a których nie podjęto nigdy. Po roku 1990 też. Nie może to być kolejna hagiografia z tanimi efektami specjalnymi, ale ilustracja konkretnych pytań, stawianych konkretnym ludziom.

W tym filmie nie interesują mnie konwencje, gatunki i wzorce oraz reguły robienia dokumentów. Nie interesują mnie też uwarunkowania polityczne. Wiem i widzę, że już sam pomysł, bardzo niekonkretny i strasznie odległy, wywołał niechęć do mnie różnych ludzi. Spodziewam się oskarżeń personalnych i o „esbectwo”, ale i tak spróbuję, a właściwie spróbujemy wszyscy, bo to będzie Państwa film i produkcja. Nie mówię w telewizji , nie pisze dla szefów i wydawców, ale zwracam się do ludzi jeżdżących ze mną komunikacją miejską.

Jeśli chodzi o finansowanie, to może rzeczywiście skorzystam z crowfunding i fundacji.

Nie mam zamiaru też bawić się w zwykłe w środowisku „filmowo-dziennikarsko-artystycznym”, rozśmieszające mnie amatorskie spiski, tajemnice, podchody, więc będę działał przy otwartej kurtynie, po to, by wszyscy wiedzieli co się dzieje i mogli doradzić. Oczywiście, niektóre szczegóły będą musiały być ukryte do czasu premiery filmu, ale to chyba zrozumiałe.

Przeszkody są po to, by je rozwalać. Nie omijać, a rozwalać.