Określenie „służby specjalne” odmieniane jest we wszystkich formach gramatycznych przez wszystkich fachowców z tytułami naukowymi lub stopniami wojskowymi. Szczególnie epatują nim dziennikarze i różni artyści. Publiczność zaś, myśli, że praca policjanta i oficera wywiadu lub kontrwywiadu polega na ganianiu po mieście z ogromnym karabinem, wchodzeniu przez drzwi wraz z framuga i kompletnym demolowaniu otoczenia.

Idiotyczne filmy spowodowały również odbiór funkcjonariuszy jako psychopatów, a w dodatku silnych i głupich, manipulujących naiwnym otoczeniem, w tym politykami, niewinnymi jak baranki. Niestety, różni byli „komandosi” z wydziałów logistycznych porobili doktoraty i „ładują” dziennikarzy, różnych pisarzy, scenarzystów oraz publiczność opowieściami rodem z seriali lub filmów klasy „B”, „C”, a nawet „Z”. Przy okazji doprowadzono do sytuacji, w której służby specjalne utożsamiono z siłami specjalnymi. Tymczasem sytuacja jest zupełnie inna.

Przez prawie trzydzieści lat swojej pracy zawodowej pracowałem w wywiadzie i w kontrwywiadzie. Zawsze na stanowiskach merytorycznych, operacyjnych, czyli wykonywałem właściwa dla tych służb pracę operacyjną, a więc knułem, szpiegowałem, łapałem szpiegów, dezinformowałem i inspirowałem przeciwnika. Nawet, jeśli byłem oddelegowany, czyli „na ence” w Straży Granicznej i przez chwilę w pierwszym Generalnym Inspektoracie Celnym, moja praca polegała głównie na szukaniu systemów i budowaniu oraz realizacji koncepcji operacyjnych.

Również w trakcie działań „na kierunku” zwalczania terroryzmu, czym zajmowałem między innymi się podczas pobytu w misji łącznikowej w Londynie. Te koncepcje i scenariusze realizowałem sam, jeśli dotyczyły obcych wywiadów. W innych przypadkach realizowały je wyspecjalizowane jednostki wojskowe i policyjne, które zwiemy „siłami specjalnymi”. Na tym, szanowni Czytelnicy, polega różnica, przy czym i scenarzyści, reżyserzy i wykonawcy stanowią naczynia połączone, więc żadna ze stron nie będzie działać skutecznie bez drugiej.

Proszę mi wierzyć, najgroźniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek w swoim zawodowym życiu spotkałem, można spotkać za biurkami różnych tajnych instytucji państwowych. Przypominają bardziej nieśmiałych urzędników niż uzbrojonego po zęby Rambo z góra mięśni. Z takimi rozmawiałem w MI6, CIA, Mossadzie, FBI. Z takimi walczyłem w kontrwywiadzie na kierunku wschodnim, bo z takich składa się również SWR i FSB. Mili, uprzejmi, jowialni często panowie w garniturach, uwielbiający spotkania towarzyskie. Moment, w którym wszyscy spostrzegli zamaskowanych i uzbrojonych kulturystów oznacza, że jest już za późno na ucieczkę i któraś ze stron ma porządnie „przechlapane”. Tak to już jest w świecie tajnych służb, w świecie służb specjalnych.

Czytaj więcej na portalu Kryminalka.pl