Od kilku dni można obserwować w mediach europejskich i głównych polskich obserwuję „zatroskanie” o los uchodźców wojennych, coraz większą stygmatyzację środowisk protestujących przeciwko owej fali uciekinierów. Niemcy, a za nimi Austria (co za ciekawy sojusz z tradycjami!), posuwają się do tworzenia presji psychologicznej poprzez odwoływanie się do humanitaryzmu, europejskich zasad odpowiedzialności wspólnej oraz europejskiej solidarności. Ostatnio pojawiły się sugestie sankcji ekonomicznych wobec krajów, które w procesie „zagospodarowywania” uchodźców nie chcą uczestniczyć. „Zagospodarowywania”, bo cała dyskusja na temat tego problemu sprowadza się jedynie do krótkiego, pozbawionego dyplomatycznego bełkotu i fałszu stwierdzenia: „zróbcie coś z nimi, a najlepiej zamknijcie ich u siebie w gettach, bo nam nie wypada”.

Tak, szczególnie Niemcom i Austrii słowa „getto” i „obozy” nie pasują. Budzą skojarzenia i mogą zakłócić politykę historyczną tych krajów. Lepiej więc, stworzyć wrażenie, ze u nas wszyscy są wspaniale humanitarni, ale okoliczne kraje zamieszkują narody ksenofobiczne, zacofany i w dodatku nie rozumiejące europejskiej kultury. Tacy Czesi, tacy Słowacy, tacy Węgrzy i ci nieokrzesani Polacy.

Kulturkamf anno domini 2015. Stary cesarski Wiedeń udekorowany jest transparentami kolorowymi a napisem „Herzlich Willkommen”, a tam policja i odciski palców! Zgroza! Tymczasem, wydarzenia na dworcu w Budapeszcie, wypowiedzi z polskich ośrodków zakwaterowania oraz nieskrywane pragnienia uchodźców wyraźnie wskazują miejsca dokąd ci ludzie chcą jechać. Są to Niemcy i Austria. Skoro więc obywatele tych krajów są tak zatroskani losem płaczących dzieci, którymi, jak zwykle, epatuje telewizja, niech przyjmą ich do siebie z rzeczywiście otwartymi rękami, a nie wysługują się innymi, roniąc sami krokodyle łzy. Aha! Jest jeszcze Francja i Wlk. Brytania. Tam wielu z uchodźców chce po prostu odwiedzić swoich licznych krewnych i blokowanie im wizyt rodzinnych jest również niehumanitarne.
W serię krytycznych uwag wobec Europy w sprawie uchodźców włączyły się też Stany Zjednoczone. Nie odważę się polemizować z mocarstwem atomowym, ale zapytam USA tylko: Drodzy amerykańscy sojusznicy i przyjaciele! Kiedy zniesiecie wizy dla Polaków? Nie można też porównywać naszych wyjazdów do pracy z falą uchodźców.

Przypominam krajom „starej Unii”, że mu także jesteśmy członkami tej szacownej organizacji i tak, jak wasi obywatele możemy pracować, gdzie chcemy. Wy w Warszawie. My w Berlinie lub w Londynie.
Nie można organizacji narodowych oraz wszystkich tych, którzy obawiają się islamskich uchodźców wsadzać do worka z napisem „Faszyści. Ksenofoby. Rasiści”. To jest właśnie zakłamanie. Każdemu z nas nie jest obojętny los mordowanych bestialsko dzieci, kobiet i mężczyzn. Ludziom trzeba, po prostu, wytłumaczyć i wyjaśnić kilka rzeczy.

Zanim zaakceptuję decyzję rządu w sprawie uchodźców (niestety, obawiam się, że wiem jaka ona będzie, patrząc na dotychczasową praktykę decyzyjną i dobrze wiem, że rządowi serdecznie wisi akceptacja jakiś tam zwyczajnych obywateli, pałętających się bez sensu na ulicach, przeszkadzających i niewdzięcznych), chciałbym uzyskać konkretne odpowiedzi na kilka pytań:
1. Czy i w jaki sposób władze zamierzają zweryfikować rzeczywiste powody ucieczki danego uchodźcy ze swego kraju oraz prawdziwe powody owej ucieczki? Pragnę zaznaczyć jednocześnie, iż odpowiedź w stylu „sprawdzimy u partnerów” jest odpowiedzią błędną. Z partnerami świetnie się pracuje i należy z nimi współpracować, ale partnerzy mają to do siebie, że głownie pracują na rzecz swoich krajów, bo to jest dla nich najwyższym – i jedynym – dobrem. Wynika z tego prosty fakt: jeśli partnerzy dojdą do wniosku, albo będą mieli w kartotece, że dany uchodźca jest dla nich przydatny w sposób wyjątkowo tajny, wówczas powiedzą zwyczajowe „nie figuruje”, a potem rozpoczną z nim działania bez nas. I co wtedy? Nie potępiam tu partnerów, bo każda instytucja specyficznie specjalna winna pracować w ten sposób (vide Francuzi). Partnerom się ufa. Oni ufają nam, ale w tym biznesie zaufanie ma wyjątkowo ograniczony charakter.
2. Czy i w jaki sposób będą owi uchodźcy ewidencjonowani i czy ich pobyt w Polsce będzie podlegał jakiejkolwiek kontroli, w jakim okresie. Nie chodzi o permanentną inwigilację, ale o kontrolę czy postępują zgodnie z zasadami i systemem prawnym obowiązującym w naszym kraju i czy nie działają na szkodę Polski i jej sojuszników. Czasem, gdy gra się w otwarte karty, a nie bawi w dyplomatyczne faryzeuszostwo, łatwiej jest osiągnąć cel. I my i nasi goście mogą tylko na tym skorzystać.
3. Czy są już opracowane procedury powrotu uchodźców do własnych krajów po ustaniu przyczyn ucieczki?
4. Czy władze przewidziały procedury i działanie uniemożliwiające islamizację naszego kraju? Wbrew pozorom, nie jest to czcze pytanie, a opowieść o „homogenicznym narodzie” nie jest odpowiedzią. Przypominam, że jeszcze 50 lat temu (wiem, że okres dla naszych rządzących polityków tak odległy, że aż nie interesujący, ale dla mnie tak, bo myślę o własnych dzieciach i wnukach w odróżnieniu od partii rządzących obecnie) Francja i Wlk. Brytania też była stosunkowo „homogeniczna”. Pamiętacie pracowników Immigration w roku 1990, potem w 1992, potem w 2000 i obecnie?
Sądzę, że odpowiedzi na te niepoprawne politycznie pytania rozwiałyby wiele niepokojów i wątpliwości. Postawiłyby też sprawę uczciwie. Wobec wszystkich. I gospodarzy i gości, którym niewątpliwie należy i trzeba pomóc, pod warunkiem, że tej pomocy naprawdę potrzebują.