Po raz kolejny widzieliśmy łzy lewicy w niedzielnym polsatowskim „Państwo w Państwie”. Eks-minister Ryszard Kalisz wraz z eks-milicjantem Jerzym Dziewulskim dziwili się stanowi policji w RP. Gdyby nie to, że obaj mają już trwałe nicki pewnie wypadałoby nazwać ich „krokodylami”.

Sprawa Igora Stachowiaka w ich interpretacji ma być kolejnym oskarżeniem pod adresem obecnego rządu, Tymczasem jest on pierwszy od dekad, za którego doszło do próby osłabienia lokalnego układu policyjno-prokuratorsko-sądowego.

A przecież o tym, że do Policji trafiają zwykli bandyci wiemy oficjalnie od 10 stycznia 1998 roku. „W tym dniu po meczu koszykówki w Słupsku, od pałki policjanta zginął 13-letni kibic Czarnych Słupsk, Przemek Czaja. Przemek był w gronie kibiców, którą zaatakowała policja. Niestety chłopakowi nie udało się uciec i został zabity przez Dariusza Woźniaka. Policja pomimo apelu kibiców nie wezwała karetki pogotowia do nieprzytomnego chłopca. Odszedł art. godz. 20:20, nie odzyskując przytomności. W rezultacie tego morderstwa doszło do regularnych walk kibiców z policją, które trwały na ulicach miasta cztery dni. W ich wyniku rannych zostało 72 policjantów (z czego dwóch hospitalizowano), aresztowanych zostało 239 osób, zdemolowano 22 policyjne radiowozy.”

Dariusz Woźniak za ten czyn został skazany na 8 lat więzienia. Wyszedł po odbyciu połowy kary, bowiem sędzia penitencjarny uznał, że jest już odpowiednio zresocjalizowany a dyrekcja więzienia wystawiła mu laurkę za dobre zachowanie.

Tymczasem Sąd Apelacyjny podwyższając karę orzeczoną w I instancji (Sąd Okręgowy w Koszalinie skazał go na 6 lat) jako przyczynę zaostrzenia kary uznał sposób działania oskarżonego polegający na zaatakowaniu 13-latka, który nie stwarzał bezpośredniego powodu do agresji. Drugi policjant, który nie tylko, że nie zapobiegł zabiciu człowieka, ale na dodatek odmówił wezwania pogotowia, przyczyniając się w ten sposób do śmieci chłopca, Robert K. otrzymał 8 miesięcy. W zawieszeniu. Jak bardzo była to surowa kara świadczy przykład Zygmunta Miernika za rzucenie tortem w sędziego skazanego na 10 miesięcy bezwzględnej odsiadki!

Pieniądze, jakie zostały wypłacone rodzicom Przemka tytułem zadośćuczynienia Dariusz Woźniak po wyjściu więzienia musiał spłacić.

Przed Sądem Okręgowym w Słupsku Dariusz Woźniak zobowiązał się zapłacić KWP w Gdańsku 354.618 złotych. Spłatę rozłożono na… 1.773 miesięczne raty – każda po 200 złotych. Zajmie to 148 lat! Jeśli były policjant spóźni się ze spłatą choćby jednej raty, będzie musiał zapłacić całą kwotę. – To nasz były kolega i ma trudną sytuację materialną – mówi radca prawny Andrzej Knobel, pełnomocnik KWP w Gdańsku. – Ledwo wiąże koniec z końcem, płaci alimenty. Dorabia do emerytury zbierając puszki. Nie ma sensu nasyłać na niego komornika. Według radcy po śmierci Woźniaka raty powinni spłacać jego spadkobiercy. Były policjant jest zadowolony z ugody. – Będę płacił do końca życia i jeden dzień dłużej – żartuje. – Po opłaceniu rachunków zostanie mi na życie 150 złotych.

http://www.gp24.pl/wiadomosci/slupsk/art/4276611,zabojca-przemka-czai-bedzie-placil-do-konca-zycia,id,t.html

Zaraz, zaraz…. Do jakiej emerytury? Przecież Woźniak w chwili zabójstwa był młodym bykiem pełnym zdrowia i adrenaliny, więc jedyna emerytura, jaką mógł otrzymać, to… policyjna!

Wygląda na to, że skazany Dariusz Woźniak pobiera emeryturę zgodnie z prawem.

Wszak dopiero od 11 czerwca 2007 roku emeryt policyjny skazany prawomocnie za przestępstwo umyślne lub przestępstwo skarbowe umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego, popełnione w związku z wykonywaniem czynności służbowych i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, albo za przestępstwo określone w art. 258 Kodeksu karnego (udział w zorganizowanej grupie przestępczej) lub wobec którego orzeczono prawomocnie środek karny pozbawienia praw publicznych za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe popełnione przed zwolnieniem ze służby, powoduje utratę prawa do zaopatrzenia emerytalnego na podstawie ustawy.

W chwili zabicia Przemka Czai przepis art. 10 ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin brzmiał inaczej:

Prawo do zaopatrzenia emerytalnego na podstawie ustawy nie przysługuje funkcjonariuszowi, który został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na karę dodatkową pozbawienia praw publicznych za przestępstwo, które zostało popełnione przed zwolnieniem ze służby.

 

A jako że sąd nie orzekł dodatkowej kary Woźniak świadczenia pobiera.

I nie ma bata, by stan ten zmienić.

 

Przemek Czaja powinien stać się ostatnią ofiarą rozbuchanego policjanta.

 

Tak jednak się nie stało.

 

O tym, jak niewielki procent skarg na brutalność policji w ogóle uznawana jest za zasadne pisałem już.

Jedynie 3,5% skarg o pobicie przez policjantów prokuratura kieruje do sądu.

Zdecydowanie mniej, bo tylko 1,3% spraw o wymuszanie zeznań biciem czy tez innym stosowaniem przemocy kończy się aktem oskarżenia.

To są dane pochodzące z 2013 roku.

Niestety, brak jest informacji, jak duży odsetek z tych 98,7% umorzonych doniesień o stosowaniu przemocy celem wymuszenia zeznań kończy się oskarżeniem ofiary o pomówienie funkcjonariusza – 85%? 99%?

Jak wygląda starcie obywatela z policją opisywał nie tak dawno polskojęzyczny portal:

Sąd Apelacyjny w Krakowie z 8 do 5 tys. zł obniżył zadośćuczynienie dla byłego już studenta UJ, którego pobili policjanci z I komisariatu przy ul. Szerokiej. Krzysztof P. był bezzasadnie przetrzymywany przez 16 godzin. Wyrok jest prawomocny.
Sędzia Paweł Anczykowski nie krył, że wyrok sądu I instancji był prawidłowy. Wersje o tym, że obrażenia u wnioskodawcy spowodowali policjanci potwierdza przypadkowy świadek, który wtedy także był na komisariacie. Świadczą też o tym zaświadczenia lekarskie z SOR, z których wynika, że 26-letni Krzysztof P. miał krwiaka na głowie i siniaki na nogach.

Student UJ został zatrzymany, gdy 9 października 2013 r. nietrzeźwy jechał na rowerze. Na ul. Dietla dostrzegł go dwuosobowy patrol policji, który stał się agresywny, gdy student zapytał, czy nagrać ich w trakcie interwencji. Byli wtedy wulgarni i brutalni, skuli go i zawieźli na I komisariat przy ul. Szerokiej. Wcześniej użyli wobec niego gazu. Mocno zapięli kajdanki na nadgarstki, aż mu drętwiały ręce. – Gdy byłem wyprowadzany z radiowozu, dostałem dwa ciosy pięścią w twarz – opowiada dziś Krzysztof P. Ktoś na komisariacie rzucił, że „naoglądał się TVN i pokażą mu interwencję”. Zbiło go trzech funkcjonariuszy, kopali po ciele i głowie, gdy leżał skuty. – Słyszałem, jak uzgadniali wersję, że to ja ich kopałem i gdzie – wspomina. Jeden z policjantów bawił się telefonem studenta. Gdy przyszedł SMS od jego koleżanki o treści: „co się dzieje”, policjant odpisał: „gówno”. Lekarze: są obrażenia. Gdy został zwolniony z komisariatu po 16 godzinach. Już usłyszał wyrok za jazdę w stanie nietrzeźwym i naruszenie nietykalności funkcjonariuszy. Jeden sąd dostrzegł jednak, że jego zatrzymanie było bezzasadne i nieprawidłowe, bo użyto zbyt dużej siły w stosunku do potrzeb zatrzymania. Student założył sprawę o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy policji, ale śledztwo umorzono. Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Śródmieścia Zachód nie odpowiedziała nam na pytanie o powody swojej decyzji.

.
http://www.polskatimes.pl/artykul/8994134,krakow-pobity-przez-policje-student-dostanie-nizsze-zadoscuczynienie,id,t.html

 

W 2013 roku prokuratura była niezależna i absolutnie apolityczna, by posłużyć się hasłami z marszów KOD-u.

Również sąd, do którego odwoływał się Krzysztof P., niezawisły był jak cholera.

Jednak prawda policyjna okazała się być więcej warta, niż jakiekolwiek obdukcje i inne duperele procesowe, niewiele ważne wobec słów funkcjonariuszy.

 

Gdyby nie wyciekł film pokazujący tortury, jakim został poddany Igor Stachowiak również karmiono by nas opowieściami o narkomanie, który zaćpał się na śmierć. A to, że akurat zmarł na komisariacie, pewnie było spowodowane ogromem czułości okazanej mu przez funkcjonariuszy.

Że szło w tym kierunki świadczy komunikat Prokuratury Krajowej opublikowany przed ujawnieniem filmu. Igor, i tylko Igor miał być sprawcą swojej śmierci. Komunikat ten oparty był jednak na ustaleniach regionalnych śledczych, tych samych od lat kilkunastu, a może i kilkudziesięciu!

 

Ale ciągle woła o ponowne zbadanie sprawy Dawid Dziedzic, zabity w Knurowie kibic.

2 maja 2015 roku, tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich na stadionie Concordii Knurów policja strzela używając gumowych kul do ludzi, albowiem rzekomo inaczej nie jest w stanie opanować sytuacji. W wyniku postrzału ginie 27-letni Dawid Dziedzic. W mieście wybuchają zamieszki.

Prorządowe media ofierze przypinają łatkę „kibola”, a więc w czerskiej nowomowie kogoś w rodzaju niebezpiecznego bandyty.

Filmy, dostępne w sieci, nie wskazują na nadmierne zagrożenie możliwe do opanowania tylko za pomocą strzałów z broni gładkolufowej. Prawdopodobnie wystarczyłby sam megafon i ostrzeżenie dla kilku bardziej zapalczywych.

Prokuratura Okręgowa umorzyła śledztwo, co sąd, do którego odwołali się pokrzywdzeni skwapliwie przyklepał.

Uznano, że „działanie policjantów zapobiegło konfrontacji między kibicami, a śmierć 27-letniego Dawida była zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności.

 

Podobnym zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności okazała by się śmierć Igora gdyby policjanci wiedzieli, ze są sfilmowani.

 

 

Rozwiązanie problemu bijących policjantów wydaje się jednak dość proste.

Każdy kierujący pojazdem wie, że ucieczka z miejsca wypadku (art. 178 kodeksu karnego) traktowana jest na równi ze stanem nietrzeźwości lub pozostawaniem pod wpływem środków odurzających, co skutkuje zaostrzeniem odpowiedzialności karnej za określone przestępstwa.

Wystarczy zatem wprowadzenie do ustaw policyjnych domniemania wyrządzenia krzywdy zatrzymanemu w przypadku braku wstępnej obdukcji dokonanej w chwili zatrzymania oraz (łącznie) nagrania audio-wideo przedstawiającego przebieg zdarzenia. Pamiętamy wszak, że na wrocławskim komisariacie zaginęły nagrania z monitoringu a tylko niewiedzy policjantów zawdzięczamy, że film w paralizatorze się zachował. Inaczej sprzęt wpadłby do Odry podczas interwencji w wyniku szamotania się z nieustalonym kibolem.

Albo przypadkowo zmiażdżył by go nadjeżdżający walec drogowy.

Oczywiście warunkiem otrzymania zadośćuczynienia musiałaby być obdukcja dokonana zaraz po opuszczeniu aresztu bądź nawet w trakcie na życzenie zatrzymanego. O prawie tym należałoby również pouczyć – w razie braku pouczenia zatrzymany miałby prawo wystąpić o zadośćuczynienie w kwocie 2-10 tys. zł płatnych ze środków danej Komendy Miejskiej/Powiatowej.

Tymczasem od lat wiemy, że ciągle w przypadku osób pobitych na komisariatach prokuratura stawia zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza, co sądy skwapliwie przyklepują.

Igor Stachowiak zginął nie dlatego, że u władzy jest PiS, jak próbuje się wcisnąć do głów coraz bardziej wahającym się w wyborze resztkom elektoratu Ponowoczesnej, ale dlatego, że rządzący po 1989 roku nie zrobili nic, by przerwać łańcuch wzajemnej adoracji złożony z sędziów, prokuratorów i policjantów.

Śmierć Przemka Czai dla wielu była nadzieją, że zła popeerelowska tradycja wreszcie się zakończy.

Prawie dwadzieścia lat później okazuje się, że trwa w najlepsze.

Co więcej, przybiera formę świadczącą o degeneracji moralnej funkcjonariuszy.

Dziewulski, który najlepsze swoje  zawodowe lata spędził w milicji obywatelskiej, powinien mieć w pamięci zachowania kolegów z pracy szczególnie po 13 grudnia 1981 r.

Z kolei Kalisz praktykujący jako adwokat w latach 1980-tych jeśli nie osobiście, to słyszał od kolegów o tym, co dzieje się na komisariatach jak PRL długa i szeroka.

O tym, jak bardzo zdaje sobie sprawę z prawdziwego obrazu policji/milicji świadczyć może to, że pod koniec maja 2005 roku będąc ministrem spraw wewnętrznych i administracji podał się do dymisji po pojawieniu się informacji o współpracy oficerów z Komendy Głównej Policji z mafią.

Dymisja nie została przyjęta przez ówczesnego premiera Belkę.

Szereg artykułów opublikowanych na różnych portalach a także w mediach papierowych mówiło o tym już wcześniej.

Tutaj zebrane w jednym miejscu są informacje pochodzące z materiałów ukazujących się przez lata:

https://www.kryminalnapolska.pl/2017/05/22/kontakty-mafii-policja-latach-90-tych/#

 

Od lat wiemy, jak bardzo niebezpieczny może być kontakt z policją. Od dekad wiemy, że przed sądem, a wcześniej w prokuraturze, słowo policjanta więcej bywa warte niż pięciu świadków niemundurowych.

Śmierć Przemka Czai miała być impulsem w kierunku zmiany.

Poza spaleniem 22 radiowozów nie dała praktycznie niczego.

Zero tolerancji dla urzędników to program, jaki powinien być wdrożony od wczoraj.

Dotyczyć musi w równej mierze urzędniczki PCPR okradającej dzieci z należnego im zasiłku jak i prokuratora kryjącego przestępcę.

Również sędzia wydzierająca się na strony i rzucająca w nie kluczami powinna być w kaftanie bezpieczeństwa wywieziona do najbliższej psychuszki. A potem pozbawiona prawa wykonywania jakiegokolwiek zawodu prawniczego.

Policjant używający tortur, a nawet tylko bijący zatrzymanych natychmiast powinien trafiać do celi, by dalej nie bezcześcił Państwa swoim postępowaniem. A przy okazji odebrał sprawiedliwą odpłatę od współosadzonych.

Ofiary zaś muszą dostać godną rekompensatę, gdyż ich cierpieniu winne jest Państwo.

Tylko pieniądze, wypłacane przez Państwo swoim obywatelom (pochodzące jednak z budżetów instytucji, której funkcjonariusze dokonali naruszenia ) może zaradzić sytuacji. Innego sposobu nie ma.

Przecież o konieczności reformy służb i sądownictwa mówi się od 1989 roku z niewielkimi przerwami.

A tak naprawdę nikt nie jest zainteresowany zmianami.

Opowiadanie o nich to tylko element gry wyborczej.

 

30.05 2017