Wszyscy podniecają się „odkryciem”, że lider Nowoczesnej nie jest „nową” twarzą w polityce, jego zaangażowaniem w udany „zamach” na OFE i tak dalej. Gwiazdy naszej żurnalistyki, gwiazdy „blogerstwa” odkryły wreszcie Amerykę. Kilka miesięcy temu napisałem, że Platforma potraktowała wybory prezydenckie jako rzeczywisty sondaż poparcia, a następnie robiła wszystko, by przegrać wybory parlamentarne i zostawić zwycięzcom „spadek”, który ich pogrąży.

Przepraszam, nie całe PO, lecz jej główny trzon, złożony z kilku polityków oraz kilku osób z tła, lecz mające taki sam, o ile nie większy, wpływ na decyzje rządowe i pilnujące głównych interesów grupy realizującej. Tą część tej partii nazwijmy „animatorami”, resztę zaś „pacynkami”. Niektóre „pacynki” zostawiono na widoku, by zużyły się i robiły zasłonę dymną, a niektóre zachowano na nowe przedstawienie, w troszkę odświeżonych dekoracjach i zmienionym szykiem wyrazów w wypowiadanych przez nie kwestiach. Te ostatnie „pacynki” są najbardziej niebezpieczne.

„Animatorzy” mieli czas na ich przygotowanie – osobiście uważam, iż proces przygotowawczy zaczął się wcześniej, a taśmy były jedynie „sygnałem”, że już czas, bo jeśli robi się różne dziwne interesy z państwem w tle, to trzeba liczyć się również z tym, iż działania takowe nie wszystkim mogą się spodobać, nawet tym, którzy w owych interesach uczestniczyli – oraz sprawdzenie czy linki działają poprawnie. Takim właśnie sprawdzeniem mogło być OFE, albo coś innego. Dla mnie to zupełnie nieważne, ponieważ powód i wynik takiego testu jest najważniejszy, a nie przedmiot.

Test miał na celu sprawdzenie właściwego działania linek oraz podatność „pacynki” na sugerowane ruchy. Potem nadszedł czas, by odpowiednio wybrane i wyposażone „jednostki” odgrywały napisaną dla nich rolę. W naszej sztuce to przede wszystkim pilnowanie, by „animatorzy” mogli kontynuować własne plany, ochrona ich „prywatności” oraz paraliżowanie tendencji im zagrażających.

Jednym ze skutecznych sposobów pełnienia owej „straży” jest oczywiście rozdrobnienie sceny politycznej, tak, by zwycięzcy nie mogli zmienić konstytucji, na przykład. O innych narzędziach wspomagających ten teatrzyk, dekoracjach i charakteryzacji pisać nie będę, bo pewnie za kilka miesięcy odkryją to tuzy naszego dziennikarstwa i znani, „prawicowi” blogerzy, sprowadzając swoje wnioski do pożądanych przez „animatorów konkluzji. Tak, proszę Państwa, pożądanych, ponieważ w taki sposób testowana jest szczelność, przy jednoczesnym sprawdzeniu zużycia oraz dalszej przydatności konkretnej „pacynki”.

Wiem, że „pacynka” i „marionetka” to dwa różne sposoby animacji kukiełek i bardziej właściwa dla opisanego wyżej teatrzyku byłaby druga nazwa, lecz pierwsza podoba mi się bardziej. Dwie takie „pacynki” zaobserwowałem obecnie na scenie. Zobaczymy, jak długo grać będą i kiedy poznamy nowe.