Nie jestem siewcą teorii spiskowych i nie zamierzam twierdzić, że koronawirus to broń biologiczna, która ma za zadanie wytruć 3/4 ludzkości i to tylko po to, żeby kilku 90 letnim, siwym dziadkom, najpewniej pochodzenia żydowskiego, zrobić dobrze. Nie u mnie takie opowieści. Nie zmienia to jednak faktu, że jak sięgnąć w którykolwiek okres historii, zawsze przy tego typu wydarzeniach, ktoś robi politykę. Mało tego, ktoś robi niezły interes i zrobi go, bo tak działa świat. I dzieje się to już teraz.

Począwszy od maseczek przeciwpyłowych, które normalnie w markecie budowlanym kosztują 3 zł za paczkę, a teraz po kilkanaście złotych za sztukę, aż po spadki na giełdach, na których za jakiś czas ktoś dobrze zarobi. I nie ma co liczyć na to, że będzie inaczej, bo nigdy nie było i nie będzie. Ale kwestia koronawirus to również woda na młyn dla graczy politycznych na najwyższym szczeblu. Już zaczynają pojawiać się głosy, że Stany Zjednoczone oskarżają Chiny o wypuszczenie wirusa a i Chiny nie pozostają dłużne Stanom i oskarżają Amerykę o to samo. O ile nikt oficjalnie raczej nie zaryzykuje takich stanowisk, o tyle puszczanie takiej propagandy w ruch może skutkować przetasowaniem politycznym za jakiś czas, zwłaszcza, że temat ten dotyczy praktycznie każdego obywatela świata i ludzie dużo intensywniej i z większym zaangażowaniem śledzą informacje dotyczące koronawirusa niż np. kwestii gospodarczych czy światopoglądowych.

Obecnie pojawiła się informacja, że do Włoch lecą eksperci z Chin wraz z tonami sprzętu i zabezpieczeniem materiałów medycznych, aby pomóc Europie w opanowaniu epidemii. O ile sama idea powinna spotkać się z pochwałą, o tyle takiej sytuacji nigdy nie odpuszcza polityka. Podejrzewam, że fakt iż Donald Trump, kolokwialnie mówiąc „zamknął” Amerykę od Europy, a Chiny na pomoc Europie lecą, zostanie politycznie wykorzystany do rozgrywek, które toczą się na najwyższym szczeblu w grze o ład na świecie. Taka przysługa ze strony Chin, zwłaszcza gdyby rzeczywiście okazała się skuteczna, nie zostanie zapomniana przy tworzeniu nowego ładu światowego, przy budowaniu nowych partnerstw gospodarczych w Euroazji i zawieraniu porozumień strategicznych.

Polityka nigdy nie odkleja się od takich zdarzeń. To co jest jednak dla nas z jednej strony mocno zastanawiające, a z drugiej wręcz niepojęte to fakt, że Unia Europejska w zderzeniu z epidemią koronawirusa praktycznie wykoleiła się jako twór już nie tylko polityczny, ale pod kątem organizacyjnym i pod kątem współpracy w ramach wspólnoty. Zaistniała sytuacja jak na dłoni pokazała, że Unia jest całkowicie niewydajnym i niewiarygodnym partnerem strategicznym w prawdziwej grze politycznej. Brakuje silnego przywództwa. To wszystko odbije się w sposób nie bezpośredni na relacjach międzynarodowych, gdy epidemia przycichnie.

Sytuacja oczywiście nie jest krytyczna i nie ma co popadać w żadną histerię, ale też nie ma co liczyć na przejście bez echa obecnych błędów czy wręcz karygodnych zaniedbań. Koronawirus minie, ale polityka zostanie i będzie nadal się żywić kolejnymi zdarzeniami. I jak zawsze to w historii bywało, im większe wydarzenie, tym większe zawirowania polityczne. Potencjalnie destruktywne, potencjalnie pozytywne. Na obecną chwilę „elity” Unii Europejskiej zdezerterowały. Czy to przyspieszy rozkład Unii ? Być może. Pożyjemy – zobaczymy, jak mawiają Rosjanie. A tak na marginesie – Rosja, jak to Rosja. Cisza i obserwacja, ale jak znam politykę tego kraju, to chłopaki na Kremlu nie śpią…

Autor: Artur Świątek