Jeszcze nie tak dawno, bo kilka miesięcy temu byliśmy świadkami deszczu spadających meteorów – perseidów, które w ciepłą, sierpniową noc cieszyły oczy tysięcy ludzi w Polsce. Dzisiaj, w te zimne listopadowe noce, jesteśmy świadkami wydarzeń, które z pewnością nie wywołują już takiego uśmiechu na twarzy, chyba, że mówimy o uśmieszku politowania albo zażenowania…

strach_164

Nowy rząd PiS’u, jak i cała ta formacja jest przez ogół komentatorów brana pod lupę – nie, to zdecydowanie zbyt łagodne stwierdzenie, jest.. wręcz obstrzeliwana z każdej to strony: artykułami z powszechnymi znakami zapytania; analizami z brakiem kluczowych refleksji; wywodami “ekspertów”, którzy lękliwym głosem wypowiadają się o nadchodzącej przyszłości kraju. Z marsowymi minami pytają się wzajemnie: “O jeju, jeju! Co to będzie? Co to będzie?”.
Siedzą przy pięknych stoliczkach, w wygodnych fotelach, przy ciastkach i wodzie mineralnej, siedzą tak, oceniają i przede wszystkim – ostrzegają. Niczym w epoce romantyzmu słynni poeci, prorokują same nieprzychylne, wypełnione lękiem wizje, czasami jedynie siląc się na typowe sformułowanie: “pożyjemy – zobaczymy”.
Jednym z bardziej popularnych haseł, które z wielkim upodobaniem zakodowało sobie społeczeństwo, stało się stwierdzenie o nieuchronnej wojnie. Pojawia się ono w różnych kontekstach, ale zwykle przedstawia się w następujący sposób, iż nowy minister obrony, niejaki pan Macierewicz niechybnie rozpęta wojnę z Rosją, a wtedy… a wtedy drodzy czytelnicy – biada Nam! Biada!
Sformułowanie tej tezy jest równie śmieszne, co… smutne, bo ten pogląd na prawdę zakorzenił się w świadomości publicznej i szczególnie uwypukla się w przestrzeni internetowej. Powyższy przykład oczywiście jest wierzchołkiem góry lodowej panującej bezmyślności, wystarczy przytoczyć argument wielkiej, wręcz panicznej bojaźni przed Jarosławem Kaczyńskim i powiązaniach tej osoby ze stanowiskiem premiera kraju, czy chociażby powoli powracające komentarze dotyczące pana Zbigniewa Ziobry i jego agentów ABW, czy tam CBŚ (bo… co to za różnica, prawda?) pod każdymi drzwiami osób, które podniosą głos sprzeciwu wobec “jedynej słusznej partii”. Straszy się upadkiem gospodarki. Straszy się “katolandem”. Straszy się wszystkim co popadnie…
Osobiście nazywam to “propagandą strachu”, która w zasadzie od kiedy pamiętam jest zasiana w polskim życiu politycznym, a szczególnym jej beneficjentem są media, określane mianem “głównego nurtu”, a to z racji tego, że docierają do największej grupy ludzi w Polsce. Strach wywołuje skrajne emocje, porusza, zwraca uwagę. No i oczywiście nabija licznik popularności. A w związku z tym – konta bankowe pękają w szwach. Propaganda strachu szczególnie widoczna jest obecnie, chociaż nie zawsze przecież dotyczyła środowisk związanych z prawicą. Dlaczego akurat w tym czasie, w sposób tak bardzo wyrazisty zauważyć można ten ogólnopolski strach?
Można formułować wiele hipotez, aczkolwiek ja wierny będę hipotezie o lepszym i bardziej profesjonalnym środowisku “pijarowców” ze strony przeciwników politycznych PiS’u, którzy to od ponad dekady skutecznie straszą polskie społeczeństwo zamotane w dualizm władz “PO-PiS”. A straszą bardzo skutecznie. Metody są proste – bombardowanie publicznej przestrzeni medialnej coraz to nowymi wymysłami, wymysłami oczywiście najbardziej chwytliwymi z chwyliwych. A to akcje, w stylu tej przed wyborami: “Zabierz dowód babci”; a to przypisywanie negatywnych cech oponentom, które w sposób szczególnie efektywny wbijają się w głowę osób przeciętnych, którzy tak na co dzień nie interesują się polityką: “Moherowe berety”; “Zacofanie”; “Państwo religijne”. Można wymieniać dalej, tylko po co?
No właśnie. Skoro świadomość o powszechnym manipulowaniu jest tak mało obecna? Polacy są wciągnięci w nieustanny wir strachu, który różni się tym, z której strony nadchodzi. Czy z lewa, czy z prawa. Ginie w tym głównie merytoryczna dyskusja, ale i nie tylko. Szkody są jak po każdej większej nawałnicy – opłakane, lecz chyba mało kto się tym przejmuje, oprócz osób, które są dotykane tym bezpośrednio. Absurd tej całej zaistniałej paranoi strachu przestał być w zasadzie publicznie zauważany. Paranoiczne nieprzemyślane okrzyki lęku są równie, a czasem i nawet bardziej szkodliwe dla “sprawy” niż czyny, które można by wprowadzić. Niestety ta mentalność ludzi chorych na wyolbrzymiony lęk, połączona jest naturalnie – z niewiedzą, która potęguje tylko mocno osadzone w psychice „Kowalskiego” poczucie niskiej wartości – w kontekście “czynu”. Każda ze stron pielęgnuje ten festiwal wzajemnych obaw. Politycy – politykom. Dziennikarze – dziennikarzom. Zwykli ludzie – zwykłym ludziom. Każdy zagubiony, ale w tym chaosie szukający swojej szansy. Swoich pięciu sekund na szczycie. Wzajemne ciągnięcie się w przepaść. Sytuacja absurdalna, ale prawdziwa. Pamiętajmy by nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, dać temu szansę by ukazało swoje oblicze, a kontrolę sprawować bardziej prywatną, osobistą, cichą, aniżeli bezmyślnie krzykliwą i nieokrzesaną. Być czujnym, ale w przemyślany i sprytny sposób. Skoro jesteśmy przez socjologicznych specjalistów traktowani wyrachowanymi podstępami, My – społeczeństwo musimy wyrachowanie reagować. W tym oto momencie pozostaje mi życzyć państwu trafnych, ale przede wszystkim przemyślanych analiz, ostrzeżeń i czujności, która potrafi się wyrwać z obłędu, by stanowić realny, płynący z rozsądku i niczym nieograniczony głos w dyskusji na dowolny temat, który dotyczy kręgu Naszych zainteresowań. Bo wojna “Polska-Polska” już była, została obśmiana, stała się wręcz jedną z głównych cech przypisanych Polakom, ale przecież funkcjonuje inne przysłowie – „Mądry Polak po szkodzie”. Czy nie lepiej to brzmi? Wierzmy więc w lepszą stronę “dziedzictwa” genetycznego.

Nawiązując luźno do wychodzącej niedługo nowej części „gwiezdnej sagi” – pragnę wyrazić słowa otuchy do tych wszystkich, którzy będą próbować swoich sił  w walce o samoświadomość – Niech moc będzie z Wami!