Przeklejam z TWITTERA – napisał pan Szymon Janus:
————————————
Polska potrzebuje Orlenu bardziej, niż Orlen Polski.
Dzisiaj, jak widzę, trzeba wrócić do tematu Orlenu, bo znowu na bazie politycznego wzmożenia i głupiego pytania referendalnego powróciły bzdury, powtarzane też przez „wolnomediowych mediaworkerów” (dziwnie zgodnych z linią pewnej liberalnej partii).
Porządkując fakty:
– Orlen nie sprzedał udziałów w Lotosie, a sprzedał pakiet mniejszościowy w spółce Lotosu – Rafinerii Gdańskiej (i paru mniejszych, mało istotne).
– Orlen de facto wymienił stacje z węgierskim MOL-em – przejął ponad 200 stacji na Węgrzech i wszedł na nowy rynek. Przy nasyceniu polskiego rynku przez stacje Orlenu oceniam ten krok jednoznacznie pozytywnie. Te stacje na Węgrzech są nieporównywalnie ważniejsze niż dodatkowe kilkaset stacji w Polsce.
Ale to i tak jest kompletnie bez znaczenia, o czym później.
A teraz – po co?
„Pułapka średniego dochodu” to rzecz odmieniana od lat w każdej formie przez polityków i ekspertów. Kolokwialnie mówiąc, oznacza to sytuację kraju, który będąc na wysokiej pozycji w 2-giej lidze, nie jest jednak w stanie wejść do 1-szej.
Gdzie leży ryzyko, że i Polska wpadnie w tę pułapkę? Przy zdrowej gospodarce, młodym społeczeństwie, napływie imigrantów (więcej osób do Polski przyjeżdża niż wyjeżdża), pozostaje nam jeden, gigantyczny problem – brak kapitału.
Polska nie ma dość polskiego kapitału. Po prostu, nasz kapitał leży w gruzach, na cmentarzach, albo został zrabowany do Niemiec lub Rosji. Przy obecnej skali potrzeb nie załatwi tego wolny rynek, bo nie posiadamy żadnej prywatnej firmy operującej nawet w podobnym rzędzie wielkości kwot, jakich potrzebujemy.
Niedawno na Twitterze popularny był hasztag „kupić RENK”. Sytuacja ta dobrze pokazuje, gdzie jesteśmy: mała w skali globalnej niemiecka firma, warta raptem parę mld euro, jest de facto nie do kupienia przez żadną firmę w Polsce (oprócz Orlenu, gdyby to miało sens). Jeśli chcemy gonić zachód, to nie ma szybszej drogi niż kupowanie ciekawych firm. Tylko kto ma je kupować – Dino?
Zapomnijcie też o Lotosie! To była w tej branży gówno-firma bez znaczenia, lokalna, działająca de facto jedynie w części kraju, bez poważnego kapitału, bez zdolności akwizycji zagranicznych, itd. Przestańcie myśleć na poziomie właściciela warzywniaka, a zacznijcie w perspektywie firm, które mają roczne przychody na poziomie dziesiątek i setek miliardów dolarów. Lotos to przy nich lokalny sklepik z watą cukrową.
Z Lotosem był jednak problem, bo stanowił konkurencję wewnętrzną, a wbrew popularnym mitom (o czym pisałem wielokrotnie w kontekście grupy PGZ) taka konkurencja jest szkodliwa i toksyczna. Tak więc Lotos był za mały, aby rosnąć na zewnątrz, ale za to był wystarczająco duży, aby szkodzić Orlenowi wewnątrz:
– walka o te same zasoby ludzkie (ilu jest w PL topowych managerów w branży oil & gas & energy);
– walka o te same zasoby kapitałowe – unijne programy modernizacji, zielonej energii, etc;
– walka o te same nieruchomości – ile jest miejsc do prowadzenia działalności oil & gas & energy?
– walka o ograniczone koncesje – chociażby o farmy wiatrowe na Bałtyku;
I nie, nie żartujcie z konkurencją na stacjach. To tak nie działa jak myślicie, że działa.
Orlen powinien być połączony z Lotosem przed wejściem do UE, ale nawet teraz, mimo oczywistych kosztów (bo takie były, ale w mojej ocenie nieistotne w obrazie strategicznym), trzeba to było zrobić. Po prostu. Dla Polski.
Bo Polska potrzebuje tego kapitału. Już dzisiaj 50% przychodów Orlenu pochodzi spoza Polski – prawie 150 mld pln, a wskutek kompletnego nasycenia rynku w PL (dlatego te Lotosowe stacje są dla Orlenu realnie bez znaczenia, Orlen i tak ma w PL 90% tego, co jest do zarobienia dla nich) rynek ten staje się zwyczajnie coraz mniej istotny.
Orlen intensywnie skupuje stacje za granicą, jak też przejmuje całe sieci, a w kolejce, co już zapowiadano, czekają kolejne. Ile, myślicie, jest w PL firm z branży przemysłowej, które stać na wyłożenie gotówką kilku mld na akwizycję? Zero. Dla Orlenu, hiperbolizując, jest to co najwyżej kwestia ustalenia, z którego konta przelać środki.
Czy wszystkie działania Orlenu oceniam pozytywnie? Nie, oczywiście, że nie. Co nie zmienia tego, że ataki polityczne (tak jak wczoraj opisywany atak na lot Polaka w kosmos) na Orlen są zwykłym szkodzeniem polskiej racji stanu. Nie politykom, nie partii, ale Polsce. Koniec i kropka.
Nie, nie istnieje w obecnej gospodarce światowej inna droga niż konsolidacja. Konsolidują się koncerny samochodowe, farmaceutyczne, zbrojeniowe czy energetyczne. Po prostu koszty inwestycji są tak gigantyczne, że stają się one nie do udźwignięcia w pojedynkę. Orlen planuje wydać na inwestycje w 10 lat 320 miliardów pln. Skala robi różnicę i dopiero połączony z Lotosem i PGNiG Orlen wszedł go grona firm, które mają dostęp do TANIEGO kapitału w takiej skali. Nikt małej lokalnej firmie nie pożyczy 320 miliardów na inwestycje, których zwrot wynosić będzie 30-40 lat.
Polska potrzebuje tych kilkudziesięciu SMRów, potrzebuje, aby Orlen postawił je też w Czechach, na Litwie, Łotwie i wszędzie tam, gdzie się da. Potrzebuje tych farm wiatrowych i szalonego pędu akwizycji, tak aby rok do roku ściągać do Polski kapitał inwestycyjny. Potrzebujemy polskich managerów jak równy z równym rozmawiających we Francji, Arabii Saudyjskiej czy USA, którzy nie mają kompleksów i którym nie drży ręka, jak trzeba podpisać przelew na miliard dolarów.
Polska po prostu potrzebuje mieć kogoś takiego, kto ma złotą kartę i jak będzie chciał to z kranów poleci Johnnie Walker, „bo go kurwa stać”. Bez tego udusimy się w Polsce.
Musimy mentalnie dorosnąć do tego, że bogaci wydają pieniądze, aby być jeszcze bogatszymi. A my jesteśmy 21 gospodarką świata. Najbogatsze 10%. Ale jeśli chcemy, aby Polska była w gronie najbogatszych 5%, to właśnie potrzebny jest nam ten Orlen.
I dlatego też PGZ powinno się konsolidować na potęgę i ruszyć na intensywne zakupy firm za granicą.
Autor: Szymon Janus
Zostaw komentarz