Byłem dziś w TVP. W „Debacie”. Przygotowałem się starannie, bo chciałem powiedzieć o rozwaleniu UOP i stworzeniu jedną ustawą dwóch kalek, o tym, że pomalowane w ładne kolorki ruiny, zawsze będą ruinami i tak dalej. W dodatku nie znam się na pracy operacyjnej, bo tylko pracowałem, a nie zarządzałem, a w dodatku nie jestem „asem” tylko zwykłym robolem od „Betki”, „techniki” oraz różnych pokrętnych operacji. I to w dodatku bardziej kontrwywiadowczych niż wywiadowczych. Nic teżdziwnego, że nie dali mi powiedzieć tego przy generalicji.

Pomalowali mnie najpierw na Bonda, a i tak przypominałem Freddy Kruegera (mógłbym go grać bez charakteryzacji), kazali stać i ściśle trzymać się tematu. I tak udało mi się wtrącić nie na temat, lecz prowadzący spoglądał na mnie tak groźnie, że zacząłem zastanawiać się, czy nie ma tam jakiegoś akumulatora, który uspokaja niepokornych debatantów (może debatników?)

Nikt nie rozumie, że ten cały cyrk z bilingami i inwigilacją wynika z chorego systemu, który stworzył ludzi zainteresowanych wyłącznie własnym dobrem? Marzę o debacie, w której można będzie to wyraźnie, jasno i jednoznacznie powiedzieć. Uzmysłowić, jak chore są te służby.

Ale cóż?

Nie jestem generałem, ani asem, ani guru, ani poprawnym politycznie osobnikiem. Dla każdej strony. I dlatego byłem dziś w TVP dwukrotnie: pierwszy i ostatni. Zresztą, więcej i tak mnie nie zaproszą.

ps. W dodatku znowu pomylili mi imie i jeden redaktor będzie się tłumaczył przed szefami.