„Marność nad marnościami i wszystko marność (Biblia, Księga Koheleta). To chyba najlepsza recenzja sytuacji w jakie znalazł się, a w zasadzie został wprowadzony, „nasz nieszczęśliwy kraj” (to z „Lalki” Bolesława Prusa).
A smutek pogłębia fakt, że będąc pawiem narodów i papugą, teraz jesteś służebnicą cudzą (wariacja nt. „Grób Agamemnona” Juliusza Słowackiego).
Co prawda w miniony poniedziałek Centrum im. Adama Smitha ogłosiło już po raz 29 „Dzień wolności podatkowej” przypadający w tym roku 13 czerwca, tj. aż o 9 dni wcześniej niż w ubiegłym roku, ale jest to wynikiem wyłącznie kreatywnej księgowości naszego dzielnego rządu, a nie zmniejszenia obciążeń podatkowych, które od kilku lat systematycznie rosną – niestety.
Nawet dziecięcych marzeń o posiadaniu samochodziku elektrycznego, o którym swego czasu głośno mówił PMM, zostaliśmy pozbawieni. Co prawda w zapisanych na 249 stronach kowenantach (warunkach dodatkowych) do KPO zostaliśmy zobowiązani do ograniczenie liczby zabójczych dla klimatu samochodów spalinowych na rzecz „ekologicznych” samochodów elektrycznych, ale jak to zobowiązanie traktować poważnie skoro uczeni w piśmie (tj. fizycy, inżynierowie i ekonomiści) dowiedli, że wyprodukowanie, zasilanie i utylizacja samochodzików elektrycznych zużywa znacznie więcej energii niż jej potrzeba w przypadku samochodów spalinowych.
Poza tym nie jestem pewien, czy tak bezczelnie oszukiwany klimat, zachowa się równie spokojnie, jak polskie społeczeństwo po kolejnych rozminięciach się z prawdą przez Pierwszego Ministra naszego umiłowanego rządu.
Tym bardziej, że rzeczony rząd bohatersko walczy z „putinoinflacją”, która w odczuciu gospodarstw domowych już jesienią ubiegłego roku wynosiła ponad 20% (ten Putin to prorokiem musi być), brakami węgla na rynku – pewnie dlatego, że na Śląsku do głosu doszła „opcja niemiecka” i wreszcie brakiem gotówki z mitycznego KPO, którego w zamian (tj. za brak gotówki) mamy honor być żyrantem.
A tak poza tym nasze relacje z cioteczką UE coraz bardzie zaczynają przypominać stosunki z nieboszczką ZSRR. Istotą tamtych „partnerskich relacji” była wymiana handlowa polegającą na tym, że my im dawaliśmy świnie (znaczy się wieprzowinę eksportowaliśmy), a oni nam za to węgiel brali. Jak to historia kołem się toczy i jak tu nie studiować Hegla (to on powiedział o powtarzającej się historii jako własnej farsie).
Na szczęście, przy tych wszystkich dolegliwościach, są miejsca w kraju stanowiące swego rodzaju azyl od udręki dnia codziennego. Np. przy przystanku kolejki WKD przed Pruszkowem, albo na końcu ul. Aleksandrowskiej w Łodzi, ewentualnie dawniej na terenie obecnego osiedla akademickiego w Olsztynie.
Zatem nie jest jeszcze tak źle, jakby być mogło. Obyśmy zdrowi byli.
Autor: Ireneusz Jabłoński
Polski ekonomista, były wiceprezydent miasta Łodzi, przedsiębiorca, były burmistrz Łowicza.
Zostaw komentarz