Kolorowe, wesołe, wysilające się na śmieszność przedstawienie 2 WŚ, przesadna poprawność polityczna, zastąpienie swastyki flagą Cesarstwa Niemieckiego, alianccy żołnierze z katanami na plecach, kobiety z pomalowanymi na niebiesko twarzami i robotycznymi rękami to tylko część z najczęściej wymienianych zarzutów społeczności. Zamiast starać się dojść do konsensusu z graczami EA postanowiło pójść w totalną kontrę i przepychanki słowne, zarzucając innym bycie niedoedukowanym i prostym stwierdzeniem „zaakceptujcie to albo nie kupujcie”.

W czasie obecnie trwającej bety gracze odkryli coś, co dosłownie nimi wstrząsnęło. DICE postanowiło ocenzurować w grze drugowojennej frazy takie jak „nazi” oraz „white man”. Przykładowo „black man” nie podlega już cenzurze. Użycie skrótu „DLC” („Downloadable Content”, czyli tzw. dodatki do gry) również zostaje natychmiast zagwiazdkowane. Ku zaskoczeniu „DLC” nie zostaje ocenzurowane, jeżeli poprzedzi się go wyrazem „free” DLC.

Przy skrajnych nastrojach podzielonej społeczności gry oraz fatalnej liczbie zakupionych preorderow (aż 85% mniejszej niż konkurencyjnego Call of Duty: Black Ops 4) beta Battlefielda 5 jest jego ostatnią deską ratunku. Poza wyżej wspomnianą absurdalnie wymuszoną poprawnością polityczną gra cierpi na poważne problemy techniczne. A szkoda, bo mógł to być kolejny hit kładący konkurencję na kolana jak Battlefield 1 w 2017 r.