Ministerstwo energii USA ogłosiło we wtorek wielki przełom naukowy w badaniach nad pozyskiwaniem energii z fuzji jądrowej. Naukowcom z Lawrence Livermore National Laboratory w Kalifornii po raz pierwszy udało się pozyskać z reakcji więcej energii, niż w nią włożono. Ma to być pierwszy krok w kierunku osiągnięcia „źródła energii, które zrewolucjonizuje świat” – piszą media w Polsce (czytaj).

Nieprawda – to nie jest żadne „wielkie” osiągnięcie!

To raczej przyczynek naukowy o niewielkiej wartości. Rodzaj przeskalowanego i udoskonalonego eksperymentu w rodzaju tych, jakie w latach 70-tych minionego wieku prowadził w Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy WAT legendarny prof. Sylwester Kaliski.

Jest to zatem „proof of concept” technologii, która po latach z wielu powodów nie jest oceniana jako szczególnie obiecująca.

Od wielu lat główny kierunek rozwoju fuzji jądrowej obejmuje technikę laserową jedynie jako element inicjujący plazmę termojądrową. Za jej podtrzymanie ma jednak odpowiadać szczególnie ukształtowane pole magnetyczne. Podstawowym celem jest jak najdłuższe utrzymanie stabilnego strumienia plazmy, do którego można będzie dodawać podtrzymujących reakcję jądrową substratów (jąder deuteru i trytu), zanim dojdzie do takiego ich rozcieńczenia produktami syntezy (jądrami helu), że plazma zgaśnie. Obecny rekord – całe 30 sekund życia strumienia plazmy o temperaturze 100 milionów stopni Celsiusza należy do uczonych koreańskich.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.