Justyna Szymczak, 24 letnia, mieszkanka Aleksandrowa Łódzkiego w bardzo osobistej „babskiej” rozmowie dla portalu Pressmania, opowiada o życiu, problemach w wychowywaniu ciężko chorego synka i o swej ogromnej wewnętrznej sile jaką ma, by te codzienne przeciwności pokonywać: – „Magiczny środek, jak najwięcej miłości i uśmiechu. To leki na całe zło” – mówi Katarzynie Jaksik-Lądwik. – „Czuję się szczęśliwa wszystko czego w życiu doświadczyłam tak ukształtowało moją psychikę” – podkreśla dzielna mama. Wspaniały szczery wywiad, zrealizowany z potrzeby serca i chwili, bo my kobiety mamy tak mało czasu, aby po prostu sobie pogadać.

Katarzyna Jaksik-Lądwik: Powiedz mi jak spędzasz święta?

Justyna Szymczak z synem MarcysiemJustyna Szymczak: – Święta spędzam z moimi dziećmi. W domu i towarzystwie infekcji.

Mama się pochorowała czy dzieciaki?

– Dzieci i mama troszkę też.

A zajączek do Was przyszedł?

– Niestety nie. W tym roku poślizgnął się na śniegu (śmiech).

To może Mikołaj zbłądzi i jeszcze was odwiedzi? Co powinien mieć w worku?

– Mikołaj zawsze mile widziany z eliksirem zdrowia.

Na co miałby pomagać ten eliksir?

– Przy każdej napotkanej zarazie, po podaży na zasadzie ,,jak ręką odjął”, wyzwoli od niemile widzianych gości.

Jesteś mamą na cały etat? Masz jakieś magiczne środki? Może jakaś magiczna różdżka?

– Tak jestem mamą na cały etat. Magiczny środek, jak najwięcej miłości i uśmiechu. To leki na całe zło.

Ten uśmiech jest ci potrzebny zapewne, żeby pokonywać przeciwności losu… Jesteś mamą niepełnosprawnego syna? Opowiedz mi proszę o tym…

Justyna Szymczak z Marcelkiem– Tak. Mój straszy 5 letni syn Marcelek urodził się jako wcześniak z licznymi wadami wrodzonymi oraz współistniejącymi (małogłowie, hipoplazja robaka móżdżku, obustronny rozszczep wargi i podniebienia, obustronne wodonercze, pokrwotoczne wodogłowie), wady serca już wykluczono są natomiast jeszcze dodatkowe takie jak alergie itp. Od samego początku mój syn balansuje na krawędzi życia. Jest po wielu ciężkich infekcjach: płuc, mózgu i całego organizmu, codziennie walczy o oddech. Gdy miał 4 miesiące stwierdzono również zmiany malacyjne czyli zanikowe mózgu, w tym momencie funkcjonuje na ok. 25 mm struktury mózgowia, po implantacji zastawki komorowo – otrzewnowej zaniki ustąpiły. Jest pod opieką Centrum Opieki Paliatywnej – Hospicjum Domowe. Mimo tego ile już przyszedł w swoim krótkim życiu jest niezwykle radosnym i kontaktowym dzieckiem. Nie siada, nie chodzi, ale dumnie walczy i właśnie tym wspomnianym wyżej uśmiechem wypełnia po brzegi akumulatory szczęścia.

Jesteś więc dzielną mamą, z tego co wiem nie tylko Marcelka?

– Nigdy nie nazwałam siebie ,,dzielną”. Jak każda mama, kochająca spełniam swoją rolę jak najlepiej potrafię, to mój obowiązek. Marcel ma młodszego o rok braciszka, Nataniela.

Dla wielu kobiet jesteś synonimem dzielnej mamy. Wychowujesz swoich synów sama?

– Tak. Samodzielnie wychowuję chłopców.

Powiedz mi dzielna mamo (bo to już bezsprzecznie ustaliłam) jak ładujesz akumulatory?

Justyna Szymczak z synem– Zatem muszę z pokorą przyjąć określenie (śmiech). Akumulatory ładuję na różne sposoby. Głównym jest radość z życia, każdej danej nam chwili, z uśmiechu Dzieci, z głębokiego spojrzenia im w oczy, uścisku dłoni, buziaka, przytulenia, z codziennego słowa ,,mama”. To bezapelacyjnie najcenniejsze dary życia.

A czy taka pozytywna i serdecznie nastawiona do życia mama miewa chwile zwątpienia? Czy w ogóle one się mogą Tobie zdarzać?

– Czasem się zastanawiam czy podałam pewnym przeciwnościom losu, ale nie jest to zwątpienie. Miewam jak każdy gorsze chwile, ale są to chwile (śmiech), natychmiast przechodzę transformacje mózgu i nie dopuszczam negatywnych emocji, szukam rozwiązania sytuacji i brnę dalej z uśmiechem przez życie. Nie mogę wątpić w Marcysia aby on nie wątpił, nie mogę smutkiem karmić Natana, bo on mimo ciężkich chwil napawa optymizmem. W trójkę jesteśmy wzajemnym wsparciem.

Jak wygląda wasz pełen uśmiechu i miłości dzień?

– Każdy jest inny z pewnymi rutynowymi działaniami. Ważne, że wspólnie spędzony. Po półtorarocznej rozłące z Marcysiem, gdy był w szpitalu jeszcze bardziej doceniam te wspólne czytanie bajek, oglądanie telewizji czy choćby leżenie do góry brzuchem.

Pracujesz na etacie? Udzielasz się też społecznie z tego co wiem…. Jak znajdujesz w sobie tą siłę, żeby mimo wszystko jeszcze pomagać innym, wspierać ich w działaniach?

Justyna Szymczak z synami– To fakt, udzielam się jak tylko mogę. To też jeden z głównych sposobów na radzenie sobie z codziennością. Zawsze byłam wrażliwa na punkcie krzywd, które codziennie rujnują człowieczeństwo. Jeśli mogę być jakimś wsparciem i jeśli wiem, że można jakoś pomóc- robię to. Taka potrzeba serca. Nie chcę się zamykać w czterech ścianach, chcę działać w słusznych sprawach. Nie zatracać się tylko w swoim świecie, jest mnóstwo ludzi czekających na podanie pomocnej dłoni. Empatycznie jestem nastawiona do tego, na podstawie własnych doświadczeń i potrzeb. Kontakt z ludźmi jest niezwykle ważny.

A czy jest ktoś kto Tobie pomaga w codzienności?… Potrzebujesz takiego wsparcia jako mama niepełnosprawnego syna, jako kobieta?

– Oczywiście, że potrzebuję. Nikomu z samotnością nie jest do twarzy. Znajomości te, które mi pomagają są głównie wirtualne. Mam grupę wspaniałych przyjaciół tzw. ,,szurnięta ekipa” i kilka innych osób poznanych w sieci. Oczywiście zawsze też mogę liczyć na rodzinę ta najbliższą i Fundację, pod, której skrzydłami jest Marcelek.

Zdradzisz nam pod opieką jakiej fundacji jest Marcelek? Może ktoś z naszych czytelników będzie chciał Marcelkowi pomóc? Jak można to zrobić?

Marcelek syn Justyny Szymczak– Oczywiście, że zdradzę. Łódzka Fundacja ,,Gajusz”. Prowadzi Hospicjum Domowe, Stacjonarne oraz Perinatalne. Pomagają na wielu płaszczyznach. Będę wdzięczna za pomoc, tylko nadmienię, że dla wszystkich ,,Gajuszowych” Dzieci.

A powiedz mi proszę, co taka pozytywna osoba jak Ty lubi robić najbardziej? Jak spędzasz wolne chwile? Książka telewizor? Czy zupełnie nie masz na to czasu?

– Staram się znaleźć czas i na takie przyjemności. Dobry film, ciekawa książka czy spacer w deszczu, jak najbardziej (śmiech).

Jesteś typem romantyka, czy realistką?

– Śmieję się, że jestem niepoprawną romantyczką (śmiech). Wszystko zależy od sytuacji i tematyki jedno drugiego chyba nie wyklucza (śmiech).

Powiedz mi o czym marzysz?… ale Ty! Tak zupełnie egoistycznie podejdź do tego.

– Marzenia są nieodzowną częścią życia, ale wszystkie kręcą się w koło rodziny. Dom, wspólne święta, weekend nad morzem. jest też jedno marzenie choć wciąż nie egoistyczne. Studia medyczne.

A z wykształcenia jesteś?…

Justyna Szymczak– Ukończyłam jedynie liceum ogólnokształcące. Dalsze kroki ku rozwijaniu marzeń i ambicji uniemożliwiło macierzyństwo. To oczywiście nie wyklucza działań w obranym kierunku lecz teraz poświęcam się dzieciom, a na wszystko inne przyjdzie czas.

Oczywiście. jak najbardziej ci tego życzę, ale wracając do tematu Marcelka czego mu teraz najbardziej potrzeba? Zbieracie pieniążki na leczenie? Można przekazać mu 1 % podatku?

– Nade wszystko zdrowia. Siłą emanuje, miłości i szczęścia nigdy dość wiara też istotna.

Justynko powiedz mi tak szczerze, bo strasznie mnie korci, by zadać Ci to pytanie… Jesteś piękną kobietą, pewnie masz swoich adoratorów, czy jest ktoś kto oprócz synów zajmuje szczególne miejsce w Twoim sercu? Pytam, bo razem raźniej iść przez życie.

– Jest ktoś kto zajmuje miejsce serdecznego i wyjątkowego przyjaciela (śmiech).

Nic więcej nie powiesz?

Justyna Szymczak dzielna mama z synem Marcelkiem– Nie chcę zapeszyć i wybiegać za daleko w przyszłość. Wszystko czas pokaże.

Twoja kawa jest słodka czy gorzka? Z mlekiem czy czarna?

– Gorzka, czarna z mlekiem. (śmiech)

…Ale słodyczami grzeszysz, czy Twoja czekolada tez musi być gorzka?

– Kilkanaście lat choruję na cukrzycę w związku z tym nie mogę zbytnio szaleć, ale w kwestii czekolad akurat gorzkiej nie lubię.

Jesteś szczęśliwą kobietą?

– Z pełną świadomością mogę potwierdzić, że tak. Czuję się szczęśliwa wszystko czego w życiu doświadczyłam tak ukształtowało moją psychikę.

Fajnie, że to mówisz, szczerze – nie dowierzam. Skąd w Tobie tyle siły, to jakieś wewnętrzne perpetum mobile…?

Justyna Szymczak ze swoim synem Marcysiem– Siły nauczył mnie Marcyś, Nataniel to pieczętuje. Wszystko jest kwestią nastawienia. Powtórzę si,ę ale uśmiech i miłość, której doświadczam to siła (śmiech).

Dziękuję Ci za tą wspólną ,,kawę” wypitą o nieprzyzwoicie późnej porze. Życzę Ci wszystkiego dobrego, ucałuj synów. Dziękuję za rozmowę.

– Ja również dziękuję!

Z Justyną Szymczak rozmawiała Kasia Jaksik-Lądwik.