Tato, piszę do Ciebie ten list w drugą rocznicę Twojego odejścia.

Pamiętasz, kiedy uczyłeś mnie jeździć na małym rowerku. Miałem wówczas jakieś cztery lata. Dałeś mi ten rowerek, ale nie doczepiłeś do niego dwóch kółek, które zwykle mocuje się do tych dziecinnych. Powiedziałeś „naucz się od razu jeździć jak dorośli”. Denerwowałem się, bo więcej tam było wywrotek i obdartych kolan niż jazdy. I tak było zawsze – stawiałeś wymagania trudne. Ale już samo ich podjęcie, było często w Twoich oczach zwycięstwem. Dziękuję Ci za miłość połączoną z hartowaniem charakteru. Za wyrozumiałość połączoną z wysokimi wymaganiami.

Nasze trwanie, choć po ludzku rzecz ujmując, skończone, jest jednak nieskończone. Tak jak w godzinie jest nieskończona ilość kawałków czasu, ułamków ułamków sekund. Jak we fraktalu są kolejne fraktale. Tak też Twój duch wydał i wyda nieskończenie wiele owoców. Na polu wolności, solidarności, sprawiedliwości. Na polu poszukiwania nowego, lepszego świata.

Zawsze wierzyłeś, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Tak. W miłości, w dobrych czynach, w sprawiedliwszej Polsce, w lepszej Europie i coraz bardziej szlachetnym świecie – będziesz już na zawsze obecny. Będziesz głęboko. Twoje ziarno wydało obfity owoc.

Wiara łączy nas duchem.
Wiara w sens naszego trudu, wiara w sens coraz bardziej rozszerzającego się życia, wiara w dobro, wiara w sens naszego istnienia, „tożsamego z niepojętym Bogiem” – łączy nas duchem. Łączy i sprawia zarazem, że to co myślę, to co piszę do Ciebie, jest już także częścią Ciebie. Dociera do Ciebie.

Dziękuję Ci za wszystko.

Nic ciemność. Przez nią przepłyniem,
a ręce na niej – promień
w błogosławionym czynie.

Autor: Mateusz Morawiecki

Źródło: Facebook/Mateusz Morawiecki