Myślę, że kandydatura Szymona Hołowni w wyborach prezydenckich działa na korzyść PiS; nie chciałbym wchodzić w teorie spiskowe, jednak czasami nawet zastanawiam się czy nie jest to akcja zainicjowana i finansowana przez partię obecnie rządzącą Polską. Nie wszystko w polityce rozgrywa się wprost i oficjalnie. Co PiS zyskuje na Hołowni? Dzięki wejściu (lub jak kto woli: wprowadzeniu) do gry publicysty Tygodnika Powszechnego, PiS może uniknąć efektu, który okazał się dramatyczny w konsekwencjach dla poprzedniego prezydenta, Bronisława Komorowskiego; efekt ten nazywa się Paweł Kukiz; w kontekście najbliższych wyborów nie chodzi jednak o osobę Kukiza (czyli czynnik personalny) lecz o mechanizm (czynnik socjo-polityczny).

Syndrom zapalnika
W roku 2015 w wyborach prezydenckich zwyciężył Andrzej Duda, w ten sposób doszło do poważnego przesilenia politycznego, a następnie przełomu, jednakowoż to nie Duda uruchomił te procesy, lecz Paweł Kukiz.
Kukiz był „iskrą” zapalającą „ląd” z „beczką prochu”.

PiS obawia się tego scenariusza. Najniebezpieczniejszym dla formacji Jarosława Kaczyńskiego wariantem jest sytuacja, w której na arenie wyborów prezydenckich pojawia się kandydat dysponujący atutem świeżości i stanowiący ofertę: z jednej strony dla nowych wyborców; zaś z drugiej dla tej populacji społecznej, która chce się wyłamać z podziału PO-PiS, który jest już zgrany.

Taki kandydat mógłby się stać trzecia siłą polityczną w Polsce, skupić na sobie relatywnie duże poparcie społeczne, i w drugiej turze wyborów przekazać głosy na rzecz kandydatki Platformy Obywatelskiej, którą zostanie najprawdopodobniej: Małgorzata Kidawa-Błońska.

W roku 2015 w funkcję tę wpadł Paweł Kukiz; w najbliższych wyborach tę samą rolę mógłby odegrać Władysław Kosiniak-Kamysz.

Przeciwników PiS jest więcej
Kalkulacja jest następująca. W najbardziej optymistycznej wersji Kosiniak mógłby zwyciężyć z Kidawą-Błońską w pierwszej turze i zmierzyć się z Andrzejem Dudą w drugiej. Wówczas miałby ogromne szansę na zwycięstwo, gdyż przeciwników PiS jest w Polsce więcej, antyPiS jest silniejszy, tymczasem druga tura wyborów stałaby się naturalnymi prawyborami i wyłoniła kandydata, którego przeciwnicy PiS mogliby w starciu z Andrzejem Dudą poprzeć.

W mniej optymistycznym dla Kosiniaka-Kamysza wariancie, zdobywa on pewną trzecia pozycję, staje się – wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym – w polskiej polityce „trzecią siłą”, skupia wokół siebie od 10 do 15 proc. głosów, i jest rozgrywającym, w tym sensie, że decyduje kto w finałowej konfrontacji zostanie prezydentem: walczący o reelekcję Andrzej Duda czy Małgorzata Kidawa-Błońska.

Przekazanie głosów przez Kosiniaka-Kamysza na kandydatkę PO mogłoby mieć decydujące znaczenie i zadecydować o tym kto będzie prezydentem; mogłoby mieć również wpływ w kontekście ewentualnej przyszłej koalicji stworzonej po kolejnych wyborach parlamentarnych (albo nawet wcześniej), przez ugrupowania centrowe i ludowców.

Rozbrajanie procesu
Dla PiS-u najgroźniejszy jest scenariusz pt. Władysław Kosiniak-Kamysz. Po pierwsze, jeżeli prezes PSL wejdzie do drugiej tury, to prosta matematyka przesądza o tym, że wygra z Andrzejem Dudą; po drugie, nie wchodząc nawet do drugiej tury, może wesprzeć Kidawę-Błońską, przyczyniając się do jej zwycięstwa.

Dla PiS-u „najtrudniejszym orzechem do zgryzienia” będzie Władysław Kosiniak-Kamysz, a najłatwiejszym Małgorzata Kidawa-Błońska. Duda może przegrać wybory jedynie wówczas, kiedy Kosiniak-Kamysz zwycięży z nim bezpośrednio w drugiej turze albo przyczyni się do porażki aktualnego prezydenta pośrednio, przekazując głosy na jego rywala w drugiej turze: najprawdopodobniej Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Kandydat pod tytułem Hołownia osłabia Kosiniaka-Kamysza, a mówiąc jeżykiem bardziej socjologicznym, minimalizuje szanse na wystąpienie procesu/mechanizmu, który w 2015 roku przyczynił się do niespodziewanej porażki ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, a którego egzemplifikacją, uosobieniem (tego procesu) był Paweł Kukiz. To właśnie Kukiz uruchomił pięć lat temu polityczne „wibracje”, które skanalizował oraz zdyskontował Andrzej Duda, odnosząc tryumf w wyborach prezydenckich i rozpoczynając okres dominacji PiS.
W takich okolicznościach nastąpił w 2015 roku przełom. Obecnie PiS chce za wszelką cenę takiego momentu krytycznego uniknąć.

Wentyl bezpieczeństwa
Kandydatura Hołowni jest o tyle istotna, że dzieli ewentualny potencjał społeczny, który mogłyby się stać zasobami trzeciej politycznej siły, na dwa. Start Hołowni powoduje, że Kosiniak-Kamysz, ale także Małgorzata Kidawa-Błońska będą słabsi. Zaś w drugiej turze domniemany elektorat Hołowni automatycznie, odruchowa – na zasadzie pewnej bliskości światopoglądowej – poprze kandydata PiS, Andrzeja Dudę, nawet gdy Hołownia o to nie zaapeluje.
W tym sensie Hołownia jest dla PiS-u kimś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa.

I to może być dla rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich wydarzenie kluczowe.
Należy uważnie przyglądać się kampanii Szymona Hołowni. Jeżeli sam zbierze podpisy uprawniające do zgłoszenia kandydatury w wyborach prezydenckich (co nie jest takie proste, w końcu potrzebne jest pisemne poparcie 100 tys. osób uprawnionych do głosowania), jeśli zacznie organizować rozmaite polityczne eventy, a jego oddziaływania medialne przybiorą na sile oraz efektywności, to znaczyć będzie, że ktoś mu pomaga.

Ktoś kto ma w tym interes…
Oczywiście nie wykluczona jest również sytuacja, że Szymon Hołownia zgłosił swój polityczny akces w wyborach prezydenckich samodzielnie, próbując wykorzystać (i wpisać się) w pewne spontaniczne oraz oddolne procesy.
Tak czy inaczej, jego kandydatura raczej ułatwia niż utrudnia zadanie kandydatowi PiS, Andrzejowi Dudzie.

Autor: Roman Mańka
Pisarz i publicysta, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).

Fot. scren tvn24.pl