Jak widać już z tekstu prezydenckiego projektu ustawy uwagi zamieszczone przeze mnie wczoraj są jak najbardziej zasadne. Niestety, to nie koniec.

Przede wszystkim zdumienie budzi (i nie tylko moje) wprowadzenie nowego typu składu orzekającego. Tym razem po raz pierwszy w historii Sądu Najwyższego wprowadzony został tzw. czynnik społeczny, czyli ławnicy.

Zgodnie z art. 48 projektu ławnikiem SN może zostać osoba, która:

1) posiada wyłącznie obywatelstwo polskie i korzysta z pełni praw cywilnych i obywatelskich;

2) jest nieskazitelnego charakteru;

3) ukończyła 40 lat;

4) w dniu wyboru nie ukończyła 60 lat;

5) jest zdolna, ze względu na stan zdrowia, do pełnienia obowiązków ławnika Sądu Najwyższego;

6) posiada co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe.

Obszerny katalog wyłączeń zawiera kolejny artykuł, ale tym zajmować się nie widzę potrzeby.

Z brzmienia kolejnych przepisów wynika, że ławnik ma być wybierany przez Senat RP na 4-letnią kadencję.

Udział tzw. czynnika społecznego byłby ograniczony jedynie do spraw dyscyplinarnych oraz rozpoznawania skargi nadzwyczajnej.

Sprawy dotyczące skargi nadzwyczajnej mają być rozpatrywane przez dwóch sędziów zawodowych i jednego ławnika.

Praktyka, jeszcze z okresu PRL, dowiodła ponad wszelką wątpliwość, że nawet w składzie jeden sędzia zawodowy i dwóch ławników dochodziło do supremacji zawodowego prawnika, co prowadzi do wniosku, że pojedynczy ławnik będzie pełnił jedynie funkcję ozdoby.

Bo przecież realnie jego wpływ będzie żaden.

Na dodatek skarga nadzwyczajna dotyka dość trudnej materii, wymagającej znajomości przepisów.

Bo jak inaczej ocenić, czy orzeczenie narusza rażąco prawo, czy nie?

Tymczasem ławnikiem może być osoba posiadająca wykształcenie średnie.

Póki co nie ma jeszcze techników o specjalności prawniczej, a więc taki ławnik może nie mieć pojęcia, czego sprawa dotyczy.

Dowiadywanie się 0 co chodzi z lektury wniesionej skargi, to stanowczo zbyt mało.

Dlatego stawiam tezę, że jeden ławnik w trzyosobowym składzie to jedynie kamuflaż, mający wytworzyć pozór obecności społeczeństwa przy wyrokowaniu bez zapewnienia realnej szansy na przegłosowanie „zawodowców”.

W sferze umownie zwanej merytoryczną trzeba jeszcze odnotować  kolejne ograniczenie zawarte w art. 86 projektu:

od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej (…)

Zatem Sąd w pierwszej kolejności musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zmiana choćby najbardziej bzdurnego wyroku jest konieczna dla zapewnienia praworządności i… sprawiedliwości społecznej.

I oto mamy kolejną przeszkodę dla Kowalskiego. Bo  przecież pojęcie sprawiedliwości społecznej jest nieostre.

Wystarczy przypomnieć, ile problemów rodzi  konstytucjonalistom (vide: art. 2 Konstytucji).

Wynikają one przede wszystkim z tego, że  zawiera ono zbyt mało „dostatecznie precyzyjnych i jednoznacznych przesłanek do formułowania ocen prawnych, które byłyby wolne od arbitralności czy czysto subiektywnych przekonań aksjologicznych reprezentowanych przez poszczególne składy orzekające” (Trybunał Konstytucyjny, wyrok z 12 grudnia 2001 r., sygn. SK 26/01).

Tak więc zaproszenie, ba, szeroko pojęta brama dla arbitralności składów orzekających jest otwarta na oścież.

Pozostałe uwagi co do treści wspomnianego przepisu prezydenckiego projektu podnosiłem wczoraj.

Pozytywnie natomiast należy stwierdzić proponowane rozciągnięcie działania ustawy aż do orzeczeń, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku przez pierwsze trzy lata obowiązywania ustawy (art. 115 § 1 projektu). Potem czas został ograniczony do lat 5 (z wyjątkiem spraw karnych, gdzie wniesienie skargi nadzwyczajnej na niekorzyść skazanego nie byłaby możliwa po 6 miesiącach od daty rozpatrzenia kasacji bądź uprawomocnienia się wyroku skazującego).

Jednak w przypadku, gdy zaskarżone orzeczenie prawomocne jest od co najmniej 5 lat i wywołało nieodwracalne skutki prawne lub przemawiają za tym zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji, Sąd Najwyższy może ograniczyć się do stwierdzenia wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa oraz wskazania okoliczności, z powodu których wydał takie rozstrzygnięcie (§ 2).

Dziwi również fakultatywność ustanowienia instytucji rzecznika interesu społecznego. Wydaje się, że osoba taka powinna być umocowana na stałe i usytuowana albo przy Prokuraturze odpowiednio wysokiego szczebla, albo też przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, jednak jako organ niezależny. Nadto strona wnosząca skargę musi mieć prawo do występowania przed SN bądź to osobiście, bądź też przez dowolnie wybranego pełnomocnika.

Oczywiście to tylko projekt.

Jak każdy może ulec zmianom.

Jednak sama myśl o tym, że są w Polsce wyroki złe, krzywdzące strony, jak mówiono przed wojną „wołające o pomstę do Nieba”, jest czymś nowym.

Nowym szczególnie dlatego, że nie jest wyrażana podczas kampanii wyborczej, ale w trakcie trwania kadencji.

To jest najważniejsze, proszę państwa.

26.09 2017