Gdyńska marynarka napotkała ciężki opór na wysokości Orłowa. Dzielnie bronili się gdańscy pocztowcy, ale byli bezradni wobec miażdżącej przewagi wroga. Zaatakowali ich jednocześnie komandosi z Zamenhofa i 1 Brygada Zmechanizowana im. gen. Orlicz-Dreszera z Grabówka, wspierana przez najemników reprezentujących liczne gdyńskie zgody. W tym samym czasie w kilkunastu galeriach handlowych na terenie Gdyni wybuchły bardzo silne ładunki bombowe. Walki toczyły się również na terenie trójmiejskiej obwodnicy, gdzie grupa partyzantów z Moreny zaskoczyła przegrupowujące się oddziały Szarych Szeregów z Pustek Cisowskich. Bardzo szybko do wojny włączył się Tczew, podobnie Pruszcz i Bytów. Po trzech dniach przerażony prezydent Duda wezwał cały naród do obrony zagrożonej ojczyzny i zaapelował do ONZ o potępienie mieszkańców nadmorskich miejscowości.
(…)
Przed chwilą Radio Kaszebe podało, że walki toczą się na całej szerokości frontu.
(…)
Wojna futbolowa trwała kilka dni. Jej ofiary: sześć tysięcy zabitych, kilkanaście tysięcy rannych. Około pięćdziesięciu tysięcy ludzi straciło domy. Zniszczono wiele osiedli mieszkaniowych. W wyniku interwencji władz centralnych oba miasta zaprzestały działań wojennych, ale do dzisiaj na granicy Gdańska i Gdyni wybuchają zbrojne utarczki, giną ludzie i płoną samochody.
(…)
Prawdziwa przyczyna tej wojny była następująca: Gdynia, najdzielniejsze i najpiękniejsze dziecko II Rzeczypospolitej, była za dumna, żeby żyć w cieniu innego miasta. Zadania nie ułatwiał toczący się od lat silny personalny konflikt między prezydentami obu grodów. Nie sposób winić jednak tylko włodarzy miast, bo powodów do wzajemnej niechęci było mnóstwo. Gdańsk to większe terytorium, większa liczba ludności i znacznie dłuższa historia. Właśnie z tej długiej historii od niepamiętnych czasów jedni i drudzy potrafili uczynić atut w swojej sprawie. Jedni podkreślali długoletni niemiecki charakter miasta, drudzy tysiącletnią tradycję. Ci mówili o zdradzie interesów narodowych, tamci o silnej lokalnej tożsamości. Jedno jest pewne ponad wszelką wątpliwość. Dla mieszkańców obu miast granica między futbolem a polityką była niezmiernie wąska.
(…)
Dzień przed meczem, od którego się wszystko zaczęło, jeden z gdyńskich fanatyków napisał w sieci: – Może wam się wydawać, że jesteście aktualnie na pierwszym miejscu w Ekstraklasie. Macie większy potencjał, pieniądze i Bóg na niebie wie, co tam jeszcze. My jesteśmy u siebie. I tanio skóry nie sprzedamy, tego możecie być pewni. W naszej ukochanej Gdyni czeka na was jutro piekło.

Tekst jest z pogranicza political fiction. Trzymajcie za naszych 🙂

Młodsi koledzy mówią wszystko, co najważniejsze.

artur-ceyrowskiAutor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz