Dyrektorka wszystkiego znów zajmuje uwagę swoją Znakomitą Osobą. Nie odejdzie polubownie z miejskiej instytucji kultury.
To nawet nie jest śmieszne.
Maria Anna Potocka, zwana Maszą, ma teraz 74 lata i – mimo sądowego wyroku – ma suty kontrakt gwarantujący dyrektorski fotel do roku 2031. Kontrakt podpisał tuż przed końcem urzędowania były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Ni z gruszki ni z pietruszki podpisał, bo poprzedni skończy się – uwaga, uwaga! – dopiero w listopadzie 2025.
Od lat jedni się wściekali, a inni kpili z jej rządów, wystaw, książek… Lecz środowisko pętał strach. I poczucie niemocy wobec mocy teflonu. Majchrowski apele o konkursy lekceważył. Krytyki merytorycznej, podważającej nie tylko prawomocność powołania, czy pomiatanie ludźmi, lecz samą wartość programu MOCAK-u, też nie słuchał. A w zderzeniu z maszynką promocyjną „ikony” takie głosy nie miały szans na wybrzmienie. Dopiero teraz coś pękło. Po wyroku sądu, który uznał Maszę Potocką winną mobbingu.
Obecny prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zapowiedział, że 'betonowy’ kontrakt chce rozwiązać za porozumieniem stron. Nic z tego. Bo Potocka chce być dyrektorem for ever.
Miszalskiego przywołano zresztą szybko do porządku. W liście otwartym Znakomite Osoby uznały dymisję Potockiej za „szkodliwą dla kultury Krakowa rozrzutność kulturową”.
Rzecz była do przewidzenia.
Zapewne niektórzy z sygnatariuszy słabo się orientowali w sytuacji. Czy zareagowali na wołanie „biją naszych!” ?
A wtedy pytanie brzmi: kto jest nasz, komu więcej wolno i dlaczego?
Bo prezydent podjął słuszną decyzję. Czas był najwyższy, żeby MOCAK przewietrzyć i odmłodzić. Zwłaszcza po tym jak sąd uznał Potocką winną. Ani zarządzana przez nią instytucja, ani ona sama (w procesie cywilnym) od wyroku się nie odwołali. A ten casus jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo innych bulwersujących nadużyć władzy, jakich dopuszczała się dyrektorka miejskiej instytucji kultury, było mnóstwo. Opisała to red. Angelika Pitoń w krakowskiej edycji Wyborczej. Magda Ujma pracowała z Maszą 7 lat. I opowiada: „raz miała okres, w którym interesowała się tym, co dzieje się w Bunkrze Sztuki, obsesyjnie nas sprawdzała, kontrolowała, wzywała na rozmowy. A potem przychodził czas, w którym rzadko ją widzieliśmy; bo pisała książkę, albo ją promowała… Zmieniała ‘ofiary’: dziś czepiam się ciebie, ale za dwa dni znajdę sobie kogoś innego. Przychodziła do pracy z psem. Miała taką psinę, kundelka. Wszyscy oglądaliśmy proces zastraszania tego psa. Masza mówiła, że musi złamać mu charakter. Myślę, że to było jej motto w ogóle — że nas też w pracy miała tak złamać, zdominować, podporządkować sobie.”
Relacja, która daje do myślenia. Lecz tylko ci z najmocniejszą pozycją zawodową i środowiskową mogli sobie pozwolić na wystąpienie pod nazwiskiem. Wielu z kiedykolwiek zatrudnionych w Bunkrze Sztuki czy w MOCAK-u do tej pory obawia się jawnie krytykować dyrektorkę wszystkiego. Zdają sobie sprawę, że zostaliby objęci fatwą przez grono bardzo wpływowych osób.
List w obronie Potockiej podpisali Krystyna Janda, Róża Thun, Maja Komorowska, Krystyna Zachwatowicz, Anda Rottenberg i inne Znakomite Osoby. Czy znały sytuację, czy tylko pochopnie odpowiedziały na jakieś wezwanie? Bo w niektórych przypadkach trudno wyjaśnić dlaczego znalazły się wśród sygnatariuszy. Np. mieszkający w Warszawie reportażysta Cezary Łazarewicz, który nigdy ani sztuką współczesną, ani instytucjami kultury się nie zajmował. Dlaczego wśród wzywających prezydenta Krakowa do opamiętania jest dziennikarz śledczy Wojciech Czuchnowski ale nie ma mieszkającego w Krakowie wielkiego artysty Wilhelma Sasnala. Raczej nie przez roztargnieni listu wspierającego Potocką nie podpisały Marta Deskur, czy Małgorzata Kazimierczak –przewodnicząca Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA.
Besztające prez. Miszalskiego Znakomite Osoby pewnie nie przypuszczały, że ich list nazywany zostanie „listem hańby”. Czy zadały sobie trud by wysłuchać niszczonych przez dyrektorkę ludzi? No gdzieżby; przecież ci robotnicy kultury nie mają do nich telefonów i vice versa. Czy Znakomite Osoby zauważyły, że Potocka od ćwierć wieku po prostu ‘dostawała’ kierownicze stanowiska w krakowskich instytucjach kultury. Bez konkursu. W 2019 roku doszło nawet do unii personalnej: MOCAKIEM i Bunkrem Sztuki zawiadowała ta sama Potocka. A to przecież nie wszystko, bo były prezydent Jacek Majchrowski powierzył jej też trzecią instytucję, czyli Kossakówkę.
Z Kossakówką było i śmieszno i straszno. Sprawa popadającej w ruinę willi Kossaków wywołała pod Wawelem wielkie poruszenie. Było oczywiste, że to miejsce należy uratować. SKOZK [ Społeczny Komitet Odbudowy Zabytków Krakowa] przeznaczył na ten cel niemal 7 milionów złotych czyli ponad 70% kosztów remontu konserwatorskiego. Uporządkowaniem prawnym zajęło się Miasto, a różni specjaliści pomagali pro bono w kwestii dokumentacji.
Kiedy jednak Potocka ogłosiła zamiar wygumkowania Kossaków i pomysł własny powołania tam „Muzeum Historii Sztuki od średniowiecza po współczesność”, krakowianie się zbuntowali. Pisałam wtedy w Dzienniku Polskim, że koncepcja dyrektorki MOCAKu ulokowania w malutkiej willi (300 m kw.) z resztką ogrodu takiego muzeum wystawia Kraków na pośmiewisko. Bo logicznym przeznaczeniem Kossakówki byłoby uczynienie zeń miejsca opowieści o tym jak rodziła się i promieniowała krakowska inteligencja, i jak nastąpił tego kres. Dopiero presja społeczna zmusiła Potocką do porzucenia nonsensownego planu.
O tym było naprawdę głośno. Jakim więc sposobem Znakomite Osoby mogły całkiem na serio podpisać się pod stwierdzeniem, że Masza Potocka „pozyskała i uratowała Kossakówkę”?
Wedle nieco podobnego scenariusza rozwijały się sprawy wokół Bunkra Sztuki, gdzie wprawdzie protesty środowisk okazały się skuteczne ale i tak prezydent Majchrowski dyrektorką mianował Marię Annę Potocką.
Chwała nam i naszej ikonie, ch*** precz! Nowa Janion i nowy Błoński w jednej osobie będzie dyrektorką for ever.
Jednak nie!
W kolejnym już liście 427 osób żąda dymisji ikony. I są wśród nich Wilhelm Sasnal i Małgorzata Kazimierczak, o których wspominam wyżej. Piszą o dyrektorce wszystkiego tak: „Jej „zasługi” dla kultury to część mitologii wytwarzanej latami przez krąg towarzyski Marii Anny Potockiej, która ma na celu jedynie ugruntowanie jej środowiskowej i zawodowej pozycji.”
Prezydent Miszalski wszczął procedurę odwołania Marii Anny Potockiej.
Na fotografii głębia myśli jakimi obdarowywała nas ikona. Pożyczone od @Mateusz Koński.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz