Tusk szuka nowego politycznego przeciwnika. Czy teraz celem stanie się prezydent Nawrocki?

Donald Tusk potrzebuje nowego politycznego przeciwnika, wokół którego będzie mógł mobilizować własny elektorat. Przez lata tę rolę odgrywał PiS. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie budzi już takich emocji jak jeszcze kilka lat temu, a na prawicy pojawiły się nowe zjawiska i nowe podziały.

W tej sytuacji coraz częściej można odnieść wrażenie, że rolę głównego zagrożenia w narracji obozu rządzącego ma przejąć prezydent Karol Nawrocki. Z wypowiedzi przedstawicieli koalicji można wywnioskować, że będzie on przedstawiany jako polityk, który rzekomo zamierza wykorzystać wszelkie dostępne środki do przejęcia pełni władzy.

Jest jednak pewien zasadniczy problem z taką narracją. Karol Nawrocki już sprawuje władzę – jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, wybrany w wyborach powszechnych i wyposażony przez Konstytucję w konkretne kompetencje. Trudno więc mówić o „próbie przejęcia władzy”, skoro część tej władzy już posiada z mocy ustawy zasadniczej.

Premier znajduje się dziś w trudnym położeniu politycznym. Z jednej strony PiS nie jest już tak wygodnym przeciwnikiem jak dawniej. Z drugiej – nie wiadomo, jaką strategię przyjąć wobec Mateusza Morawieckiego, którego część komentatorów postrzega jako potencjalnego lidera nowego projektu politycznego. Równocześnie rosną notowania Grzegorza Brauna, co dodatkowo komplikuje układ sił po prawej stronie sceny politycznej.

Jeżeli do kolejnego Sejmu weszłoby kilka konkurujących ugrupowań prawicowych, utworzenie większości przez obóz Donalda Tuska mogłoby okazać się znacznie trudniejsze niż obecnie. Nic więc dziwnego, że walka o polityczną narrację nabiera coraz większego znaczenia.

Nie można również wykluczyć, że wraz z pogarszającymi się relacjami społecznymi między częścią Polaków i Ukraińców temat ten będzie coraz częściej pojawiał się w debacie publicznej. Istnieje ryzyko, że pojedyncze incydenty będą wykorzystywane do budowania szerokich ocen całego społeczeństwa lub do odwracania uwagi od innych problemów politycznych. Taki sposób prowadzenia debaty sprzyja polaryzacji i utrwalaniu podziału na „my” i „oni”.

W tej atmosferze szczególna odpowiedzialność spoczywa także na mediach. Zamiast pogłębiać emocje i wzmacniać plemienne podziały, powinny dążyć do przedstawiania faktów oraz tworzenia przestrzeni do rzeczowej dyskusji.

Polska polityka coraz bardziej przypomina konflikt oparty na emocjach, w którym przeciwnik staje się wrogiem, a każda kolejna kampania wymaga wykreowania nowego zagrożenia. Pytanie brzmi, czy taka strategia rzeczywiście służy państwu, czy jedynie krótkoterminowym interesom politycznym.

Fot.: KPRP/prezydent.pl