Prosimy o przeczytanie i udostępnianie.

Oświadczenie

W związku z publikacją Szymona Jadczaka pt. Bóg, Ojczyzna, fortepian. Jak ludzie PiS dali się ograć sprytnemu Szwajcarowi (WP, 23.09.2024 r.) informuję, że artykuł ten jest pełen nieścisłości, a wnioski w nim zawarte (łącznie z prześmiewczym tytułem) daleko odbiegają od stanu faktycznego.

Przede wszystkim należy pamiętać, że fortepian Boesendorfera stanowił fragment całej kolekcji po Ignacym Janie Paderewskim, w skład której wchodziło ponad 100 przedmiotów, różnej jakości i rangi. Wszystkie, według świadectwa szwajcarskiego właściciela, miały pochodzić z Riond-Bosson, wilii Mistrza znajdującej się wraz z innymi budynkami i posiadłością w Morges (Szwajcaria). Wśród tych przedmiotów odnajdziemy m.in. mebelki z wilii Paderewskiego w tym stolik brydżowy, rękopisy w tym Mistrza i notatniki – w tym szkicownik syna Alfreda, listy, fotografie i liczne kartki pocztowe, orkiestra kocia – czyli figurki kotów grających na różnych instrumentach, instrument, czy rękodzieło Heleny Górskiej, małżonki Mistrza, itd. Wartość materialna całej kolekcji właściciel ocenił na ok. 300 tys. polskich zł, co – rzecz jasna dla budżetu państwa – nie jest kwotą porażającą. Tym bardziej, że od początku można było przypuszczać (a co zostało potwierdzone dopiero w Polsce), że najcenniejszy instrument (fortepian) jest wysokiej jakości, z rzadkiej kości słoniowej i nadający się do wykorzystania. Wartość kulturowa i emocjonalna kolekcji była dla mnie daleko większa. I. J. Paderewski był jedną z najważniejszych postaci w polskiej historii, dzięki której zdobyliśmy niepodległość w 1918 r., pierwszym premierem (Prezydentem) RP.

Powodem trudnej do oszacowania wartości kolekcji był także fakt, że ostatnio była ona przedmiotem publicznej prezentacji w 1954 r. czyli 70 lat temu, kiedy to ówczesny właściciel nieruchomości pochodzących z Riond Bosson wystawił posiadany sprzęt po Paderewskim na sprzedaż w domu aukcyjnym ojca ostatniego właściciela, czyli mojego kontrahenta. Od tej pory do 2022 r. nikt poza właścicielami kolekcji o niej nie wiedział. (Być może były próby ze strony właściciela osobnej sprzedaży fortepianu, ale szczęśliwie nie powiodły się). Wartość muzealna i historyczna kolekcji była zatem znacząca; jest to ostatni tak liczny zestaw arte factów po Mistrzu, który mógł zostać kupiony przez państwo polskie. Trudno się dziwić, że podjęto starania. Dowodem na pochodzenie kolekcji Paderewskiego był przede wszystkim katalog z aukcji z 1954 r. oraz wygrawerowane napisy (nie tylko na fortepianie) świadczące o własności zgromadzonych arte factów. Napis ten brzmiał następująco: „Vente Riond Bosson Paderewski 1954 r.”. Znajduje się na wszystkich przedmiotach, w tym na fortepianie. Gazeta lozańska wychodząca w 1954 r. („Feuille d’ avis de Lausanne”, z 26. 10. 1954 r.) także informowała o aukcji, podkreślając, że wszystkie przedmioty na wyprzedaży zostały „marque au feu”, czyli zaopatrzone w wygrawerowany napis, by nigdy nie stworzono podróbek.

Głównym negocjatorem – od początku w porozumieniu ze mną jako dyrektorem IDMN im. R. Dmowskiego i I. J. Paderewskiego – została Ambasada RP w Szwajcarii, której udało się wstrzymać sprzedaż kolekcji na czas uzyskania zgody przeze mnie na ewentualny jej zakup w ramach budżetu rocznego na rok 2022 oraz potwierdzenia autentyczności kolekcji, w tym fortepianu. Ambasada RP w Szwajcarii wykazała się należytą starannością, nie tylko docierając bezpośrednio do właściciela, ale także poddając analizie całą kolekcję i spotykając się z wieloma osobami doskonale znającymi biografie I. J. Paderewskiego i muzealia związane z jego rezydencją. Także właściciel kolekcji potwierdzał jej autentyczność, pamiętając słowa swego ojca który przeprowadzał aukcję w 1954 r.

Faktem jest, że fortepian Bo nr seryjny 24219 został dostarczony do Lozanny w 1927 r. do pana Jean Hubera. Warto dodać, że J. Huber miał wyłączność na sprzedaż fortepianów marki Boesendorfer na terenie Szwajcarii. Wiadomo było, że z firmy tej korzystał także Paderewski, choć trudno było wskazać czy ten konkretnie zamówiony fortepian miał znaleźć się w domu Mistrza. A zatem, to nie pan Jadczak „odkrył” pochodzenie fortepianu, a Ambasada RP w Szwajcarii w 2022 r., w trakcie uzgadniania warunków zakupu kolekcji. Niestety, autor artykułu z WP nie zdołał porozmawiać z głównym negocjatorem umowy dotyczącej m.in. zakupu fortepianu, co – rzecz jasna – powinno skutkować zaniechaniem przez niego opisywania swego „detektywistycznego śledztwa”. Tak się jednak nie stało, a inne media bezmyślnie dalej kolportują kłamliwe treści. Dlaczego zatem podczas jesiennej prezentacji w listopadzie 2023 r. w Zamku Królewskim mówiłem o fortepianie z ok. 1850 r. ? Rzeczywiście, początkowo nie dopatrzono się pierwszej (zatartej) litery nr seryjnego, co zmyliło zarówno mnie, jak i wszystkie strony które widziały ostateczną wersję umowy podpisaną między IDMN a właścicielem kolekcji. Data produkcji i zakupu, choć ważna, nie stanowi i nie rozstrzyga o pochodzeniu właścicielskim fortepianu, stąd pomyłka uszła należytej uwadze.

Przedstawione opinie osób rozmawiających z panem Jadczakiem są oczywiście ważnym głosem w dyskusji o pochodzeniu fortepianu i całej kolekcji, ale staną się one wiarygodne gdy zostaną zamienione na fachowe ekspertyzy podpisane imieniem i nazwiskiem. Do tego momentu uznaję, że przedstawione wyżej fakty i dowody pozwalały mi na podjęcie zero-jedynkowej decyzji w sprawie zakupu kolekcji po Ignacym Janie Paderewskim, ostatniej tak znaczącej i tak licznej (ponad 100 arte factów). Podważanie celowości tego zakupu nie służy dziś dobrze Polsce, m.in. dlatego że zniechęca właścicieli do przekazywania pamiątek po wybitnych Polakach. Pomawianie kogoś o celowe fałszowanie swoich zbiorów, bez jednoznacznie przekonujących dowodów, staje się jedynie przestępstwem. Oczywiście, jeśli zostanie udowodnione, że fortepian ten nie miał nic wspólnego z Mistrzem, a jego identyfikacja z 1954 r. była fałszerstwem podejmę stosowne kroki prawne przeciwko ostatniemu właścicielowi. Na razie nie mam prawa do takich oskarżeń, w odróżnieniu od pana Jadczaka. Ten pan z kolei powinien zastanowić się, czy nie naraża się na zarzuty prokuratorskie.

Autor: prof. dr hab. Jan Żaryn