Moim zdaniem nie ma na to szans.
Jeśli w ciągu 15 dni „wyszczepiono” ok. 200 tys. Polaków – mniej lub bardziej chętnych, to założywszy, że po nabraniu wprawy przez pielęgniarki, po ulepszeniu logistyki i organizacji oraz oczywiście dostarczeniu odpowiedniej ilości szczepionek, to „wyszczepień” może być kilka razy więcej.

Przyjmijmy, że nawet 1 mln miesięcznie. Pamiętajmy, że po 21 dniach „wyszczepieni” będą musieli być kolejny raz „wyszczepieni” – przez te same pielęgniarki, z zachowaniem tych samych reguł. Czyli w rzeczywistości będzie się dokonywało ok. 2 mln „wyszczepień”. Przy takim założeniu w ciagu roku może być „wyszczepionych” nawet 12 mln Polaków.

Jednak za rok ci „wyszczepieni” znowu – wg stanowiska obłudnika ministra Dworczyka – będą musieli być ponownie „wyszczepieni”. Wtedy – pisząc tak po ludzku – wepchną się do kolejki z grupy „0”, „1” itd. Oznacza to, że są marne szanse na stworzenie stanu bezpieczeństwa Polaków widocznego w narracji rządowej. Pamiętajmy także o tym, że barierę 18 roku życia będą przekraczać kolejne roczniki do „wyszczepienia”.

Obostrzenia będą więc trwać. ALBO LUDZIOM PUSZCZĄ NERWY I „PÓJDĄ NA WARSZAWĘ”. ALBO RZĄD ZMIENI NARRACJĘ I DZIAŁANIE POZWALAJĄC POLAKOM NA PODJĘCIE DZIAŁANOŚCI GOSPDOARCZEJ, choć to raczej jest mało możliwe, bo wtedy zakwestionowałby swoje dotychczasowe działania.

Co mogłoby nas uratować – jak powiedział dziś wiceminister Warchoł: AMANTADYNA, ale niestety rząd zablokował pieniądze na badania nad jej właściwościami przeciw COVID.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.