Pani kurator Barbara Nowak podobno zwróciła się do dyrektorów szkół z prośbą o rozwiązanie organizacyjne, w którym lekcje religii nie byłyby umieszczane na początku lub końcu porządku lekcji w danym dniu.
Rozumiem Panią kurator Nowak, zwłaszcza jako historyk. Pani kurator też nią jest.
Komuniści, gdy chcieli lekcje religii usunąć z nauczania, to najpierw wśród metod takiego miękkiego naciskania na dyrektorów szkół, domagali się od nich, by religię umieszczali na końcu lub początku harmonogramu lekcji w danym dniu.
Wykorzystywali przy tym dyspozycyjnych ateistycznie, a przede wszystkim antyklerykalnie nastawionych rodziców, często skupionych w komunistycznych organizacjach – np. Towarzystwie Krzewienia Kultury Świeckiej lub w Ochotniczej Rezerwie Milicji Obywatelskiej, by ci naciskali na dyrektorów szkół. I udawało się stworzyć atmosferę nieprzychylną dla lekcji religii. I wtedy łatwiej ją już usunięto.
Postulat/prośba Pani kurator Nowak niewątpliwie wynika ze świadomości skuteczności tej metody.
Paradoks w tym przypadku jest taki, że najbardziej w tym ataku na nią – z tego powodu – przodują posłowie Koalicji Obywatelskiej, którzy co niedziela biegają na Mszę Św. i przystępują do Komunii Św. I udzielając się w tym ataku nie robią tego z pobudek tzw. wolności sumienia, ale z pobudek czysto politycznych. Faryzeizm w czystej postaci.
Ale mamy i drugi faryzeizm – ten po stronie jej środowiska politycznego. Napisałbym, że dziwi mnie brak obrony Pani kurator Nowak ze strony posłów PiS siedzących w kościołach w pierwszych ławkach, nazwanych „baldachimami”.
Ale w zasadzie dlaczego tak piszę, że mnie dziwi. Nie dziwi mnie, gdyż aby stanąć w prawdzie trzeba trochę odwagi, A tej jej im brakuje.
Oczywiście teraz żadne naciski na podmioty decyzyjne, by usunęły Panią Barbarę Nowak ze stanowiska kuratora małopolskiej oświaty nic nie dadzą. Wiemy kto ją ochrania. Ale to się może zmienić i te „baldachimy” nie zrobią nic, a wtedy usunięcie jej ze stanowiska kurator małopolskiej oświaty jest pewne.
I tak nadal uważam, że największą efektywność miały lekcje religii w salkach katechetycznych przy kościołach. Nie znam nikogo, kto by się od nich migał.
Pamięć mnie nie zawodzi. Być może o kimś nie wiedziałem. Tu przypomnę tylko te mające miejsce w latach mojej nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Jabłonce. Prowadził jej ksiądz Jan Kapusta.
Z przyjemnością lataliśmy kilkaset metrów pod górkę do salki katechetycznej. Tam nabywaliśmy sił (nie będę pisał o tych metafizycznych czy religijnych), ale wspomnę tylko, że tych politycznych do walki z niektórymi (powtarzam niektórymi) nauczycielami próbującymi nas w jabłonczańskim liceum komunistycznie indoktrynować.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Na naszych lekcjach religii w salce katechetycznej też było zawsze pełno. Co prawda chodziło się z górki ale po lekcji – pod górkę. Co było zakazane – było ciekawsze. Człowiek jest przewrotny… W laickich Niemczech w laickiej szkole gimnazjalnej w Nadrenii w Hesji religia to przedmiot obowiązkowy. Można zamiennie chodzić na etykę. Każde wyznanie ma swoje zajęcia, Żydzi nawet swoją szkółkę pod parasolem gimnazjum. I można z religii zdawać maturę, co wielu czyni. To tyle w temacie. Opozycja w Polsce nie ma pojęcia o wolności, a już w ogóle o wolności wyznania i tolerancji. Są głęboko za Murzynami.