Polityczne i ekonomiczne skutki przyjęcia przez Sejm Europejskiego Funduszu Odbudowy:
Wczorajsze sejmowe głosowanie nad Europejskim Funduszem Odbudowy przebiegło zgodnie z moimi wcześniejszymi prognozami. W Sejmie projekt przeszedł, podobnie będzie w Senacie. I nic się nie zmieni w kwestii funkcjonowania tzw. Zjednoczonej Prawicy.
Zwycięzców jest trzech. Najważniejszy to oczywiście Jarosław Kaczyński, który po mistrzowsku ograł biednego Budkę, kumając się doraźnie z postkomuchami z Zandbergiem, Czarzastym i Żukowską na czele. Oni też zostali ograni i zdziwią się jak Prezes Kaczyński coś im ofiaruje.
Takim małym-wielkim przegranym jest Gowin. Od początku rozmów nad Europejskim Funduszem Odbudowy deklarował poparcie dla jego przyjęcia, więc Kaczyński – pisząc trochę brutalnie, ale celnie – Gowina olał.
Niestety najbardziej przegranym jest Polska i Polacy, którzy za to euforyczne przyjęcie Europejskiego Funduszu Odbudowy słono zapłacą. Nie za rok, dwa czy trzy, ale za 5-6 lat już będą spłacać swój, a potem wielu innych państw kredyt. Jest wiele możliwości ze strony UE, by to wyegzekwować.
Pierwszym beneficjentem unijnym będą Niemcy. Zobaczycie jaki sobie układ z Unią wynegocjują, bo że w tym kształcie Europejskiego Funduszu Odbudowy nie przyjmą, to rzecz pewna.
Kim są ci pozostali zwycięzcy. Niewątpliwie drugim po Kaczyńskim jest Ziobro. Nie dość, że postawił na swoim – tzn. zagłosował przeciw przyjęciu Europejskiego Funduszu Odbudowy, to i z rządu nie wyleci, ani żadnego stołka wymoszczonego przez Solidarną Polskę nie straci. Coś mi się zdaje, że jego postawę już dawno prezes Kaczyński zaakceptował, widząc w niej szansę na odebranie głosów Konfederacji i osłabienie pozycji Gowina.
Znowu się tu waga polityczna wyrównała. Ziobro jest dla Kaczyńskiego takim gorącym kartoflem. Z jednej strony nie da się go wypluć, a z drugiej także nie da się go szybko przełknąć, bo nazbyt parzy.
Nieco mniejszym zwycięzcą jest Morawiecki. Premier po potencjalnym rywalu do premierostwa – czyli Danielu Obajtku się przejechał.
Pozwolił go katować posłowi Sowie i innym POpaprańcom. Teraz jeszcze odzyskał pole i będzie korzystał z funduszy, zadłużając Polskę jak klasyczny bankster. Ale politycznie zyska. Pieniądze – kredytowane z unijnego Funduszu Odbudowy przeznaczy na inwestycje.
Najlepsze są te drogowe, bo w Polsce jest wielka potrzeba rozbudowy infrastruktury drogowej – może wreszcie coś się ruszy z Beskidzką Drogą Integracyjną. Drugą dobrą inwestycją są te „Miś-owe” – na miarę naszych potrzeb, ale niczemu tak naprawdę niesłużące – jakieś wiatraki, lotnisko w szczerym polu i niedziałająca elektrownia jądrowa (Niemcy gdzieś muszą upchnąć swoje produkty i technologię, z których się miksują: nie ma Gierka, ale jest Morawiecki).
No i tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: kto więc może Zjednoczoną Prawicę pozbawić szans na zwycięstwo w kolejnych wyborach? Ośmieszający się Budka??, lewacki światopoglądowo Hołownia, liczący na ochłapy z pańskiego stołu postkomuchy?? Nie – tylko ona sama, atakując jedynego liczącego się obecnie człowieka – na razie tylko przeciwnika, z którego może uczynić najzacieklejszego wroga.
Tym człowiekiem jest prezes NIK Banaś. Jeśli go służby Kamińskiego ruszą, ale tak naprawdę, bo teraz go tylko tak jedynie głaskają, łaskoczą i drażnią, to wtedy ten zbudzony i rozjuszony niedźwiedź wyciągnie wszystkie na nich kwity. Najbardziej powinien się bać sam premier Morawiecki, potem Gowin. Ziobro jest nie do ruszenia. Jeszcze jak z Banasiem się dogada, to będzie niezły tandem, by Kaczyńskiego zapędzić w kozi róg.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
„Kim są ci pozostali zwycięzcy. Niewątpliwie drugim po Kaczyńskim jest Ziobro. Nie dość, że postawił na swoim – tzn. zagłosował przeciw przyjęciu Europejskiego Funduszu Odbudowy, to i z rządu nie wyleci, ani żadnego stołka wymoszczonego przez Solidarną Polskę nie straci. Coś mi się zdaje, że jego postawę już dawno prezes Kaczyński zaakceptował, widząc w niej szansę na odebranie głosów Konfederacji i osłabienie pozycji Gowina.”
Zgoda zgoda! I „rząd fachowców” z ruskiej budki pojechał za budkę.
„Tym człowiekiem jest prezes NIK Banaś. Jeśli go służby Kamińskiego ruszą, ale tak naprawdę, bo teraz go tylko tak jedynie głaskają, łaskoczą i drażnią, to wtedy ten zbudzony i rozjuszony niedźwiedź wyciągnie wszystkie na nich kwity. Najbardziej powinien się bać sam premier Morawiecki, potem Gowin. Ziobro jest nie do ruszenia. Jeszcze jak z Banasiem się dogada, to będzie niezły tandem, by Kaczyńskiego zapędzić w kozi róg.”
A nie są dogadani? Na pewno?