Dogadanie się Władysława Kosiniaka-Kamysza z Hołownią jest błogosławieństwem dla PiS-u. I tu mam trochę inne zdanie niż Paweł Kukiz. Owszem zgadzam się, że Hołownia, gdyby faktycznie ta koalicja dotrwała do wyborów i znalazła się w parlamencie – przy minimalnym progu dla koalicji – 8% ma szansę na jakieś 15 mandatów, zostanie przez peeselowców wykolegowany: programowo i finansowo.

Zresztą już dziś ta koalicja zielonych z różowymi jest egzotyczna światopoglądowo. Wiem, że absurdem jest, iż Hołownia przy jego poglądach religijnych był goszczony w wielu parafiach jako rekolektant. Miał tu co prawda kwalifikacje seminaryjne, ale od katolicyzmu odszedł daleko.

Jednak większość jego zwolenników znacznie różni się światopoglądowo od ludowców. O ich podobieństwie programowym można tylko tyle powiedzieć, że jest to klasyczny antyPiS, a potem jakoś to będzie.

Ale wracając do tego przysłowiowego błogosławieństwa dla PiS-u wynikającego z tej koalicji Kosiniaka z Hołownią.

Osiągnięcie przez nią progu 8% jest iluzoryczne, a wtedy wg obowiązującej w Polsce ordynacji wyborczej, te tzw. zmarnowanego głosy przechodzą na partię/koalicję zwycięską w wyborach. I nie ma siły, by coś zmieniło się z ciągu tych dwóch miesięcy, by PiS/Zjednoczona Prawica tę pierwszą pozycję stracił.

Może nawet kilka procent – przy czarnym dla niego scenariuszu stracić, ale nigdy pierwszego miejsca. I w związku z tym, a także opisanym powyżej scenariuszem może nawet samodzielnie rządzić.

I tu widać jak Tusk się przejechał na „łamaniu karku” Kosiniakowi i Hołowni. Liczył, że ich zmarginalizuje i do siebie przyciągnie, a jedynie ich osłabił na tyle, że nie wejdą do Sejmu i głosy ich wyborców przepadną.

Fot. Facebook / Władysław Kosiniak-Kamysz

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.