Chyłkiem wraca pomysł podatku katastralnego.
Tym razem podatku katastralnego zakamuflowanego.
Z finansami państwa polskiego jest źle. Jak to niesławnej pamięci rzecznik rządów komunistycznych mówił – trochę parafrazując – rząd i władza się wyżywią. Zapomniał dodać, że kosztem społeczeństwa. Czerpiący garściami pomysły z epoki Polski Ludowej funkcjonariusze PiS-u, żyjący kosztem Polaków, wymyślają kolejny podatek.
Tym razem specjalny rodzaj renty planistycznej. Dotychczasowy polegała na tym, że gdy wzrosła jej wartość w ciągu 5 lat od wprowadzenia nowego planu zagospodarowania przestrzennego lub też go częściowo zmieniono, to przy sprzedaży należało zapłacić opłatę planistyczną. Zazwyczaj dość wysoką, bo posłuszne wójtom, burmistrzom i przy tym bezmyślne rady jednostek samorządu terytorialnego takie uchwalały.
No ale na taką opłatę trzeba było czekać, aż ktoś nieruchomość sprzeda. Teraz wymyślono, że tak nie musi być. Wystarczy, że się plan zmieni i już będzie można kogoś taką opłatą obłożyć. Nawet, gdy nigdy nie planował sprzedaży takiej nieruchomości.
Waldemar Buda – kolejny nieudacznik na ministerialnym stołku, zapewnia, że do zmiany ustawy w tym zakresie nie dojdzie. Być może tak. Bo tak naprawdę chodzi o to, że w tej nowej ustawie zasadniczą zmianą będzie wysokość opłaty planistycznej. Dziś o jej wysokości decydowały rady jednostek samorządu terytorialnego. Zazwyczaj uchwalały wysokie, ale mieszczące się w widełkach proponowanych przez państwo. Jak się zmieni ustawa, to wysokość opłaty planistycznej będzie obligatoryjnie odgórna – sięgnie przymusowo 30%.
I dotknie przede wszystkim kupujących, bo sprzedający wliczy sobie ją do ceny działki. Ewentualnie rozwinie się sprzedaż nie do końca jawna – co innego w umowie, a co innego do kieszeni zbywcy.
A jest się o co bić. Przykładowo – działka 10 arów, jako pole rolne warta ok. 5 tysięcy złotych. Po przekształceniu i sprzedaży jej wartość może wzrosnąć – na terenach, w pobliżu których mieszkam – do 100 tysięcy złotych. I na tyle wyceni sobie ją zbywca. Do tego trzeba doliczyć ponad 30 tysięcy opłaty planistycznej, którą będzie musiał zapłacić nabywca sprzedającemu. Działka więc zamiast 100 tysięcy będzie kosztować co najmniej 135 tysięcy.
Trzeba tę sprawę nagłaśniać, bo jak się ludzie nie dowiedzą, to PiS znowu wprowadzi podatek, który nazwie opłatą na rzecz potrzebujących. Bo na razie nie mają odwagi ani też sposobu obliczania podatku katastralnego. Nie udaje się im też obłożyć podatkiem wielkie zagraniczne korporacje. Do dziś nie wprowadzono podatku od wielkich sieci handlowych, a te „rżną” Polaków na potęgę – przykład: cena cukru w Polsce i za granicą w tej samej sieci. W Polsce co najmniej dwa razy większa i to tylko dlatego, że sieci sztucznie wywołały popyt.
I kogo ten rząd Morawieckiego oszukuje i komu służy? Krzyki, że Polakom służy, a Niemcom przeszkadza, to tylko oszustwo i piar.
I teraz przyjrzymy się głosowaniom, gdy projekt ustawy wejdzie pod obrady. Bo to projekt, który z jednej strony niewygodny dla PiS-u – znowu obciążenie dla ludzi. Faktycznie nie dla wszystkich i z takimi kosztami politycznymi PiS może się pogodzić, bo w zamian za to może uzyskać wsparcie jednostek samorządu terytorialnego i ich włodarzy. PO stanie jednak w poważnym dylemacie. Niby niemal wszystkie związki jednostek samorządu terytorialnego to mateczniki polityczne PO, ale opłatą obłożeni zostaną potencjalni wyborcy PO, które głośno krzyczy o fiskalizmie PiS-u. Jak więc zagłosować? Pewnie się wstrzymają.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz