Wrzask o emisje CO2 jest bez sensu. Ten gaz to nawóz dla roślin. One go potrzebują. Im jest go więcej w atmosferze, tym więcej fotosyntezy, czyli produkcji węglowodanów przez rośliny. W rzeczywistości wzrost CO2 w atmosferze powoduje, że ziemia zielenieje – wykazały to zdjęcia satelitarne. To jedna z przyczyn wzrostu produkcji roślinnej. Walka ze spalaniem kopalnych węgla, ropy i gazu jest bez sensu. Tzw. „ekologiczne” źródła energii, na ogół są nieopłacalne.

Ciągle się dzisiaj mówi o ekologii, o konieczności chronienia ziemi przed antropogenicznymi zanieczyszczeniami. Przodują w tym tzw. „Zieloni”. Podpuszcza się dzieci, by, na czele z szwedzką nastolatką Gretą Thunberg, protestowały przeciwko emisji CO2. Richard Attenborough, telewizyjny komentator o przyrodzie, opowiada bzdury o spadaniu morsów ze skał z powodu ocieplenia klimatu (przyznał się, że to był błąd. To niedźwiedzie przestraszyły morsy i te uciekając spychały się wzajemnie ze skał). Ktoś inny pokazał zdjęcie wychudzonego starego niedźwiedzia polarnego i ogłosił to jako wymieranie niedźwiedzi z powodu ocieplenia klimatu. Tymczasem populacja białych niedźwiedzi rośnie. Gdy się okazało, że klimat się nie ociepla zmieniono narrację na „zmiany klimatu”, tym bardziej, że w drugiej połowie XX wieku mówiło się o globalnym ochłodzeniu, ale nadal wini się emisję CO2 do atmosfery. Gdy prezydent Trump wycofał USA z porozumienia paryskiego (o obowiązkowej redukcji emisji CO2) podniósł się wielki krzyk o brak wrażliwości ekologicznej ze strony Trumpa. Na spotkaniu 4 X 19 w Luksemburgu, kraje Unii Europejskiej planowały wyraźnie zapowiedzieć redukcję emisji CO2, do roku 2030. Zaprotestowało 10 krajów (Bułgaria, Czechy, Chorwacja, Estonia, Grecja, Węgry, Litwa, Malta, Polska i Rumunia) i sprawa nie przeszła. Widać, że Europa wschodnia bardziej realistycznie widzi zagrożenia emisyjne. Parlament Europejski przegłosował 28 XI 19 deklarację o zagrożeniuklimatycznym (429:225 – pocieszające jest to, że aż 1/3 nie dala się namówić na te bzdury). Papież Franciszek też ciągle nawołuje do ochrony przed zmianamiklimatycznymi.

Klimat się zmienia. To proces naturalny, spowodowany wahaniami w emisjach energii ze słońca. Były czasy, że zimą saniami jeździło się do Szwecji przez zamarznięty Bałtyk (za Zygmunta III Wazy). Bywało, że Grenlandia była zielona (stąd jej nazwa). Nie mamy na to wszystko żadnego wpływu. Musimy się dostosować do tych zmian klimatycznych i skutecznie to robimy. Gdy zimno, cieplej się ubieramy. Gdy sucho nawadniamy, gdy słońce grzeje lub deszcz pada, chronimy się pod parasolem itd. Umiemy reagować nie tylko na zmiany pogody, ale i na zmiany klimatu.

Wrzask o emisje CO2 jest bez sensu. Ten gaz to nawóz dla roślin. One go potrzebują. Im jest go więcej w atmosferze, tym więcej fotosyntezy, czyli produkcji węglowodanów przez rośliny. W rzeczywistości wzrost CO2 w atmosferze powoduje, że ziemia zielenieje – wykazały to zdjęcia satelitarne. To jedna z przyczyn wzrostu produkcji roślinnej. Walka ze spalaniem kopalnych węgla, ropy i gazu jest bez sensu. Tzw. „ekologiczne” źródła energii, na ogół są nieopłacalne. Jedynie elektrownie wodne się opłacają, ale w zasadzie te możliwości są już na skalę globalną wykorzystane. Do paneli słonecznych i wiatraków się dopłaca. Ludzie nie lubią tych wiatraków, bo emitują nieznośny hałas. Póki nie opanujemy bezpiecznej produkcji energii z atomu, surowce kopalne pozostaną głównym źródłem energii. I nie ma powodu, by z tym walczyć.

Obrońcy środowiska ubolewają, że ludzkość się rozmnaża, bo to powoduje nadmierną eksploatację środowiska. Proponują akcje na rzecz ograniczenia rozrodczości (antykoncepcje, sterylizacje, aborcje). W ślad za Malthusem zapowiadają tragedię przeludnienia. Tymczasem wszystkie jego przewidywania o globalnym głodzie itd. się nie sprawdziły. Okazuje się, że brakuje nam ludzi. Kraje, które walczą z przeludnieniem za pomocą aborcji (Chiny, Indie) spowodowały brak kobiet, bo selektywna aborcja preferuje chłopców. W rezultacie mamy miliony mężczyzn bez szans by znaleźć żony. Kryzys demograficzny to brak urodzeń, a nie ich nadmiar. Populacja emerytów rośnie (rozwój medycyny), a noworodków brak. Akcje typu 500+ nic nie dają. Potrzebna jest polityka prorodzinna, zatrzymująca matkę w domu i dająca obniżki podatkowe na nią i na każde dziecko.

W imię ekologii walczy się z wycinaniem lasów, w Białowieży, czy w Amazonii. To nie wycinanie lasów jest problemem, tylko brak troski o zalesienia powycince. U nas każdy las po wycince jest zalesiany – nie ma problemu. Leśnictwo jest na takim poziomie, że możemy sobie pozwolić na zrównoważoną produkcję leśną. To samo jest możliwe na skalę światową.

Dużo się mówiło w tym roku o pożarach w Amazonii. Okazuje się, że to było tylko narzekanie przeciwko prezydentowi Brazylii, Bolsonaro, którego nie lubi lewica. Nie były to pożary, tylko widoczne z kosmosu, spalania rżysk, po zebraniu plonów. Tak tam funkcjonuje rolnictwo. Same lasy amazońskie są niepalne – zbyt wilgotne – brak tam suchej ściółki. Prawdziwe pożary lasów są w Kalifornii i na Syberii, a także na Półwyspie Iberyjskim, gdzie płoną lasy iglaste. Z tym ludzkość musi sobie jakoś poradzić.

Kontrolowane spalanie, zarówno węgla, jak i śmieci, musi być dokonane w sposób czysty. Kiedyś mieliśmy problem z kwaśnymi deszczami. Przemysł angielski zatruwał Skandynawię. Z powodu emisji SO2, z zagłębia turoszowskiego (spalanie węgla brunatnego), ginęły lasy w Sudetach. Ludzkość zidentyfikowała problem i opracowała i wdrożyła taką technologię spalania, która nie wypuszcza SO2 do atmosfery. Wylesione Karkonosze zalesiliśmy. Dzisiaj już nikt nie mówi o kwaśnych deszczach. Potrafimy opanować antropogeniczne zanieczyszczenie atmosfery.

Kiedyś głośno było o dziurze ozonowej. Kurczyła się warstwa ozonu w stratosferze, która chroni nas przed emisjami kosmicznymi. Dziura ozonowa rosła, szczególnie w strefach arktycznych. Okazało się, że powód jest antropogeniczny, produkcja freonu, który niszczy ozon (O3). Freon używany był do produkcji lodówek. Zmieniono technologię i już freonu się nie używa. Dziura ozonowa zaczęła maleć. Gdy rozpoznamy problem, potrafimy zaradzić – na skalę globalną.

Teraz okazuje się, że zaśmiecamy świat plastikami. Od niedawna produkcja butelek, torebek i innych rzeczy codziennego użytku z plastiku wzrasta geometrycznie. Plastiki nie rozkładają się. Potrzebna jest specjalna metoda ich spalania, ale zaledwie część odpadów plastikowych trafia do spalania. Dużo trafia do oceanów. Podobno na ocenie Indyjskim i na Pacyfiku są ogromne ławice z plastików, wielkości krajów europejskich. Szkodzą one faunie morskiej, która je połyka i dusi się. Coś z tym trzeba zrobić. Ostatnio o tym głośno. Wprowadzono odpłatność za torebki plastikowe – to bardzo zredukowało ich użycie. Wprowadza się zastępcze torebki papierowe, a także rurki papierowe do picia płynów, drewniane łyżeczki zamiast plastikowych itd. To są reakcje na polu konsumpcji. Kiedyś zastępowało się produkty drewnopochodne plastikami, by chronić lasy. Teraz odwrotnie, używanie produktów drewnopochodnych to działanie proekologiczne. Produkcja leśna jest po to, by z niej korzystać.

Czytałem ostatnio (The Daily Telegraph, 18 X 19) o innym projekcie walki z plastikami. Plastiki produkuje się z węgla i ropy. Można by je produkować z odzyskanego plastiku, ale to jest nieopłacalne. Proponuje się więc, by wprowadzić specjalny podatek od produkcji plastików z węgla i ropy tak, by utylizacja wyrobów plastikowych stała się opłacalną. Dzisiaj nie ma problemu ze złomem, czy z makulaturą. Wszelkie skrawki metalowe, czy papierowe są zbierane i utylizowane – bo to się opłaca. Trzeba więc wprowadzić opłacalność utylizacji plastików. Wtedy każda butelka będzie wyzbierana. Może i zacznie się opłacać odławianie plastików z ławic pływających po oceanach. W tym celu potrzebna jest umowa międzynarodowa. To przy obecnych obyczajach jest realne.

Na koniec chcę parę słów powiedzieć o organizmach genetycznie modyfikowanych (GMO). W Europie zwalcza się GMO, a w USA nie. U nas ludzie uważają, że genetyczne modyfikacje są szkodliwe. Otóż to nie tak. Jedne są szkodliwe, inne nie. To trzeba sprawdzić zanim zmodyfikowany organizm wejdzie do produkcji. W przyrodzie występuje tzw. horyzontalny transfer genów. Polega to na tym, że drobnoustroje przekazują sobie geny drogą inną niż płciową. Odbywa się to albo poprzez przenikanie z komórki do komórki (między spokrewnionymi komórkami), albo przez wchłanianie rozłożonych innych komórek, (ale zatrzymanie pobranych genów do zagospodarowania, a nie do konsumpcji) i wreszcie za pomocą wirusów działających jako wektory przenoszące kawałki DNA z komórki do komórki. Wszystko to odbywa się na poziomie komórkowym, ale wszystkie organizmy na pewnym etapie są jednokomórkowe. Nauczyliśmy się naśladować przyrodę i potrafimy przenieść geny z organizmu do organizmu, głównie przy pomocy wirusowego wektora. Teraz mamy pomidory z genami jakiejś ryby z Alaski, która potrafi żyć w wodach o temperaturze – 10Co. Dało to pomidorom wytrzymałość na warunki transportu w zamrożeniu. Jedząc te pomidory trawimy też geny ryby – nic nadzwyczajnego. Jadamy ryby z sałatką pomidorową i nikomu to nie szkodzi. Mamy dzisiaj tzw. „złoty ryż”. Ryż koloru żółtego, spowodowanego obecnością β-karotenu, uzyskano poprzez genetyczne modyfikacje, przenoszące gen produkcji β-karotenu z innych roślin. Daje to produkt bogaty w witaminę A, co poprawia zdrowotność dzieci na terenach, gdzie jedzą głównie ryż. Takich przykładów jest więcej. Ludzkość potrafi znaleźć rozwiązania na różne potrzeby. Wystarczy je rozpoznać i rozwiązanie się znajdzie.

Nie potrzeba do tego kampanii proekologicznych angażujących nieświadome niczego dzieci.

Autor: Prof. Maciej Giertych, Opoka w Kraju No 101, Grudzień 2019

Prof. Maciej Giertych

Periodyk Opoka można zaprenumeriować w drodze emailowej oraz pobrać w formie pdf na stronie internetowej http://opoka.giertych.pl

 

 

Foto: © Tomasz Trzciński