Kilka dni temu napisałem post dotyczący swoistej ideologii wiktymizmu (czytaj więcej), która zasadza się na przekonaniu (często wbrew faktom) o byciu głęboko (s)krzywdzoną ofiarą, które przekłada się na urojone prawo do (z)niszczenia sprawcy. Wiktymizm bowiem nie jest płaczliwym apelem o pomoc, ale wezwaniem do wymierzenia kary z unicestwieniem (fizycznym lub społecznym) rzekomego sprawcy włącznie.
Dlaczego uważam, że chrześcijaństwo nie jest ideologią, a LGBT nią jest?
Chrześcijaństwo zasadza się na paradygmacie obiektywistycznym: na prawdzie, którą odkrywamy, ale której nie stwarzamy. Ideologia LGBT zasadza się na paradygmacie subiektywistycznym: na prawdzie, którą się kreuje, która jest względna i podlega ciągłym interptretacjom. W chrześcijaństwie prawda jest celem poznania i uwielbienia, w LGBT – narzędziem walki ideologicznej (stąd można dowolnie jej używać w celu zdobywania i utrwalania władzy – tej symbolicznej i tej faktycznej, politycznej, fizycznej).
Chrześcijaństwo nakazuje oddzielać osobę, której przysługuje niezbywalna godność, od poglądów, które mogą podlegać nawet najcięższej krytyce. Ideologia LGBT nie oddziela człowieka od jego poglądów i właśnie na podstawie negatywnej oceny jego poglądów domaga się wykluczenia go z danej wspólnoty, w skrajnych przypadkach posyłania do więzienia (czego mamy wiele przykładów na Zachodzie). Towarzyszy temu proces dehumanizacji, odczłowieczania.
Chrześcijaństwo nakazuje w pierwszej kolejności skupić się na krzywdach, które wyrządzamy bliźnim, aby zwalczać w sobie chęć czynienia zła drugiemu człowiekowi, i dążyć do moralnej doskonałości. Uczy poświęcania się dla innych. Ideologia LGBT każe w pierwszym rzędzie koncentrować się na własnych krzywdach, tych prawdziwych – doznanych i tych urojonych. I żądać ścigania i karania sprawców. Nie uczy poświęcania się dla innych, ale domagania się poświęcenia od innych.
W Piśmie św. jest jasno napisane, że Bóg dokonując aktu stworzenia, stworzył mężczyznę i kobietę. W chrześcijaństwie przyjmuje się do wiadomości, że niektóre osoby mogą wykazywać skłonności seksualne niezgodnie z ich płcią biologiczną, i nie są one same w sobie uznawane za grzeszne. Wiele lesbijek, gejów i osób biseksualnych funkcjonuje w Kościele, mierząc się ze swoimi skłonnościami. Z perspektywy chrześcijaństwa błędem jest zakwestionowanie płci opartej na biologii, a zwłaszcza czynienie z tego, no właśnie… ideologii, której wyrazem jest przekonanie, że to człowiek sam definiuje się płciowo, dysponując rzekomo niezbywalnym prawem do „żonglowania” płciowością.
Tym, co w chrześcijaństwie definiuje tożsamość indywidualną każdego człowieka jest jego intelekt (ratio) i duchowość (fides), sposób używania rozumu i pielęgnowania ducha. Tym zaś, co definiuje tożsamość człowieka w rozumieniu ideologii LGBT jest seksualność, instynkty pierwotne poddane ideologicznej „obróbce”, eksperymentowanie z biologią uznawaną za rodzaj opresji.
Przede wszystkim jednak chrześcijaństwo od ideologii LGBT odróżnia przekonanie, że na tym świecie niemożliwe jest osiągnięcie doskonałego porządku społecznego i usunięcie wszelkiego zła i tego, co jest dla człowieka dokuczliwe. Idealny porządek zwiastuje bowiem dopiero nastanie Królestwa Niebieskiego. Z perspektywy ideologii LGBT możliwe i pożądane jest takie przemodelowanie relacji społecznych, struktur politycznych, porządku kulturowego, w które w konsekwencji ma przynieść coś na kształt samozbawienia się człowieka (to samo wcześniej zapowiadał komunizm, faszyzm i do pewnego stopnia jedna z odmian liberalizmu). I co gorsza, uznaje się, że ów cel uświęca wszelkie środki, włącznie z przemocą.
Niestety wiele Kościołów na Zachodzie uległo już presji ideologii LGBT i wywiesiło białą, pardon, tęczową flagę na swoich budynkach. W imię rzekomej miłości bliźniego, która tu akurat nie ma nic do rzeczy, bo błogosławi się tego typu gestami czemuś, co jest radykalnie sprzeczne z chrześcijaństwem.
Życzyłbym sobie merytorycznej polemiki, bo chętnie rzeczowo porozmawiam. Ale jak znam życie i obyczaje panujące na forach i mediach społecznościowych, mogę liczyć raczej na kubeł pomyj, inwektyw, grzebania w moim życiorysie i argumentów ad personam. Niestety zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz