Od kilku lat słucham, jak to nam się powodzi i jak wstajemy z kolan. Wielu pewnie wstaje, temu nie przeczę. Ale ja klęczę. Nie zamierzam też pomstować na 500+ i inne rządowe subwencje. Choć mógłbym, bo mam i tu swój interes. Cieszę się, że wiele rodzin ma wreszcie na swoje utrzymanie, a nie tylko na przeżycie. Nawet jeśli widzę na podwórku, że tzw. madki zamawiają sobie za te pieniądze kolejne idiotyczne tatuaże (bo tak jest też niestety).

Jestem profesorem zwyczajnym, nie ma już wyższego stopnia/tytułu naukowego. Dostaję na rękę ok. 5 tys. netto. (z dodatkami dyrektorskim ok. 6 tys) mięsiecznie. Nie tygodniowo.
– 1,7 tys. na kredyt mieszkaniowy (OK, mogłem nie brać i gnić na wyjamie)
– 2,3 tys. na alimenty (OK, mogłem się nie rozwodzić, ale i tak bym płacił na dzieci)
– 1,0 tys. na czynsz, opłaty, telefon, internet
– na jedzenie i inne fanaberie trzeba sobie dorobić.

Ja mogę żyć oszczędnie, ale gdyby nie tzw. fuchy, już bym jadł kit z okien. Jestem nędzarzem, mimo, że wielu myśli sobie, że mam beztroskie życie. Nie mam, ale też nie żałuję. Lepiej być bliżej ludzi niż odlatywać. Ależ oczywiście słuszna będzie uwaga, ze lepiej takie brzemiona nosić wsólnie, ale aktualnie nie ma tematu. Dość już takich brzemion w życiu ponosiłem.

Reasumując: rząd prowadzi bardzo złą politykę. Konfederacja, której absolutnie nie popieram, ma dużo wiecej sensownych propozycji rozwijania gospodarki i nieupokarzania ludzi twórczych.

EDIT: na każdym kroku podwyżki. Dziś w sądzie, żeby uzyskać pozwolenie na występowanie w sprawie moioch dzieci zamiast 40 zł zapłaciłem 100 zł. Po drodze dwa odpisy po 33 zł. Potem kolejne opłaty, które w tym czasie wzrosły o ponad 100%. Dlaczego moja pensja nie wzrosła o choćby 50%???

Aktulizacja do artykułu, a propos powyższego wpisu, bo pojawiło się w responsach kilka interesujących wątków, do których warto się odnieść.

1. Wiem, że w biznesie i choćby w budowlance zarabia się lepiej, często dużo lepiej niż w szkolnictwie wyższym. I że operator żurawia zrabia lepiej niż profesor. Ale nie będę kładł kafelek nie dlatego, że gardzę tą pracą, bo doceniam każdą dobrze wykonywaną pracę, ale dlatego że mam talent do czegoś innego, moją pasją jest nauka i podróże.

2. Oczywiście, że poza „gołą” pensją (ściślej: zapomogą) jest „trzynastka” i różnego rodzaju obrywki w postaci płatnych recenzji, opinii itp. Te drugie jest jednak uznaniowe, i albo się to dostaje, albo nie. Nie można ot tak zapisać się do kolejki piszących recenzje doktorskie, habilitacyjne czy profesorskie. Poza tym to wszystko robi się poza normalnym czasem pracy. A zatem kosztem czasu wolnego. Ale coś za coś, jasne.

3. Argument dotyczący humanistyki, jako czegoś zbędnego, kontrproduktywnego już kiedyś gdzieś słyszałem. To było za głębokiej komuny. Tylko tzw. inteligencja techniczna, medycyna ma być rzekomo produktywna, humaniści to niebieskie ptaki. Długo by problem dyskutować, na początek wklejam pewien obrazek, który powinien dawać do myślenia.

4. Faktycznie, można było pójść w politykę, jak część moich koleżanek i kolegów, ale mówiąc oględnie, to trzeba lubić. Poza tym bycie w środowisku patologicznym, gdzie im ma mniej się oleju w głowie, tym głośniej się wrzeszczy, mnie nie interesuje. Gdybym chciał być politykiem, to bym na studiach wstąpił do młodzieżówki partyjnej. Najlepiej Unii Wolności. I byc może w ogóle nie musiałbym kończyć studiów.

5. Wielu narzeka, że szkoły niewiele uczą ich dzieci. A jak mają uczyć, jak nauczycielami zostają albo ludzie z pasją i poświęceniem (mimo słabych zarobków), albo zwykli dewianci i frustraci. Nie wiem, których jest więcej, niewykluczone, że w niektórych szkołach tych drugich. A jak jest na uczelniach? Kolejni ministrowie wymyślają kolejne bzdurne pseudoreformy, w efekcie czego, jak w 2000 roku zaczynałem pracę na uniwerku to 10% poswięcało się biurokracji, a 90% nauce i dydaktyce. Te proporcje stopniowo się odwracają. Poza tym już teraz nieważne co napisałeś, ale za ile punktów.

Największe bzdury można opublikować za 100 punktów (kilka dni temu zamieściłem filmik relacjonujący prowokację jaką kilku młodych ludzi zrobiło pisząc bzdurne teksty i publikując je w wysokopunktowanych czasopismach). I jest się wtedy rzekomo mądrzejszym od kogoś, kto opublikował przemyślane i wartościowy tekst za 20 pkt. A były minister nauki, który porzucił swój resort, publicznie nazywa tych, którzy o tym głośno mówią, „zgrzybiałymi profesorami” (czytaj tutaj). Czego oczekujecie po ludziach, którzy zegną kark i dostosują się do wymogów debilnych rozporządzeń? Że nauczą rozsądku Wasze dzieci???

6. Wracając do kwestii płacowych. Lubimy porównywać się do krajów wysokorozwiniętych. Obecny rząd obiecuje, że dołoży starań, aby nasze płace były jak na Zachodzie (czysty populizm). Na Zachodzie profesor z obszaru humanistyki zarabia kilkakrotność średniej krajowej. U nas średnia krajowa brutto w 2019 roku to 4900, a mediana zatrudnionych na st. profesora to 8800 zł (czytaj tutaj).

Owszem były podwyżki, ale od razu zostały zjedzone przez inflację i podwyżki cen artykułów pierwszej potrzeby, opłat administracyjnych, znaczków sądowych i innych takich. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że na dużo więcej mogłem sobie pozwolić20 lat temu będąc na stanowisku adiunkta, świeżo po doktoracie niż obecnie jako profesor. I to wcale nie jest zabawne. Jako naukowcy jesteśmy chyba ostatnią grupą zawodową, która zdolna jest do skutecznego wymuszenia na rządzie rozsądnej polityki płacowej. Nie będziemy palić opon, blokować ulic. I dlatego nikt się z nami nie będzie nigdy liczyć.

Fot. Facebook/Radosław Zenderowski

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.