W czwartek 6 sierpnia 2020 roku zaprzysiężono Andrzeja Dudę na Prezydenta RP. Odbyło się to jednak w atmosferze, użyję tego słowa – nieznośnej i urągającej powadze nie tylko urzędowi prezydenta, ale i państwa jako całości. Z naciskiem na to drugie. I nie chodzi mi tutaj o nieumiejętność wzniesienia się ponad podziały polityczne, ale o elementarny brak kultury. Nie kultury politycznej, ale kultury ludzkiej, zwyczajnej, odróżniającej nas od świń, baranów i kóz.

W ten sposób na pewno nie zbuduje/odbuduje się wspólnoty, nie umocni poczucia, że mimo dzielących nas różnic jako Polacy jesteśmy jednak jednym narodem. Ostentacyjnym i wykrzyczanym na całą Europę i pół świata bojkotem zaprzysiężenia stawiamy siebie w gronie państw (niemal) upadłych.

Już raz żeśmy, głównie przez własną głupotę, bezmyślność i nonszalancję upadli, a konsekwencje tego upadku dźwigali nie ci, którzy do niego doprowadzili, ale ich dzieci, wnukowie, prawnukowie… Całe pięć lub sześć pokoleń Polaków zmuszonych do życia w obcych państwach, traktowanych niejednokrotnie jak wszy do wytępienia.

Niestety u sterów polityki jest wielu ludzi nieodpowiedzialnych, bez wyobraźni, żyjących tylko tu i teraz i tylko dla siebie. Po obydwu stronach dzisiejszej barykady niestety. Barykady zbudowanej z pogardy, nienawiści, żółci, plwocin, ostentacyjnych wymiocin, rytualnie obsranej i obsikanej. To oni niebezpiecznie bujają łodzią, na której płyniemy my wszyscy, bo wcześniej zaopatrzyli się w kamizelki ratunkowe.

Żeby we właściwym świetle ukazać bojkot zaprzysiężenia ze strony opozycji i części b. premierów i prezydentów kilka faktów, z którymi trudno chyba polemizować.

1. Andrzej Duda wygrał te wybory LEGALNIE, w legalnych wyborach, co stwierdził ostatecznie Sąd Najwyższy. Jeśli ktoś kwestionuje ważność decyzji Sądu Najwyższego, kwestionuje państwo jako takie. Nie ma bowiem instancji odwoławczej od werdyktu wydanego przez SN. Dodać należy, że wygrał te wybory z dublerem – to tak, jakby umawiać się na wyścig na 10 km z jednym zawodnikiem, który po 7 kilometrze zmęczony zamienia się z innym, bo mu sił nie starcza do osiągnięcia zwycięstwa. Do tego obóz przeciwników ot tak rezygnuje wówczas z kolejnych prawyborów, które miały być elementem jego wizerunku jako partii demokratycznej i nominuje Rafała Trzaskowskiego, bo piękny, gładki i mówiący oraz myślący obcymi językami (kolejna kwintesencja polskich kompleksów!).

2. Twierdzenie, że media publiczne zaangażowały się po stronie prezydenta A. Dudy, marginalizując udział pozostałych kandydatów jest prawdziwe. Każdy, kto choć od czasu do czasu ogląda TVP lub słucha Polskiego Radia musi uczciwie stwierdzić, że te media momentami nachalnie i ostentacyjnie grały na prezydenturę PAD. Mi też to sie nie podobało, ale też nie podobało mi się i nie podoba to, w jaki sposób niemal wszystkie pozostałe media prywatne grały na kandydata opozycji. Tu dochodzimy do kwestii, która zasługuje na osobny komentarz: struktura własności mediów w Polsce i ich społeczna reprezentatywność. Jeśli więc chodzi o media, to rząd miał swoje, opozycje swoje, więc nie ma sensu twierdzenie, że w przestrzeni medialnej ktoś summe summarum był poszkodowany. Jeśli już, to K. Bosak i inni kandydaci. Bo ci nie załapali się na przekaz w jednych i drugich mediach. To oni mają moralne prawo do oskarżania TVP jeśli już.

3. Robienie z Sejmu cyrku, w którym panie z lewicy przebierają się za żywą tęczę, część posłów trzyma transparenty lub egzemplarze konstytucji, a jeszcze inni mają za ciężkie tyłki by wstać wtedy, gdy się zwyczajowo wstaje – jest nie tyle nieporozumieniem, ale lekceważeniem i tak już poważniej nadszarpniętej powagi tego miejsca.

Przed wojną lewica oskarżała prawicę o bojkot zaprzysiężenia prez. Narutowicza, co ostatecznie ośmieliło kogos do jego zabójstwa. Teraz opozycja robi dokładnie to samo.

Fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.