Unia Europejska podobno jest wspólnotą wartości. Prawa człowieka, demokracja, tolerancja, pokój, praworządność, jedność w różnorodności… itd. Tenże świat deklarowanych powszechnie wartości od dłuższego czasu przesłaniany jest „wartościami” takimi jak: maksymalizacja zysku za każdą cenę, prymat korporacji nad demokratycznie wybranymi ciałami przedstawicielskimi, wreszcie … i to trzeba sobie jasno wyartykułować, podział na członków UE pierwszej i drugiej klasy.

W sposób zupełnie niezamierzony, obecna sytuacja związana z wojną na Ukrainie, ujawnia kto jest po czyjej stronie i jak się nawzajem postrzega. Pokazuje jak na dłoni trajektorie geopolitycznych kalkulacji. Nigdy dotąd światowej sojusze nie zmieniały się w tak szybkim tempie.

Tzw. nowa Europa, jak zwykło się określać państwa „dopuszczone” do członkostwa w UE od 2004 roku (nie licząc Cypru i Malty jako państw gangsterskich w ładnej otoczce), a w retoryce Kremla „osierocone” bo takie określania padły publicznie, ta nowa Europa miała być na zawsze przedsionkiem Europy rzekomo prawdziwej, z którego zblazowane elity Zachodu dobierałyby sobie „partnerów” do współpracy (tu: słynne kmiocie cieszenie się z poklepywania po plecach jako oznace uznania za nadchłopa). I ta nowa Europa o zgrozo się zorganizowała i stawiła opór człowiekowi, który pod koniec swojego życia zapragnął spektakularnego sukcesu. A stawiła go bo ma doświadczenie zranienia totalitarnego. Estończycy, Łotysze, Litwini, Polacy, Czesi, Słowacy, Rumuni (o Węgrach łaskawie nie wspomnę, bo dali ciała) stanęli na wysokości zadania. Przypomnieli tzw. starej Unii o wartościach, na które ta się nieustannie powołuje, używając ich jako bata na swoich (wschodnich) członków. Bo na zachodzie jest wszystko perfekt. Z definicji.

Na naszych oczach dokonuje się coś, co nazwałbym pierwszą dekolonizacją Europy Wschodniej. Tubylcze ludy, używając języka administratorów tych ziem, osiągnęły ten poziom świadomości, który pozwala im na wyśmianie cywilizacyjnego projektu Europy opartego na przemocy gospodarczej i politycznej. Ani wojna w Gruzji, ani katastrofa smoleńska, ani agresja rosyjska z 2014 roku, nie okazały się dostatecznie ładownymi zapalnikami, ale te sytuacje skumulowały się w ostatnich dniach i to Ukraińcom dane jest postawić kropkę nad „i”.

Dość traktowania narodów Europy Środkowo-Wschodniej w kategoriach upośledzonych krewnych. Ukraińcy dokończą dzieła tych wszystkich, którzy marzyli o wolności. Wspierając zwykłych chłopaków, którzy idą na front przeciwko … i oto dramat tej wojny … zwykłym rosyjskim chłopakom, którzy nie żywią nienawiści do Ukraińców, budujemy prawdziwą Unię.

Myślę sobie, że z czasem do tego wolnościowego projektu przyłączy się wielu Rosjan i tym sposobem rozbroimy te bombę…

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.