Bez dwóch zdań, uchodźcom z Ukrainy należy się pomoc i szczere współczucie, nie wolno nam przed nimi – kobietami, dziećmi i starcami zamykać granicy.

Ale, choć należy się uznanie wielu Polakom dobrej woli, ofiarowującym uchodźcom swój czas, pieniądze, mieszkania itd. to trzeba pamiętać o jednym. Jesteśmy narodem o słomianym zapale. Dziś pomagamy, jutro wielu z Polaków będzie utyskiwać, narzekać, wyrażać niezadowolenie z tego, że od lat czekają w kolejce do lekarza, a przed nim Ukrainiec lub Ukrainka wchodzi do gabinetu bez kolejki. Że miejsc w żłobkach za mało bo trzeba było zrobić miejsce dla ukraińskich dzieci itd. itp. Emocje mają to do siebie, że lubią przeradzać się, z euforii w irytację… Dlatego pomoc musi być przemyślana, zaplanowana i skoordynowana ze społecznością międzynarodową. I mniej tego epatowania i chwalenia się ile to się dało, ile poświęciło. Niech jedna ręka nie wie, co czyni druga. Czyjeś nieszczęście nie może stawać się pretekstem do lansu i licytowania się, kto da więcej…

Druga sprawa – durni politycy i szorujący intelektualne dno od spodu „dziennikarze”. Z niepokojem słucham jednych i drugich, jak trąbią o tym, że musimy: militarnie wspomóc Ukrainę, że oto Polska ma stać się jednym wielkim „hubem” pomocy wojskowej, że należy umożliwić Polakom wstępowanie do oddziałów międzynarodowych walczących u boku armii ukraińskiej, wreszcie, że powinniśmy… udostępnić lotniska ukraińskim samolotom wojskowym. Moskale tylko czekają na pretekst do wejścia i interwencji zbrojnej. Tymczasem w klasie politycznej trwa licytacja kto bardziej słownie „dokopie Ruskim” … zza komputera, smartfona siedząc w ciepłych rozdeptanych kapciach. Ot polska szlachta fejsbukowo-twitterowa, na koń-smartfona i Ruskim po oczach jakimś głupim tekstem jak zardzewiałym nożem. A jak się nadarzy byle okazja, to jedni drugich zwyzywają od „ruskich onuc” lub „amerykańskich lokajów”.

Dziennikarstwa w Polsce praktycznie już nie ma. Większość „ziewnikarzy” to półanalfabeci i lenie umysłowe, napuszeni celebryci, idioci i narcyzy, którym wydaje się, że lepiej od polityków rozumieją rzeczywistość. Większość nie odróżnia konia od koniaku i kryminalisty od kryminologa. Co do jednego, napuszeni eksperci od wszystkiego: kowida, zmian na Słońcu, inflacji, imigracji, a obecnie od konfliktów zbrojnych i Ukrainy. Przepytujący polityków lub patoekspertów-celebrytów w taki sposób, że czasem nie ma się pewności co jest głupsze – pytanie czy odpowiedź. Niemi prowadzą niewidomych.

Reasumując: pomagajmy mądrze i inteligentnie Ukraińcom, także militarnie, ale skończmy z tym durnowatym wymachiwaniem tępą szabelką przed nosem bandyty, który tylko czeka na jeden fałszywy ruch, żeby oskarżyć nas o włączenie się do wojny, a tym samym włączeniem do niej całego Paktu Północnoatlantyckiego. Robić swoje, po cichu, uruchomić najlepszych dyplomatów, szpiegów, przestać lansować się na frontmenów Zachodu, dopóki nie będziemy mieć armii porównywalnej z turecką. No i zawczasu pomyśleć, jak zintegrować być może kilka milionów uchodźców z polskim społeczeństwem, by uniknąć konfliktów i prowokacji, na ile to możliwe.

Więcej rozsądku!

Czytaj więcej.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.