Dziś znów byłem nieprzygotowany do zajęć. Ale sprawdzając listy obecności patrzyłem wyjątkowo pewnie w oczy wyczytywanych studentek i studentów. Myślami byłem jednak w zakamarkach niechlujnie sporządzonych sylabusów, którymi jesteśmy zobligowani oznajmiać studentom, o czym nauczamy i czego od nich chcemy.
Czasem czuję się jak spóźniony o kilka godzin pociąg pospieszny „Przemyślanin” relacji Szczecin – Przemyśl, gdzieś w okolicach Leszna lub Brzegu. Umęczony, brudny no i wiecznie spóźniony.
Kiedyś łatwiej nawiązywałem kontakt z młodzieżą. Udawało mi się dostroić do ich „frekwencji”. Teraz rozpaczliwie poszukuję interlokutora, z którym mógłbym nawiązać fascynującą rozmowę o tym, jak wspólnie nie ogarniamy tego świata i w sumie nie mamy nic mądrego do powiedzenia. I że świadomość bycia pod wieloma względami ograniczonym poznawczo, ma jednak swoje zalety, które tylko subtelny umysł może ogarnąć. Bo tylko głupki wiedzą wszystko.
Studenci politologii rozsiadają się w „kępach” po całej sali, tworząc 2-3 grupki. Jest i czteroosobowa grupa frontmenów siadających tuż przede mną. Studenci bezpieczeństwa zbijają się w jeden szereg i uciskają tylną ścianę sali wykładowej. Powiedziałem im dzisiuaj, że się nad tym zastanawiam. I że kiedyś napisałem książkę o różnicach kulturowych w biznesie, na której zarobiłem 2 tysiące złotych (polskich).
Jutro mam dydaktykę od 8:00 do 17:45. Bez okienek. Rano na czczo zamierzam urodzić pomysł na te zajęcia, udając przygotowanego. Zacznę od listy obecności. To da mi przewagę czasową. Ostatecznie też każdy chyba lubi raz na jakiś czas usłyszeć publicznie swoje nazwisko. A potem już z górki.
Szerszenia zaparkowałęm pod drzewem, na którym śpią gawrony. Rano będzie usrany.
Dobranoc.
Źródło fot.: GazetaCodzienna.pl/autor: FJD
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz