Profesor Magdalena Środa po raz kolejny postanowiła zaatakować prezydenta Karola Nawrockiego. Tym razem publicznie zapytała: „Jak on zdobył maturę?”, a następnie określiła go mianem „kompletnego dramatu” i „ryczącego Dyzmy”.
Naprawdę?
Środa nie jest przypadkową komentatorką. Jest profesorem filozofii, zajmuje się między innymi etyką. I właśnie dlatego trudno nie zadać prostego pytania: gdzie w tym wszystkim jest etyka?
Można krytykować prezydenta. Można nie zgadzać się z jego poglądami, decyzjami czy sposobem sprawowania urzędu. Można prowadzić z nim ostry, bezkompromisowy spór polityczny. Ale podważanie tego, czy człowiek z doktoratem w ogóle powinien był zdać maturę, nie jest żadnym argumentem. Podobnie jak nazywanie urzędującego prezydenta „ryczącym Dyzmą”.
To nie jest krytyka jego działań. To personalna zniewaga, zwykłe chamstwo przebrane za polityczny komentarz.
Karol Nawrocki nie został prezydentem dlatego, że zaakceptowały go warszawskie salony, środowiska akademickie czy medialne pseudoelity. Został wybrany przez miliony Polaków.
I właśnie dlatego warto zadać kolejne pytanie: czy tego rodzaju wypowiedzi nie są również lekceważeniem i obrazaniem tych milionów obywateli, którzy powierzyli mu najwyższy urząd w państwie?
Może świat, w którym pewne środowiska przez lata czuły się arbitrami polskiej debaty publicznej, po prostu przestał istnieć.
Profesura oczywiście nie zobowiązuje do popierania prezydenta. Zobowiązuje jednak do czegoś znacznie bardziej podstawowego: do myślenia, argumentowania, kultury i odpowiedzialności za własne słowa.
I jeszcze jedno.
Zauważyłem pewną prawidłowość. Najbardziej zaciekle atakowane są często te osoby, które nie pasują do świata wyobrażeń tych określonych zdegenerowanych środowisk. Ludzie, których nie da się łatwo zaszufladkować, uciszyć ani przede wszystkim im dorównać intelektualnie, zawodowo. Wystarczy zobaczyć w jak chamski prymitywny sposób, atakowany jest prezydent Karol Nawrocki, ale również były premier Mateusz Morawiecki. Człowiek, którego dorobek, wiedza i doświadczenie są dla części jego przeciwników wyjątkowo niewygodne.
I właśnie dlatego zamiast merytorycznej polemiki pojawia się rynsztokowe chamstwo kpiny, personalne wycieczki, wyzwiska: ,,Batyr”, ,,Pinokio”, ,,alfons”, ,,zdrajca”…..
Bo kiedy nie można wygrać sporu intelektualnego, pozostaje pogarda, wyzwiska, plugawe kłamstwo.
I właśnie wtedy kończy się poważna debata, a zaczyna rynsztok.
Tyle że takie ataki mówią znacznie więcej o tych, którzy je wypowiadają, niż o tych, przeciwko którym są kierowane. To jest
świadectwo ludzi małych, prymitywnych i bezradnych wobec tych, których nie potrafią pokonać argumentem ani im dorównać.
Zostaw komentarz