Motto: Nie ma istoty bardziej bezbronnej, ofiary w pełniejszym sensie tego słowa, niż człowiek, który spotyka się z krzywdą ze strony swoich opiekunów i nie ma możliwości ich wyboru ani zmiany.”*

Opracowanie szczecińskiego socjologa, pracownika socjalnego zatrudnionego w jednej z placówek opiekuńczych, Mariusza Sobkowiaka, stanowi próbę podsumowania, moim zdaniem udaną, tego, co dzieje się z opieką społeczną naszego Państwa.

Publikowane na 3obieg.pl teksty, których część jest również mojego autorstwa, dotyczące losów rodziny zastępczej Magdziaków, gliwickiego PCPR i panującego tam nepotyzmu, czy też ostatnich, już wręcz ludycznych wypowiedzi dyr. Zofii Antoszczyk (MOPR w Piotrkowie Trybunalskim) stanowią tylko ilustrację wywodów autora.

Poczytajcie sami.

Przemoc instytucjonalna jest zjawiskiem znacząco różnym od innych rodzajów przemocy. O ile przemoc będąca wynikiem interakcji między poszczególnymi jednostkami ludzkimi została bardzo szczegółowo opisana w wielu publikacjach (w szczególności przemoc w środowisku rodzinnym) o tyle przemoc w instytucjach to nadal temat niezgłębiony.

Czym różni się przemoc instytucjonalna od innych rodzajów przemocy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy zacząć od zdefiniowania samego zjawiska przemocy. W ujęciu socjologicznym przemoc to relacja charakteryzująca się nierównorzędnością stosunku społecznego, relacją podporządkowania i dominacji, w której to zachodzi nadużycie władzy, zależności, autorytetu albo siły fizycznej bądź psychicznej lub zadanie cierpienia. Instytucje pomocy społecznej opierając się na podporządkowaniu beneficjentów, na znaczącej

nierówności sił i zależności klientów od instytucji są niemalże predystynowane do pojawienia się w nich zjawiska przemocy. Przemoc jest zawsze relacją dwuelementową zawierającą jednostkę lub grupę, na którą przemoc jest skierowana oraz podmiot stosujący przemoc. Jak zauważa Janina Filek: „Przemoc pozostaje nią niezależnie od tego czy podmiot stosujący przemoc jest indywidualny czy zbiorowy, instytucjonalny czy osobowy (…)” co wymaga podkreślenia, dlatego że często postrzegamy przemoc jako relację między dwiema jednostkami ludzkimi, niezależnie od tego czy osoba stosująca przemoc działa tak naprawdę w ramach instytucji, którą reprezentuje i to struktura tej instytucji i jej model funkcjonowania

prowadzi do zaistnienia relacji opartej na przemocy. Ludzkie przyzwyczajenie do szukania winy w drugim człowieku sprawia, iż ciężko nam potraktować całą instytucję jako podmiot stosujący przemoc, gdyż jawi się nam to jak rozmywanie odpowiedzialności poszczególnych jednostek. Musimy jednakże dopuścić do świadomości fakt, iż działania poszczególnych osób wynikają często z możliwości jakie daje dana instytucja i z uwarunkowań jakie tworzy.

(…)pracownikom służb społecznych w podejmowanych dzialaniach, przynajmniej w sferze deklaratywnej, chodzi najczęściej o pomoc drugiemu człowiekowi, beneficjentowi instytucji.

Celem działań pracownika socjalnego nie jest wyrządzenie szkody (ujemny wpływ na zdrowie, rozwój fizyczny lub psychospołeczny istoty ludzkiej), ale nie zmienia to faktu, iż do tej szkody może doprowadzić. Intencjonalność przemocy staje się problematyczna w rozważaniach dotyczących jej występowania wspólnie z fenomenem niesienia pomocy.

Jednakże sami pracownicy służb społecznych zdają sobie sprawę z tego, iż wykorzystując swoją przewagę nad klientem, swoją władzę i działając wbrew jego woli wyrządzają mu krzywdę, mimo iż odbywa się to „dla dobra” klienta. Zdając sobie sprawę z tego, że wykorzystują przemoc w celu rozwiązania problemu, ale niekoniecznie w celu udzielenia prawdziwej pomocy klientowi. „Przez przemoc rozumiem taką sytuację, kiedy zmuszam inną osobę do określonego zachowania wykorzystując swoją przewagę. Stosując przemoc nie liczę się z wolą, argumentami, przekonaniami „ofiary”. Wobec tego nawet działanie „dla dobra” drugiego człowieka, np. umieszczenie go w domu pomocy społecznej czy odebranie mu dziecka bez jego zgody, też jest przemocą”.

Na generowanie zjawiska przemocy instytucjonalnej wpływa również posiadanie przez jops (jednostki organizacyjne pomocy społecznej – przyp. HD)  cech instytucji totalnej w rozumieniu definicji sformułowanej przez Ervinga Goffmana. Domy Pomocy Społecznej są instytucjami totalnymi sensu stricto. PCPR-y, OPS-y, Ośrodki Interwencji Kryzysowej posiadają, niektóre cechy instytucji totalnej. Czym jest instytucja totalna? To instytucja, która stwarza dla osób z tą instytucją związanych rodzaj odrębnego świata odseparowanego od reszty społeczeństwa i rządzącego się własnymi prawami. Bariery, które oddzielają beneficjentów instytucji od świata zewnętrznego nie muszą być barierami fiycznymi, ale mogą mieć też charakter obyczajowo-psychologiczny.

Domy Pomocy Społecznej spełniają ściśle kryteria stawiane przez Goffmana instytucjom totalnym. Życie mieszkańców takich instytucji „toczy się w jednym i tym samym miejscu i podlega tej samej, jedynej władzy (…) we wszystkich fazach codziennej działalności ich członkowie pozostają w bezpośrednim towarzystwie dużej liczby innych członków. Wszyscy oni traktowani są jednakowo, muszą pracować razem i wykonywać te same czynności (…) cały ich dzień jest ściśle zaplanowany (…). Plan ten narzucony jest z góry przez system formalnych rozporządzeń, a jego przestrzegania pilnuje zespół nadzorców (…) poszczególne czynności są przymusowe i stanowią część jednego planu ogólnego, którego celem jest realizacja oficjalnych zadań danej instytucji”. Pozostałe jednostki organizacyjne pomocy społecznej jako instytucje biurokratyczne posiadają pewne cechy instytucji totalnej, takie jak:

ścisła hierarchiczność statusów

– formalizm

– podział na personel i podwładnych

dehumanizacja

brak podmiotowości w stosunkach międzyludzkich

– orientacja nie na człowieka, a na wykonywanie wyznaczonych zadań.

Formalizm i biurokracja sprawia, że „w instytucji totalnej (…)istnieją liczne, specyficzne i rygorystycznie przestrzegane przepisy, w skutek czego podwładni żyją w ciągłym lęku przed ich łamaniem i stale obawiają się konsekwencji”. W pomocy społecznej funkcjonuje bardzo wiele niejasnych aktów prawnych (sama ustawa o pomocy społecznej jest „miękkim” aktem prawnym i wiele jej zapisów można interpretować na różne sposoby). „Przepisy prawne bywają zawiłe, a ich interpretacja często nie jest jednoznaczna (…). Pracownik socjalny nie jest i nie może być ekspertem z dziedziny prawa.

Skutek jest taki, że w poszczególnych gminach te same przepisy stosuje się inaczej, wielka jest liczba odwołań od decyzji administracyjnych (…)”. Połączenie typowego urzędnika i „helpera” w jednym zawodzie – pracownika socjalnego doprowadziło do sformalizowania i zbiurokratyzowania pomocy upodabniając jops do instytucji totalnych i wpływając na generowanie w pomocy społecznej zjawiska przemocy instytucjonalnej.

Osoba ubezwłasnowolniona całkowicie może jedynie podejmować decyzje o zawarciu umowy w drobnych bieżących sprawach życia codzienngo, np. kupno gazety a i to pod warunkiem, że nie doprowadzi do rażącego poszkodowania tych osób. Prawo do decydowania o swoim życiu osobistym jest prawem tak fundamentalnym, że nie można go ograniczać z byle powodu. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego sama choroba psychiczna i leczenie psychiatryczne nie unicestwiają zdolności do czynności prawnych osoby fizycznej (Wyrok SN z dn. 23.09.1999 r., sygn. Akt II UKN 131/99). Ubezwłasnowolnienie ma służyć interesom ubezwłasnowolnionego i dlatego może być orzeczone tylko wtedy gdy interes tej osoby tego wymaga a nie na skutek samej oceny stanu psychicznego danej osoby (Orzeczenie SN z dn. 14.02.1974 r., OSN 1975, poz. 12). Poza tymi przypadkami ludzie posiadają pełne prawo do decydowania o swoim życiu. Pozbawienie ludzi tego prawa bez wyraźnej przyczyny może skutkować „utratą poczucia własnej tożsamości, godności, depersonalizacją, dopodmiotowaniem i chorobliwym konformizmem”. Dlatego właśnie postulat samostanowienia jednostki ludzkiej ma tak fundamentalne znaczenie i został zawarty w Kodeksie Etycznym pracownika socjalnego stworzonym przez Polskie Towarzystwo Pracowników socjalnych.

(…)

Człowiek, który jest zmuszony po raz pierwszy w swoim życiu stawić się w ośrodku pomocy społecznej musi zmierzyć się z wieloma negatywnymi emocjami. Udając się po pomoc do instytucji musi przyznać się przed zupełnie obcym człowiekiem do porażki. Musi przyznać, że sobie nie radzi i potrzebuje pomocy. Jeśli jest w stanie sobie poradzić nie uzyska pomocy (art. 2 ust.1 Ustawy z dn. 12.03.2004 r. o pomocy społecznej – pomocy udziela się tym, którzy nie są w stanie własnymi siłami przezwyciężyć trudnych sytuacji życiowych). Na wstępie w relacji pracownik socjalny-klient mamy więc do czynienia z nierównowagą sił.

Pomoc jest udzieleniem mocy temu kto jej nie posiada. Z jednej strony mamy więc osobę, która zwraca się z prośbą o pomoc (swoje potrzeby musi wyartykułować i opisać na papierze w formie podania), osobę słabą, załamaną i pokonaną. Osobę, która znajduje się nisko na szczeblach społecznej hierarchii statusu. Z drugiej strony pracownika instytucji. Pracownika, który posiada zasoby i uprawnienia umożliwiające przezwyciężenie trudnej sytuacji klienta (a

więc posiadającego moc, której ma udzielić klientowi). Wynika z tego nieodzowny w przemocy „asymetryczny, komplementarny dyskurs, w którym to pracownicy socjalni mają prawo do definiowania klienta, ten zaś musi zmagać się z symbolicznym sensem narzuconej mu sytuacji. Jest on dany z zewnątrz przez pracownika socjalnego, który stosuje w ramach tych definicji nacechowane emocjonalnie i aksjologicznie definicje”. Podczas kontaktu z klientem to pracownik socjalny określi przyczyny jego trudnej sytuacji i podejmie decyzje, czy danej osobie należy się pomoc czy też nie. Definiowanie klienta będąc nacechowane emocjonalnie może przybierać formy etykietowania: „ktoś już na początku jest ustawiony w kategorii „alkoholik”, „recydywista”, „bijący żonę”. (…) Populacja klientów jest domyślnie, dychotomicznie podzielona na „zasługujących” i „niezasługujących”. Te społeczne atrybucje

są naiwną psychologią, która dzieli świat na „winnych i „niewinnych (…)”. Za „niewinnych” i zasługujących na pomoc uznaje się tych, których problemy wynikają z zewnętrznych, niezależnych od nich samych przyczyn. „Winni”, którzy na pomoc nie zasługują to ci, których problemy wynikają z zakorzenionej wewnętrznie niemoralności.

Podziału dokonuje pracownik instytucji. Klient, który zgłasza się po pomoc jest świadomy tego, iż zostanie oceniony i zdefiniowany. Ocena może łatwo przerodzić się w etykietowanie będące przejawem przemocy psychicznej. Godzi w poczucie godności drugiego człowieka, który nie jest równoważnym uczestnikiem dyskursu. Pracownik socjalny korzystając ze swojej władzy wyboru tego komu zostanie udzielony społeczny „dar” w postaci zasiłku może podporządkowywać sobie beneficjentów pomocy społecznej. Celem zasiłku jest bowiem „wytworzenie nie tylko finansowego, ale i symbolicznego, niespłacalnego bezpośrednio długu”, który jest możliwy do spłacenia w inny sposób, poprzez podejmowanie określonych przez pracownika instytucji zachowań oraz przejawianie odpowiedniej postawy moralnej i szacunku wobec dawcy „daru”. Wszystko to pod rygorem utraty „daru” (art. 11 ust.2 ustawy

z dn. 12.03.2004 r. o pomocy społecznej: „brak współdziałania osoby lub rodziny z pracownikiem socjalnym (…)” może stanowić podstawę do odmowy przyznania świadczeń lub wstrzymania wypłaty świadczeń pieniężnych). Formą psychicznej przemocy w jops może być więc nie tylko etykietowanie ale również podporządkowanie beneficjentów pomocy społecznej pracownikowi instytucji. Klientowi wpaja się również poczucie winy za sytuację, w której się znalazł i za to, że musi utrzymywać go całe społeczeństwo. „Dar” ma zatem stygmatyzować po to, aby egzekwować dyscyplinę pracy i motywować bezrobotnego do poszukiwania zatrudnienia. Osobę bezrobotną trzeba utrzymać przy życiu, lecz jednocześnie ta sama osoba winna być obarczona poczuciem winy za swój stan (…)”.

„Pomoc niszcząca ludzką godność (bez względu na to, czy ma postać świadomych działań czy nieprzewidywanych wcześniej konsekwencji) można by nazywać przemocą fundamentalną niszczy bowiem w człowieku to, co najbardziej podstawowe, czyli poczucie własnej wartości. (…) pomagający pomagając wykluczonym, biednym czy zagubionym czują się bardziej wartościowi, bo są lepsi od tych potrzebujących pomocy, a żeby mocniej odczuć tę przewagę, czyli dla zwiększenia własnego dobrego samopoczucia, dają to niejednokrotnie odczuć swoim podopiecznym. Poniżenie i pozbawienie godności słabszych i potrzebujących pomocy podnosi bowiem w ich oczach własną wartość, wzmacnia ich przekonanie o swojej wielkości czy wyjątkowości, a w skrajnej postaci prowadzi nawet do upodobnienia się do roli pana i władcy, który decyduje o być lub nie być swoich podopiecznych.” Pracownikowi socjalnemu łatwo wejść w rolę pana i władcy. Klient stając przed wyborem- podporządkować się pracownikowi lub głodować, podporządkować się lub niewykupić leków nie ma tak naprawdę żadnego wyboru. Poczucie godności kończy się wraz „z burczeniem brzucha”. „Pomoc upokarza, uzależnia, osłabia, demoralizuje. Upraszczając dobry, silny, mądry pomaga gorszemu, słabszemu, głupszemu.”

Pomagając można upokarzać, nieświadomie okazywać pogardę, gdy pomagający czuje się lepszy od tego komu pomaga. Osoba, która otrzymuje pomoc „czując się gorsza i jednocześnie zależna łatwo przypisuje pomagającemu pychę i arogancję.” Żeby ratować godność traktuję pomoc jako naleźne mu świadczenie. Wtedy nie czuje się zależny, uległy i zobowiązany do podporządkowania. Wtedy wybrzydza, może żądać więcej. Pomagający nie robi mu wtedy łaski, gdyż otrzymuje wszak wynagrodzenie za swoje usługi. Z przemocy psychicznej w instytucji rodzą się tzw. „klienci roszczeniowi”. Roszczeniowość to próba obrony przed przemocą, przed utratą godności i poczucia własnej wartości, przed poczuciem winy.

„Zewnętrzny obserwator nie ma na ogół wątpliwości, że pracownicy socjalni zajmują się przede wszystkim kontrolowaniem swoich klientów. (…) Misja kontrolowania związana jest z rolą reprezentanta osób udzielających daru społecznego. (…) Kontrola występuje już przy samym sporządzaniu wywiadów w biurze czy w domu klienta (…). Jest za dużo ludzi potrzebujących pomocy i za mało pracowników socjalnych do ich kontrolowania”. Kontrolowanie ma służyć podporządkowywaniu klientów wymogom instytucji i ładowi społecznemu. Ma również służyć sprawdzeniu czy „dar” jest wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem. Kontrola uniemożliwia klientowi osiągnięcie samodzielności. Uniemożliwia również decydowanie o sobie. Pracownicy miast skupić się na pomocy skupiają się na kontrolowaniu. Postulat kontroli jawi się jako istota wykonywanej roli społecznej.

Kontrolowanie, stygmatyzowanie, etykietowanie, poniżanie, uzależnianie od pomocy, podporządkowywanie, wywoływanie poczucia winy i innych negatywnych emocji – wszystko to są przejawy przemocy psychicznej występującej w jops.

Pracownicy socjalni mają prawo podejmować działania wbrew woli i celom klienta w sytuacjach, „w których dochodzi do naruszania norm współżycia społecznego i prawnych”.

Działanie te nazywane są działaniami interwencyjnymi. Na przykład zgodnie z Ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z dnia 29 lipca 200537 „Podejmowanie interwencji w środowisku wobec rodziny dotkniętej przemocą (…) nie wymaga zgody osoby dotkniętej przemocą w rodzinie” (art. 9d). Problem pojawia się gdy przemoc w rodzinie zgłasza osoba trzecia znajdująca się poza tą rodziną. Nie można odmówić wszczęcia procedury i wypełnienia z tą osobą formularza „Niebieska karta” część A. Wypełnienie formularza uruchamia całą procedurę. Policja, pomoc społeczna, pracownicy oświaty, nawiązują kontakt

z rodziną. Mimo zapewnień członków rodziny (w tym potencjalnej ofiary), że żadnej przemocy nie ma nie można ot tak zakończyć procedury. Nie jest wszak potrzebna nawet zgoda potencjalnej ofiary przemocy, aby podejmować działania. Pracownicy jops zbierają informacje o rodzinie ze szkół i placówek medycznych, Policji. Organizują spotkania, na które członkowie rodziny zgłaszają się i tłumaczą, że cała sprawa to pomyłka. Dopiero jednakże po całej upokarzającej procedurze sprawdzającej, po zebraniach grup roboczych, można zamknąć „Niebieską kartę”. W drastycznych przypadkach, gdy trzeba działać szybko a nie ma się wystarczających informacji pracownik socjalny może zastosować przemoc fizyczną w postaci fizycznego odizolowania członków rodziny, t.j. „ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je u innej, niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej (…), w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce (…)” (art. 12a Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z dnia 29 lipca 2005). Decyzję tę podejmuje wspólnie z przedstawicielem Policji i służby zdrowia. Następnie powiadamia sąd. Działanie podejmuje w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka. W przypadku poinformowania przez osobę trzecią o przemocy wobec dziecka, gdy trzeba działać szybko mogą pojawić się błędy.

Klienci pomocy społecznej są ekonomicznie uzależnieni od pomocy finansowej z jops. Przydzielana zaś pomoc finansowa z trudem wystarcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Minimum egzystencji stanowiące granicę ubóstwa skrajnego poniżej, której następuje fizyczne wyniszczenie organizmu jest wyższe od granicy ubóstwa ustawowego, czyli kryterium dochodowego, którego przekroczenie pozbawia prawa do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej. Minimum egzystencji określone przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych w 2011 r. wyniosło 495 zł w przypadku osoby samotnie gospodarującej. Kryterium dochodowe w pomocy społecznej dla osoby samotnie gospodarującej wyniosło zaś 477 zł. Oznacza to, że żyły w Polsce osoby, które plasowały się poniżej granicy skrajnego ubóstwa, a nie miały prawa do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej. Maksymalna wysokość gwarantowanego zasiłku stałego dla osoby samotnej (przyznawanego osobom niezdolnym do podjęcia pracy z powodu niepełnosprawności lub wieku) wypłacanego osobom bez jakichkolwiek dochodów wynosiła 444 zł. Oznacza to, że dana osoba miała przeżyć za kwotę, za którą według IPiSS nie da się przeżyć! Oczywiście taka osoba może również liczyć na zasiłki celowe na leki bądź opał, ale są to świadczenia fakultatywne i ich wypłata jest zależna od liczby klientów i środków budżetowych jops. Dobrym posunięciem było podwyższenie ktyteriów dochodowych w pomocy społecznej do 542 zł na osobę samotną i 456 zł na osobę w rodzinie od października 2012 r.(…)

Granica ubóstwa ustawowego uprawniającego do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej nigdy nie zbliżyła się nawet do minimum socjalnego. Pomoc pieniężna udzielana przez OPSy nigdy nie pozwoliła na „normalne” życie, na integrację ze społeczeństwem. „Pomoc” ta utrwala marginalizację. Utarło się potoczne stwierdzenie, że osoby korzystające z pomocy społecznej mają „za mało aby żyć, a za dużo aby umrzeć”. Niski próg interwencji socjalnej jest konieczny, aby pomoc trafiła do rzeczywiście najbiedniejszych. Ma pozwolić na fizyczną egzystencję i uspokajać nastroje społeczne. Państwo nie może pozwolić swoim obywatelom umierać z głodu. Instytucjonalna pomoc społeczna nie jest jednak w stanie zapewnić godnego życia. W przypadku osób, które ze względu na wiek i stan zdrowia nie mogą polepszyć swojej sytuacji utrzymywanie ich poniżej granicy skrajnego ubóstwa nosi znamiona ekonomicznej przemocy. Tym bardziej, że pomoc pieniężna często uzależnia beneficjentów i służy do ich podporządkowywania.

Niepokoi, że tylko co piąty (21%) pracownik pomocy społecznej jest gotowy na poświęcenie wobec podopiecznych, a jednie niespełna 5% pracowników socjalnych dobro klientów przedkłada nad gratyfikację finansową.

Ważną rolę w funkcjonowaniu i organizacji instytucji pomocy społecznej odgrywa kontrola społeczna. Istnieje konieczność prawowania kontroli społecznej nad instytucjami powołanymi do służenia społeczeństwu i utrzymywanymi z pieniędzy podatników. Kontrolę tę powinny sprawować nie tylko instytucje rządowe, państwowe, ale również organizacje pozarządowe, którym o wiele bliżej do reprezentowania lokalnej społeczności. Organizacje pozarządowe działające w sferze pomocy społecznej powinny mieć aktywny udział w kreowaniu polityki społecznej na obszarze swojego działania ale również powinny mieć wpływ na określanie strategii funkcjonowania jops i być może partycypować w podejmowaniu decyzji o alokacji środków publicznych przekazywanych na pomoc najbiedniejszym. Być może rozwiązaniem problemów polityki społecznej w Polsce, w tym problemu przemocy instytucjonalnej jest scedowanie części uprawnień i zadań jops na podmioty trzeciego sektora? W przypadku stwierdzenia rażących zaniedbań można odciąć daną organizację od strumienia publicznych pieniędzy przekazywanych na realizację zadań z zakresu pomocy społecznej. W przypadku zaniedbań w OPSach czy PCPRach nie można zmniejszyć budżetu danej instytucji a jedynie wyciągnąć konsekwencje dyscyplinarne wobec określonych osób. Jak wiemy jednak takie problemy jak przemoc instytucjonalna nie są winą poszczególnych jednostek ale wynikają z organizacji samych instytucji.

„Zasadniczą misją struktur pomocy społecznej jest utrzymywanie grup dyskryminowanych w stanie bierności, zależności, izolacji oraz niedopuszczanie do tego, by ich rozpacz przekształciła się w bunt a chaotyczne akty destrukcji i autodestrukcji w solidarną strategię wywierania wpływu i wprowadzania zmiany”.

Należy oddzielić przyznawanie świadczeń pieniężnych od środowiskowej pracy socjalnej. „Zasiłki miały stanowić wsparcie dla procesu pracy socjalnej, tymczasem stały się dominującą sferą działalności pracowników socjalnych (…) należy oddzielić pracę socjalną od procedur administracyjnych, pozostawiając rozpatrywanie wniosków referentom do spraw świadczeń lub pracownikom socjalnym nieprowadzącym pracy socjalnej”. Mogłoby się wydawać, że świadczenia pieniężne są znaczącym motywatorem, a możliwość ich nieprzyznania, bądź odebrania to narzędzie umożliwiające pracownikom socjalnym wpływanie na beneficjentów. Odebranie tego narzędzia pracownikom pozbawiłoby ich możliwości nagradzania lub karania klientów i nie mieliby oni żadnego wpływu na podejmowane przez klientów działania. Problem tkwi w tym, iż zmuszanie osób znajdujących się poniżej granicy ubóstwa do podejmowania określonych działań pod groźbą nieprzyznania bądź odebrania środków do życia to nic innego niż przemoc ekonomiczna ze strony instytucji państwowych. Takie działania promują nie realne próby rozwiązania trudnej sytuacji życiowej ale próby demonstratywne. Uzależnienie wypłaty świadczeń od realizacji założonej przez pracownika pracy socjalnej poniża beneficjentów i odbiera możliwość samostanowienia. Pracownik, który nie jest w stanie zmotywować klienta do działania ucieka się do szantażu i przemocy. „Najlepsza relacja ulega bowiem zniszczeniu, kiedy pracownik socjalny jest odbierany jako decydent określający wysokość środków pieniężnych, w szczególności, kiedy są przyznawane w upokarzającej wysokości, lub, jak to czasami bywa przy końcu roku, w wysokości wielokrotnie wyższej niż przez cały rok, bo „trzeba” nagle otrzymane środki wydać w ciągu jednego lub dwóch miesięcy. Pracownicy socjalni mający dobry kontakt i relacje z rodzinami podejmują czasami wysiłek tłumaczenia instytucji, próbując np. wyjaśniać trudną sytuację finansową ośrodków. Pełnią w taki sposób rolę odgromników zbierających niechęć osób i rodzin. Tym sposobem przyczyniają się do utrzymania spokoju społecznego, ale przy okazji utrwalają stan pogodzenia się oraz utraty nadziei na rozwiązanie problemów”.

Przyznawanie świadczeń poniżej poziomu egzystencji (dopiero od października 2012 r. wysokość niektórych świadczeń przekroczyła granicę ubóstwa, ale w 2013 r. wraz z większą inflacją, z podniesieniem wysokości minimum egzystencji bez podniesienia progu interwencji socjalnej wysokość świadczeń prawdopodobnie znów spadnie poniżej poziomu ubóstwa) nosi znamiona przemocy ekonomicznej. Jeśli najniższa wysokość renty z ZUS z tyt. niezdolności do pracy wynosi 542,18 zł a próg interwencji socjalnej w przypadku osoby samotnej ustalono na 542 zł to wiele osób nie może otrzymać pomoc z powodu 18 gr (!) dochodu powyżej kryterium. Wydaje się, że działania decydentów są zamierzone (w przeciwnym razie świadczyłoby to o braku skoordynowania działań skutkującym tragicznym losem wielu obywateli). Intencjonalnie państwo stosuje instytucjonalną przemoc ekonomiczną wobec obywateli za pośrednictwem swoich instytucji świadczących pomoc społeczną poprzez przyznawanie świadczeń poniżej minimum egzystencji bądź taką koordynacją świadczeń z systemu ubezpieczenia społecznego (ZUS), aby minimalnie beneficjenci przekraczali próg interwencji socjalnej.

„Wstrzymana zostaje w ten sposób budowa rynku usług socjalnych czy społecznych. Publiczna pomoc nie ma konkurencji, która najszybciej wymusza zmiany. Z teorii systemów wynika, że systemy zamknięte szybko się starzeją i degenerują. Temu procesowi podlega system pomocy społecznej w Polsce”. Brak otwartości na zmiany legislacyjne doprowadzi do dalszej degeneracji systemu. Może to doprowadzić w ostateczności do buntu mas marginalizowanych utrzymywanych obecnie w stanie apatii. Nie pozwólmy, aby dopiero wybuch społecznego niezadowolenia doprowadził do zmiany upośledzonego systemu. (Źródło)

Co z tą Polską?

Po latach okazuje się, że nie tylko wymiar sprawiedliwości delikatnie mówiąc wynaturzył się, gdyż rozdęty immunitet i brak jakiejkolwiek kontroli społecznej nad sądami wywołał u nazbyt wielu przedstawicieli Temidy coś, co Janusz Wojciechowski trafnie określił „syndromem Boga”, przenosząc się na orzecznictwo, któremu już nikt prawie nie ufa.

Cytowany powyżej tekst dowodzi, że podobny syndrom dotyka pracowników opieki społecznej.

Jednocześnie przedstawia system jako narzędzie mające trzymać w ryzach potencjalnie najbardziej niepewny element społeczny – ludzi, którzy znajdują się tak nisko, że w razie zmian, choćby i rewolucyjnych, mogą jedynie zyskać.

Bo gorzej się już nie da.

A więc nie istnieje obawa utraty jakiegokolwiek dobra, oprócz życia. Historia uczy, że tacy ludzie zwykle podążali w pierwszym szeregu każdej rewolucji.

Autor, i słusznie, bo wtedy opracowanie musiałoby mieć kilkukrotnie większą objętość, nie porusza tematu wszechobecnego mobbingu obecnego w znanych mi placówkach.

Nie pisze również o umowach śmieciowych, czy też zawieranych nawet na 10 lat umów o pracę na czas określony, które pozwalają na zwolnienie kogokolwiek za jedynie dwutygodniowym okresem wypowiedzenia i bez podawania przyczyny w oderwaniu od stażu pracy.

Najczęściej po to, aby przyjąć kogoś znajomego.

Ta niepewność jutra, ciągłe zagrożenie utratą pracy, to wszystko również przekłada się na stosunek do podopiecznych. I, co gorsza, na stosunek tych ostatnich do Kraju. Nie tylko zresztą ich.

Humpty Dumpty

________________________________

*Mariusz Sobkowiak „PRZEMOC INSTYTUCJONALNA W JEDNOSTKACH ORGANIZACYJNYCH POMOCY SPOŁECZNEJ„, Szczecin 2012