Jestem jak to mówią człowiekiem starej daty, który przez połowę swego życia cierpliwie musiał znosić komunistyczno-liberalną tresurę. Wiecie, taką codziennego dnia tresurę, którą musiało wtedy przejść całe moje wspaniałe pokolenie. A treserów miałem/mieliśmy wszędzie i choć tresowano czasem ludzi wręcz brutalnie co niektórym to, o dziwo! zupełnie nie przeszkadzało. Jako bardzo młody człowiek najpierw takiej tresury doświadczyłem w szkole, a treserami byli bardzo, oj bardzo ważni nauczyciele, którzy nawet myśleć nikomu nie pozwalali w obawie, że się czegoś ktoś nagle się domyśli.

Później gdy mi się zaczęły podobać różne Bonanzy, Westerny i inne takie filmy gdzie dobro walczy ze złem, takie dla ludzkości zupełnie nie potrzebne zgniłego kapitalizmu wymysły spostrzegłem, że dalej jak tylko mogą i ile mnie tylko mogą tresują tym razem treserzy z telewizorni publicznej, przez niektórych szumnie, dumnie i na wyrost prezenterami telewizyjnymi zwani. Byli tacy mili, tacy ładni, tacy mądrzy byli. Nawet w wojskowych, pięknie wyprasowanych mundurach byli ci prezenterzy.

Później poznałem treserów w mundurach milicyjnych oraz ludzi całkowitego już honoru bo tych, którzy całkowicie i za darmo się oddali na służbę komunistycznej sprawiedliwości czyli oddziały ORMO. Jak ja ich tego honoru nienawidziłem. Jak ja nienawidziłem ich i każdego kto w takim honorze się paplał. Jak ten ich honor nie pasował do honoru pojmowanego przez moją całą rodzinę, przyjaciół, znajomych, ba nawet mój pies miał w sobie coś wznioślejszego od tego ORMO- horroru, przepraszam, honoru. Oni jeszcze mieli odwagę sądzić, że ktoś ich rozumie i im wierzy, że oni tacy bezinteresowni, tacy społeczni. Same ideały ze sprawiedliwości pałą u boku chodzące, wiarygodne mniej więcej jak przez płot przeskakujący ponoć kiedyś i samotnie walczący z Komuną zwykły Elektryk.

Ale mimo, że nikt z moich znajomych ich nie cierpiał ze sporym zdziwieniem spostrzegłem, że istnieją jednak i tacy, którym nie tylko ich fałszywa moralność nie przeszkadzała ale jeszcze wręcz się nawet podobała. Tak szybko ci ludzie się dali wytresować, że zachowania podłe, które we mnie i wśród ludzi mi podobnych wytwarzały odruchy wymiotne u nich wytwarzać nagle zaczęły dziwne poczucie niczym nie uzasadnionej wyższości i szczęścia wielkiego. Szczęścia połączonego ze ślepą wiarą, że oto oni nagle w tej nowej i obcej Polakom rzeczywistości są solą ziemi czarnej od bieguna samego do bieguna i światłością świata w którym przyszło im żyć.

My, niewytresowani w ich oczach nagle się staliśmy ciemnogrodem, masą niewykształconą, wręcz kryminalistami. Bo jakżeby tak? Wujek był w AK? Dostajesz listy z Ameryki? Masz już 20 lat a jeszcze nie jesteś w PZPR? Rozmawiać śmiesz o Katyniu? O Rotmistrzu Pileckim? Toż to było dla nich oczywiste, że w świetle tych faktów byliśmy tylko zwykłymi kryminalistami i bandziorami czyli ludźmi wrogimi dla nowej władzy.

Czasy się na szczęście zmieniły. Na nasze szczęście oczywiście. Dla tych co jeszcze wczoraj sądzili, że światłością najjaśniejszą są świata nadeszły czasy gorsze bo napłodzili dzieci, powmawiali im, że ta dziatwa jest z racji konotacji już na starcie o wiele równiejsza w świecie ludzi ponoć równych, nauczyli, że oni nie muszą się przejmować uczciwością bo uczciwe jest tylko to co oni za uczciwe uznają i teraz klops! Zmieniły się czasy, a oni jak ta moda na olbrzymie radia kiedyś na plecach na plaży noszone, zupełnie do tego zmienionego świata już nie pasują. I tylko ich ego jeszcze pozostało, które wciąż uparcie im podpowiadało, że jednak są świata światłością i ziemi całej zakałą, ups, przepraszam, solą chciałem napisać. Oni dalej wierzą, że są nieomylni, że jest ich wciąż najwięcej, a na Marszach to nawet i do 250 000 bo tak napisali w TVN ie, a Michnikowe autorytety potwierdziły. Jak tu więc nie wierzyć. Wstyd takim autorytetom nie wierzyć, nawet jak sami widzieli, że to nie do końca było prawdą.

Teraz ci ludzie się strasznie denerwują, że się na nich świat nie poznał i się sobie najzwyczajniej w świecie zmienił. Denerwują się nie mogąc zrozumieć, że to nie tyle świat się zmienił ile ich własny świat się pod ciężarem błędów jakie nieustannie popełniali zawalił widząc siebie ponad społeczeństwem, któremu mieli służyć a nie je sobie wytresować. Wytresować, owszem się dało ale tylko kilka procent miernot moralnych, które teraz wyją i skowyczą, że w normalnym świecie żyć się im już nijak nie da. Bo i jak tu żyć skoro nikt już nie bierze pod stołem? Jak mają żyć ich artyści skoro już nie dostają extra dotacji za to, że się kiedyś dali wytresować? Jak żyć gdy wszyscy ich, tak, ich treserzy potracili zajęcia i teraz nie mogą już im podpowiadać jak i co w swym życiu mają robić? Mogą co najwyżej gdzieś w krzakach lub na cmentarzach podpowiedzieć dyskretnie jak przeciwko demokratycznie wybranej nowej władzy protestować więc protestują ci wszyscy świetnie wytresowani nie rozumiejąc ani dlaczego protestują ani przeciwko czemu.

Przeciwko komu to już jak najbardziej tak. Sam Michnik i TVN im podpowiedzieli. Toż to ten diabeł Kaczyński i jego pisowskie piekło jest wszystkiemu winne bo wymyślają nagle, że od teraz trzeba żyć w zgodzie z prawem a nie jak dotychczas czyli w swoim gronie po swojemu i według tylko swoich zasad.

Ja, jak wyżej napisałem, człowiek starej daty, wychowany na wartościach wynikających z Ewangelii i polskiej tradycji poczuwam się jednak do winy. Rozumiem człowieka drugiego w biedzie, któremu się grund usuwa pod nogami i który nie wie co ma ze sobą dalej zrobić. Zdaję sobie sprawę, że między innymi i ja jestem temu ich nieszczęściu winien. Ostatecznie nie potrafiłem się dać wytresować i teraz idąc na wybory wybieram ludzi tylko sobie, nie im podobnym i nie ich to wina ani ich zasługa, że ludzi im niechętnym jest aż tak wielu. Więcej, nawet na przyjaciół dla siebie tylko podobnym sobie wybieram ich zostawiając samym sobie lub w ich dawnym grajdołku z dawną sitwą jako towarzyszami niedoli. Ale, niestety, inaczej nie potrafię.

Więc pozostaje tylko mi ich przeprosić za ten mój charakter. Za ten mój świat, który ich zewsząd tak nagle otoczył, a w którym jest im tak ciężko. Za te Marsze Patriotów, których się tak bardzo boją, a w czasie których się już nie da sprowokować burdy, które to z kolei im dają poczucie siły i nad normalnym obywatelem przewagi, za polską zwycięską tradycję, której nijak nie rozumieją, a która tryumfuje. Przeprosić, że polską flagę zamiast wsadzić gdzieś w psią kupę niosę wysoko nad głową i jeszcze z tego jestem dumny. Za wiarę, która zamiast w narodzie zanikać znów się wpycha w polskie dusze wnosząc wraz z miłością do odzyskanego kraju szacunek do Rządu, do Prezydenta czy wreszcie nawet do państwowych instytucji o których za rządów Platformy tak trudno było coś dobrego powiedzieć.

Wreszcie czuję, że muszę przeprosić za to, że moja i przeze mnie wybrana ekipa nie wpuściła do Polski tak oczekiwanych obywateli świata o innym skóry kolorze i innych zwyczajach. Tych, którzy mogli Polaków pogubionych w nowej rzeczywistości kulturowo wzbogacić do tego stopnia, że kliniki aborcyjne by nie nadążały z usuwaniem takiego wzbogacenia skutków. A skoro już piszę o emigrantach, którym się na siłę wpaja, że są uchodźcami to przepraszam za wszelkich polskich kibiców oraz młodzież z wszelkich narodowych organizacji, którzy jako jedyni w Europie się nie boją stanąć przy każdej polskiej kobiecie aby owym przybyszom pokazać co polski mężczyzna robi gdy ktoś mu obraża siostrę, matkę, żonę czy jakąkolwiek zresztą inną polską kobietę.

Przepraszam was, moi mili rodacy którzy nie możecie tego mego świata zrozumieć za niepojęte dla was wznowienie śledztwa w sprawie tragedii w Smoleńsku. Celowo piszę tragedii bo dla was to również była tragedia podobnie jak i dla mnie z tą tylko różnicą, że ja zanim rzetelne śledztwo się nie zakończyło jeszcze nie wiem kto do niej doprowadził, a wy już wiedzieliście, że nikt nie doprowadził dziesięć minut po niej.

Tak jak w przejściu potrąconą niechcący osobę przepraszam, bo niechcący ją potrąciłem tak i was przepraszam, że podczas naprawy kraju wasz świat musi zniknąć. Jednocześnie jednak przestrzegam każdego kto do ekipy remontowej nie dołączy, jeśli się zdecydujecie pójść swoją drogą musicie się liczyć z tym, że zyskacie tylko tyle, że w końcu przejedzie po was walec odnowy i wrzuci do jakiegoś gdzieś skansenu, w którym stworzycie sobie swoją nową komunę i na smutno doczekacie właściwego dla waszych zachowań końca.